logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Na jedną kartę

Poniedziałek, 23 czerwca 2014 (18:44)

Z dr. Rafałem Chwedorukiem, politologiem i doktorem habilitowanym nauk humanistycznych z Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska

W zagranicznych mediach, np. CNBC, mówi się, że prezes NBP spiskował z szefem MSW, w Polsce to „rozmowa dwóch zatroskanych losem kraju polityków”.

– To wiąże się z jednym z licznych problemów życia publicznego w Polsce, jakim od kilku lat była asymetria dyskursu publicznego, tzn. przynajmniej w części mediów partiom rządzącym i politykom wolno było trochę więcej. To, co się stało, było zero-jedynkowe.  To, czy w rozmowie Belki z Sienkiewiczem czy Nowaka z Parafianowiczem złamano prawo, czy nie, to kwestia numer dwa. Kwestią numer jeden jest to, że politycy nie mówią tego samego wyborcom, co sobie poza wiedzą opinii publicznej. Dosłownie kilkanaście dni temu obchodziliśmy 25-lecie odzyskania wolności. To, co się działo przez ostatnie kilka dni, nawet w realiach PRL byłoby absurdem. Ostatnie wydarzenia pokazują, że w Polsce po raz kolejny w życiu publicznym potrzeba głębszej refleksji.

Dlaczego premier nie zdymisjonował Bartłomieja Sienkiewicza? Na pewno dałoby mu to większe pole manewru.

– Wszyscy, którzy uważali, że w pierwszej kolejności minister Sienkiewicz zostanie zdymisjonowany – a mam satysfakcję, że do tego grona nie należałem – popełnili jeden błąd, tzn. patrzyli na ministra Sienkiewicza przez pryzmat dawnej teorii „zderzaków”, czyli polityków bez zaplecza, których można łatwo powołać, ale i łatwo odwołać. Tymczasem minister Sienkiewicz nie jest np. jakimś mało znaczącym lokalnym politykiem PO, lecz jest postacią spoza świata partyjnej polityki, człowiekiem ze świata analityków, ekspertów i służb specjalnych o uznanym autorytecie i dużych możliwościach oddziaływania na życie publiczne. Bez zgody samego ministra Sienkiewicza Donald Tusk nie mógłby go odwołać, a to oznacza, że minister Sienkiewicz nie chciał od razu odejść i być uznanym za kozła ofiarnego. Nie wątpię, że on pewnie odejdzie z rządu, ale dopiero wtedy, kiedy sam uzna, że jest to niezbędne i wiąże się z mniejszymi kosztami niż dalsze tkwienie w słabnącym rządzie. 

PiS chce wotum nieufności dla premiera. Jakie scenariusze są najbardziej prawdopodobne, biorąc pod uwagę najświeższe sondaże?

– Moim zdaniem, w tym Sejmie nie ma absolutnych szans na konstruktywne wotum nieufności dla premiera. Musiałoby je poprzeć kilka podmiotów parlamentarnych o sprzecznych poglądach, z czego tylko PO, PiS i PSL są podmiotami przewidywalnymi, których liderzy panują nad składem klubu parlamentarnego.

Głównym wariantem jest dalsze trwanie Donalda Tuska za cenę jakichś ustępstw na rzecz PSL i na rzecz ośrodka prezydenckiego. Bo pierwsza rzecz, jaka wynika politycznie z tego kryzysu, to nie jest wzmocnienie opozycji. Głównym beneficjentem jest ośrodek prezydencki. W razie czego to prezydent może być tym, który zobliguje trzon wyborców PO do tego, by pozostali wierni albo PO, albo samemu prezydentowi. Stąd scenariusz numer dwa, czyli scenariusz stopniowej kapitulacji Donalda Tuska, uznania przez niego, że przegrał władzę w obrębie swego obozu z ośrodkiem prezydenckim i z Grzegorzem Schetyną, i stopniowo zacznie realizować postulaty personalne i programowe swoich wewnętrznych oponentów. Będzie stopniowo przekazywał władzę, co nie znaczy, że nie pozostanie premierem i szefem PO. Ale to też nie jest najbardziej realny scenariusz.

Wcześniejsze wybory?

– To trzeci scenariusz polegający na postawieniu wszystkiego na jedną kartę przez Donalda Tuska. Problem polega jednak na tym, że wielu posłów PO może nie chcieć rozwiązania Sejmu, bo wiedzą, że nie znajdą się w nim ponownie. Również inne partie w Sejmie mogą mieć co do tego spore obiekcje. Problem polega też na tym, że choć PO ma w dalszym ciągu większe zdolności koalicyjne niż PiS, wciąż PSL czy SLD byłyby bardziej skłonne wejść w koalicję z PO niż z PiS, to jednak niekoniecznie wciąż tak wysokie możliwości koalicyjne ma sam Donald Tusk. Po tym, co się stało, trudno sobie wyobrazić, żeby po wcześniejszych wyborach – zakładając, że obecne sondaże odzwierciedlają rozkład głosów i wygląd przyszłego Sejmu – zaakceptowano Donalda Tuska w roli premiera.

Grzegorz Schetyna wraca do gry?

– Na pewno to, co się dzieje, przybliża Grzegorza Schetynę do władzy. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że zniknął w ostatnich dniach z mediów. Ewidentnie nie chce pokazać, że ma z tym coś wspólnego. Chce być wiarygodny w roli odnowiciela Platformy Obywatelskiej. Premier Donald Tusk wszystko to, co wywalczył przez ostatnie pół roku, teraz stracił, a więc zwycięstwo nad Grzegorzem Schetyną wewnątrz partii i bardzo dobry rezultat PO w wyborach do PE. Dziś znów jest w sytuacji z lat 2012-2013, gdy PO w sondażach jest wyraźnym numerem dwa, z dużą stratą do PiS. Ma duży problem z mobilizacją innych wyborców niż ci, którzy mogą zostać zaliczeni do grona żelaznego elektoratu PO. Ale tylko żelazny elektorat absolutnie nie wystarczy Platformie do pokonania PiS.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Borańska-Chmielewska

NaszDziennik.pl