logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: www.filipadwent.pl/ Internet

Autentycznie kochał Polskę

Sobota, 14 czerwca 2014 (09:48)

Aktualizacja: Sobota, 14 czerwca 2014 (16:47)

Z Alicją Adwent, wdową po europośle Filipie Adwencie, rozmawia Izabela Kozłowska

W tym roku przypada 9. rocznica śmierci Pani męża Filipa, córki Marii i teściów. Sprawa tragicznego wypadku wciąż pozostaje niewyjaśniona. Jest szansa na poznanie prawdy o tych dramatycznych wydarzeniach?

– Aktualnie nie ma żadnych szans. Pokazuje to nasza rzeczywistość: chociażby sprawa Smoleńska, państwa Olewników i wiele, wiele innych spraw. Słyszymy o nich codziennie w Telewizji Trwam czy Radiu Maryja. Może gdyby istniała prawdziwa solidarność koleżeńska między posłami i koledzy posłowie stanęli murem w tej sprawie, byłaby szansa na poznanie prawdy. Zabrakło jednak odwagi, ale ja to rozumiem.

Zgłębiając biografię Pani małżonka, dowiadujemy się, że mimo iż urodził się we Francji, całym sercem kochał Polskę. Z czego wynikał ten gorliwy patriotyzm?

– Dużo by o tym mówić. Polecam przeczytanie pamiętników, bo tam sam o tym pisze, jak kształtowała się jego miłość do Polski, jak odkrywał na obczyźnie swoją polską tożsamość, a potem jak uczył własne dzieci tej miłości. Urodził się we Francji w Strasburgu w rodzinie polskich emigrantów. W pamiętniku daje świadectwo, jak jego dwie babcie „pieściły” polskie tradycje. Dom babci w Londynie był „oazą” polskości, bo tam mieszkali żołnierze armii Andersa, którzy tęsknili za Polską. Za Ojczyzną, do której nigdy nie mogli powrócić, a którzy do końca swoich dni walczyli o Polskę. Tam Filip spędzał wczesne lata dzieciństwa. A potem jako nastolatek z pasją uczestniczył w letnich kursach organizowanych we Włoszech w Loreto przez księdza biskupa Szczepana Wesołego dla dzieci polskich emigrantów. I tam był dopiero „raj” dla jego polskiej duszy – pisał – na który czekał przez cały następny rok. Gdyby nie te kursy, byłbym Francuzem – tak mówił.

Europoseł Filip Adwent przez wiele lat włączał się w pomoc Polakom, działał na rzecz Ojczyzny. Odważnie bronił jej interesów na arenie międzynarodowej i przestrzegał nas przed „zgniłym” Zachodem. Jakiej Polski chciał Filip Adwent?

– Jego marzeniem była Polska silna, niezależna i dumna. Żeby była państwem suwerennym, któremu nie można narzucić czegoś, czego sobie nie życzy. Krajem opartym na wartościach chrześcijańskich, gościnnym i otwartym dla każdego, gdzie poszanowana będzie ludzka godność. Polska ludzi prawych.

W tym roku w Niepokalanowie podczas spotkania-wspomnienia o Pani mężu będzie można nabyć wyjątkową książkę... Dlaczego zdecydowała się Pani opublikować listy pisane przez męża?

– To nie są dosłownie listy pisane przez męża, ale raczej rodzaj pamiętnika pisany do swoich dzieci, które kolejno przychodziły na świat. Od 9 lat fragmenty tego pamiętnika czytane były na kolejnych Mszach rocznicowych sprawowanych w intencji męża. Czytali je aktorzy scen warszawskich, ale nie tylko. Wśród nich byli m.in. pan Ryszard Baciarelli, pani Barbara Dobrzyńska. Po Mszach św. ludzie pytali, kiedy będą opublikowane w całości, bo podobały się bardzo. Chcieli poznać osobę, która gdzieś tam, na obczyźnie, tęskniła i tak gorąco, autentycznie kochała Polskę. A potem porzucając wygodne życie we Francji, już w niepodległej Polsce walczyła dla niej na polu społecznym i politycznym. Mój mąż mówił, że w Parlamencie Europejskim jest front i bitwa o Polskę, a on jest tu jak żołnierz, który o nią walczy. Nalegano tak uporczywie, że przy pomocy koleżanek z Ruchu Focolari wspólnymi siłami wydajemy dużą część tych zapisków napisanych jeszcze we Francji. W Polsce nie było już czasu na pisanie, tu oddał się całkowicie działalności na rzecz Ojczyzny, a o tym, jak działał, mogą powiedzieć już sami ludzie, którzy go poznali.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

NaszDziennik.pl