logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Czołgi z cokołów

Poniedziałek, 4 sierpnia 2014 (02:00)

Polsko-rosyjska umowa o pomnikach jest zbyt daleko idąca i powinna zostać zmieniona – uważają prawnicy. Przewiduje ochronę ponad 500 obiektów, głównie tzw. pomników wdzięczności. Ale także np. czołgów.

 

– Podstawowym aktem normującym status przedmiotowych miejsc jest umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Federacji Rosyjskiej o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji z dnia 22 lutego 1994 roku. Zobowiązuje ona obie strony do należytej opieki i utrzymania w porządku: grobów, nagrobków, pomników oraz innych obiektów upamiętniających, rosyjskich w Polsce i polskich w Rosji – informuje nas sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dr hab. Andrzej Kunert. – Należy odróżnić pielęgnację grobów i mogił od pomników i innych tego typu miejsc – zwraca uwagę Muszyński.

Problem dotyczy właśnie miejsc pamięci, których ochrona została podniesiona na tak wysoki poziom, że samorządy mają niejednokrotnie duży problem z ich likwidacją, a z Rosji płyną głosy oburzenia i zarzuty o łamanie dwustronnej umowy.

Dokument przewidywał sporządzenie „Wykazu miejsc pamięci rosyjskich (radzieckich) obrońców ojczyzny poległych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”, co nastąpiło w 1997 roku. I w oparciu o niego strona rosyjska domaga się ochrony każdego wymienionego w nim obiektu. Problemem jest jednak to, że trafiły tam wszelkie, nawet najmniejsze upamiętnienia żołnierzy sowieckich, tzw. pomniki wdzięczności czy nawet pomniki w postaci czołgów.

Specjalista prawa międzynarodowego i unijnego prof. Karol Karski (UW) wskazuje, że widać tutaj efekt tzw. rosyjskiej duszy, gdzie odmiennie niż na Zachodzie wyższą ochroną cieszą się pomniki. – Rosjanie nie przywiązują istotnego znaczenia do grobów i do cmentarzy. Dla nich liczą się pomniki. Ich praktykowanie pamięci jest zupełnie inne niż nasze – zwraca uwagę prof. Włodzimierz Marciniak z polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych.

Oficjalny wykaz powstał na podstawie materiałów posiadanych przez Wydział Historyczno-Memorialny ambasady rosyjskiej w Warszawie oraz kartotek Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Co ciekawe, w większości jest w języku rosyjskim.

W notatce wstępnej czytamy, że jest to „wykaz miejsc pamięci związanych z uwiecznieniem pamięci poległych rosyjskich (radzieckich) obrońców Ojczyzny na terytorium Polski”. Wymienia on aż 561 miejsc pamięci. Zalicza do nich przede wszystkim pomniki – 415. Są to w większości tzw. pomniki wdzięczności Armii Czerwonej albo pomniki braterstwa.

Liczebność pomników wdzięczności badała niedawno dr Dominika Czarnecka. – Takich obiektów powstało z całą pewnością ponad 470 – wyliczała historyk na niedawnej debacie w IPN dotyczącej nadal istniejących brył z czasów PRL. – Po 1989 r. wybierano różne rozwiązania dotyczące pomników wdzięczności, z całą pewnością ok. 30 proc. (ok. 150) z tej liczby 476 zostało całkowicie zlikwidowanych, niektóre z nich zostały przeniesione na cmentarze, inne do muzeów, były też takie sytuacje, że pomniki pozostawały w przestrzeni publicznej, ale były pozbawiane totalitarnej symboliki, czyli sierpa i młota albo czerwonej gwiazdy lub ewentualnie zmieniano inskrypcje na pomnikach. Ponad 40 pomników zostało przemianowanych na zupełnie nowe, zmieniono ich wystrój – tłumaczy Czarnecka.

Poza tym w wykazie jest wpisanych 77 obelisków, 40 tablic pamiątkowych oraz „23 rodzaje różnych wzorców techniki bojowej”, głównie czołgów. Najwięcej tych miejsc pamięci znajduje się na Pomorzu i na Śląsku. Zlokalizowane są głównie w większych miastach. „Za ich utrzymanie i zagospodarowanie odpowiedzialne są miejscowe władze i Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej” – czytamy w dokumencie.

– Tym samym w celu zmiany wystroju lub usunięcia obiektu symbolicznego Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, po otrzymaniu pisma ze strony podmiotu zainteresowanego (przeważnie samorządu lokalnego), występuje do strony rosyjskiej o zajęcie stanowiska – stwierdza oficjalnie Andrzej Kunert, szef ROPWiM. Mniej oficjalnie, w mediach, jej przedstawiciele podkreślają, że przydałaby się renegocjacja tej umowy. – Zawsze można renegocjować, zawsze można wypowiedzieć – podkreśla Muszyński.

Chodzi o kwestię likwidacji wielu sowieckich upamiętnień, o co występują samorządy.

– Z punktu widzenia tej umowy na likwidację pomnika nie jest potrzebna zgoda drugiej strony – wskazuje prof. Karol Karski. Jednak gdy dochodzi do takich wystąpień, Rosjanie protestują albo nie przesyłają żadnego stanowiska. Rada zwykle czeka pół roku na odpowiedź.

– Z ducha umowy wynika, iż wymogiem jest poinformowanie, ale nie ma wymogu czekania w nieskończoność, można zakreślić termin na odpowiedź, stanowisko drugiej strony nie jest jednak zobowiązujące. Wprost jednak umowa obowiązku konsultacji w odniesieniu do pomników, w odróżnieniu od grobów i cmentarzy, nie formułuje – stwierdza nasz rozmówca.

Karski dodaje, że w umowie jest przepis mówiący o możliwości likwidacji ze względu „na wyższą konieczność” nawet cmentarzy, co odnosi się także do pomników.

– Pomniki można jednostronnie likwidować. Konsultacje w celu uzyskania uzgodnienia potrzebne są dla nowej lokalizacji – podkreśla.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik