W ostatniej chwili Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk zerwał umowę o wynajmie sali, w której zaplanowano spotkanie ze mną i pewnym gościem z Niemiec zatytułowane „Gender jako ideologia destrukcji”. Kilka godzin przed zaplanowanym wykładem na drzwiach Instytutu Historii na Starym Rynku w Warszawie pojawiła się kartka z następującą informacją: „Uprzejmie zawiadamiamy, że w związku z zagrożeniem porządku oraz bezpieczeństwa uczestników wykład zorganizowany przez Instytut ks. Piotra Skargi w dn. 5 maja nie odbędzie się”. Pod tym komunikatem podpisał się dyrektor Instytutu Historii PAN – bez podania nazwiska, jedynie samą funkcją. Ostatecznie wykład odbył się w Domu Literatury na placu Zamkowym w Warszawie. Tam doszło do incydentu jedynie w postaci słownej prowokacji dwóch mężczyzn.
Rodzi się pytanie: dlaczego dyrektor Instytutu, który co najmniej od kilku dni wiedział o tym spotkaniu, na kilka godzin przed wykładem nagle uzmysłowił sobie jakiś powód przemawiający za odwołaniem prelekcji. Nic mi nie wiadomo na temat ewentualnych przesłanek zagrażających porządkowi spotkania i bezpieczeństwa uczestników. Jako członek Stowarzyszenia Polska Platforma Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie dostrzegałem żadnych motywów do podjęcia takiej decyzji. Nie jestem w stanie określić, czym kierował się pan dyrektor, odwołując nasze spotkanie. Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi do głowy, to takie, że jest to kolejny przykład działania genderlobby. Wywiera ono presję, dokonując swoistej próby cenzury oraz ingerencji w przestrzeń wolności debaty publicznej i akademickiej w Polsce.
Pojawiły się sugestie ze strony zwolenników gender, którzy byli obecni na sali wykładowej, że Instytut nie powinien udostępniać przestrzeni dla spotkań, które nie mają charakteru naukowego. Ośmielę się zauważyć, że krytyka ideologii gender ma charakter naukowy w przeciwieństwie do samej ideologii. Wydaje mi się, że pierwotnie wybrane miejsce na wykład było w pełni uzasadnione. Jak mówili sami organizatorzy, Instytut Historii PAN użyczał im już sali na spotkania o tytułach bardziej publicystycznych czy emocjonalnych niż to wczorajsze.
Oceniam to jako próbę ewidentnego blokowania myśli naukowej i cenzurowania. Podobną próbę podjęło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które w komunikacie z 14 stycznia br. w sposób bezprecedensowy próbowało odciąć gender od charakteru ideologii, wskazując na cechy rzekomej naukowości. W ostatnich miesiącach ministerstwo nie ujmowało się za istnieniem żadnej nauki. Koronnym argumentem MNiSW było to, że ideologia gender jest podstawą programów równościowych Unii Europejskiej.
Zdecydowanie musimy się bronić przed ideologią gender, która w sposób zupełnie nieuprawniony przenika w system edukacji, polityki i prawa. Przykładem tego jest tzw. edukacja seksualna, która jest narzucona dzieciom i rodzicom, Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, która w gruncie rzeczy służy uprawomocnieniu tej ideologii, a także pewne struktury polityczne, które też do tego celu zmierzają.

