logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rodzina najlepszym środowiskiem wychowawczym

Niedziela, 18 maja 2014 (17:33)

Z Justyną Pilacińską z Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum rozmawia Izabela Kozłowska

 

Prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o oświacie, która pozwala rodzicom w dowolnym momencie ubiegać się o wydanie zezwolenia na prowadzenie edukacji domowej dzieci. Co w praktyce oznacza ta zmiana dla rodziców?

- Ustawa podpisana przez prezydenta w dniu 12 maja br. znosi dotychczasowy zapis mówiący, że wniosek o edukację domową musi być złożony do dnia 31 maja tego roku, w którym od września ubiegamy się o edukację domową. Po wejściu nowelizacji w życie wniosek będzie można złożyć w dowolnym momencie roku szkolnego lub przed jego rozpoczęciem. W praktyce oznacza to możliwość „przejścia” ze szkoły do edukacji domowej w dowolnej chwili. Skorzystają na tym z pewnością ci rodzice, którzy dopiero będą rozpoczynać swoją przygodę z edukacją domową. Nie będą musieli czekać do końca maja na złożenie wniosku lub do września z rozpoczęciem nauki pod okiem rodziców.

W nowelizacji tej nie zmieniły się jednak inne zapisy. Dyrektorzy szkół wciąż nie mają obowiązku wydania zgody na nauczanie domowe...

- Trzeba powiedzieć, że jest to pierwsza nowelizacja od kilku lat, która dotyka spraw związanych ze spełnianiem obowiązku szkolnego poza szkołą. Miejmy nadzieję, że to początek zmian. Polskie prawo nie nakłada na dyrektorów szkół obowiązku wydania zgody na nauczanie domowe. Jednak nie precyzuje również tego, że dyrektor może rodzicom odmówić. Na pewno warto szukać takich szkół, które mają pewną praktykę w edukacji domowej, wspierają rodziców, przeprowadzają od lat egzaminy. Współpraca z taką szkołą jest po prostu łatwiejsza.

W myśl polskiego prawa każdy rodzic ma prawo uczyć swoje dzieci w domu. Największą barierą w wyborze tej formy kształcenia są obawy rodziców, że nie podołają takiemu obowiązkowi?

- Myślę, że przede wszystkim edukacja domowa nie jest jeszcze w Polsce popularna. Wielu rodziców się z nią nie spotkało i zwyczajnie nie wie, że mają taką możliwość. Drugą kwestią jest to, że decyzja o zabraniu dziecka ze szkoły wpływa na całość życia rodziny. Wymaga od rodziców więcej zaangażowania i codziennego poświęcenia niż posłanie dziecka do szkoły. Tym samym nauczanie w domu staje się stylem życia. Za decyzją stoją – nie ukrywajmy – również konsekwencje finansowe. W wielu rodzinach prowadzących edukację domową pracuje zawodowo na pełny etat tylko jedno z rodziców. To koszt, który decydują się ponieść rodzice ze względu na większe dobro rozpoznawane w pozostaniu dzieci w domu. Obawy o to czy się podoła, również mają spore znaczenie. Rodzice często myślą o sobie: „przecież nie znam się na tym. Nie wiem jak mam nauczyć moje dziecko czytać czy pisać”.

Jest Pani jedną z osób, które zdecydowały się na edukację domową. Była to trudna decyzja?

- Od dwóch lat uczymy wraz z mężem naszą córkę w domu, od września dołączy do niej młodszy brat. Przy pierwszym dziecku była to trudna decyzja. Zastanawialiśmy się czy damy radę, czy Marysi nie zabraknie kontaktu z rówieśnikami. Z drugiej strony nie widzieliśmy innego rozwiązania. Widzieliśmy niekorzystne zmiany w polskiej szkole, a przede wszystkim to, że odchodzi ona od katolickich wartości, które chcieliśmy naszemu dziecku przekazać.

Jakie największe obawy pojawiły się przed jej podjęciem i jak to teraz wygląda?

- Gdy podejmowaliśmy z mężem decyzję o edukacji domowej ja nie pracowałam zawodowo – zajmowałam się domem i dwojgiem (wtedy jeszcze) naszych dzieci. Nasz największy lęk dotyczył tego, czy starczy nam sił i umiejętności, żeby nauczyć naszą córkę wszystkiego, co zakłada podstawa programowa. Pojawiły się pytania o to, czy uda nam się zapewnić systematyczność pracy, czy będziemy potrafili trafnie rozpoznać zdolności i kwestie wymagające bardziej natężonych ćwiczeń u naszego dziecka.

W tym roku roczne przygotowanie przedszkolne, również w formie edukacji domowej rozpocznie nasz syn. Teraz nie wyobrażamy sobie tego, by jego nauka mogła odbywać się inaczej. Choć pojawiają się nowe pytania. Jak np. czy nauczanie dwojga dzieci w różnych klasach i opieka nad trzecim niemal dwuletnim to nie za duże wyzwanie?

Na pewno jesteśmy teraz bogatsi o dwa lata doświadczeń. Nie przywiązujemy tak wielkiej, jak na początku, wagi do ocen z egzaminu, czy realizowania podstawy programowej w rytmie, który proponuje podręcznik. Robimy to po swojemu.

Niewątpliwym atutem edukacji domowej jest to, że rodzice w pełni kontrolują, czego i jak dzieci się uczą. Tymczasem rzecznik praw obywatelskich uważa, iż można ograniczać wpływ rodziców na naukę dzieci w szkole i przedszkolu. Jakie zagrożenie niesie ze sobą ograniczenie roli rodziców w wychowywaniu dzieci?

- Rodzina składająca się z taty, mamy i często rodzeństwa jest najlepszym środowiskiem wychowawczym dla dzieci. Zawsze w historii ludzkości tak to wyglądało. Ograniczanie wpływu rodziców na wychowanie powoduje, że dzieci nie wiedzą kim są. Poza rodziną nie da się wychować dojrzałego człowieka – do miłości i odpowiedzialności. Rodzice są dla dziecka bezpiecznym punktem odniesienia i autorytetami. Ograniczenie wpływu rodziców przez szkołę czy nauczycieli sprawi, że zamiast pokolenia ludzi świętych, odpowiedzialnych, roztropnych wychowamy sprawne trybiki na służbie państwa.

Dziękuję za rozmowę.

 

Więcej o celach i działalności Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum można przeczytać tutaj.

Justyna Pilacińska – żona, mama trójki dzieci, z czego dwoje edukowanych jest w domu; współprowadząca zajęcia i warsztaty w Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum.

Aktualizacja 18 czerwca 2014 (12:33)

NaszDziennik.pl