logo

Media o odejściu Merkel

Czwartek, 23 listopada 2017 (20:21)
Aktualizacja: Czwartek, 23 listopada 2017 (20:21)

Gdyby impas polityczny w Niemczech zmusił kanclerz Angelę Merkel do ustąpienia, to polityka UE wobec Rosji stanęłaby pod znakiem zapytania. Jej silna pozycja dawałaby gwarancje stanowczości wobec coraz bardziej asertywnego Kremla – komentują w czwartek media.

Jeśli Merkel musiałaby ustąpić ze stanowiska, to „los sankcji nałożonych na Rosję w związku z jej zaangażowaniem na Ukrainie byłby niepewny” – uważa ekspert think tanku Atlantic Council Fran Burwell; jego opinię na temat implikacji politycznego kryzysu w Niemczech przytacza blog ośrodka – New Atlanticist.

Impas ten jest pochodną zerwania rozmów koalicyjnych między blokiem partii chadeckich CDU/CSU oraz FDP i Zielonymi.

„Poważne osłabienie” niemieckiej kanclerz jest niepokojące – pisze „Economist”.

Zważywszy na stanowisko USA, które zdają się zmniejszać swe zaangażowanie w Europie, podczas gdy „Rosja chce się wepchnąć” na ich miejsce, wielu Europejczyków liczyło na to, że Niemcy pod rządami Merkel przeciwstawią się ambicjom Kremla – wyjaśnia brytyjski tygodnik.

„Wobec wyjścia Brytyjczyków (z UE) i odejścia Merkel – gdyby do tego doszło – determinacja (Unii) do utrzymywania sankcji nie byłaby już taka pewna” – ocenia Burwell; dla Europy jest to fatalny moment „na przedłużający się kryzys w Niemczech” – dodaje.

Jeszcze w środę „Economist” oceniał, że wielka niemiecka koalicja z SPD nie jest już tak nierealna, jak to się wcześniej wydawało, ponieważ wynik SPD w wyborach osłabił pozycję jej lidera Martina Schulza i jego partia może zdecydować się na rozmowy o tworzeniu rządu z CDU/CSU.

Jednak w czwartek brytyjski tygodnik uznał, że szanse na taki układ maleją, a najlepszym rozwiązaniem impasu w Berlinie jest rozpisanie nowych wyborów; to jednak oznacza właśnie przedłużający się kryzys. Zważywszy, że w Republice Weimarskiej – która przetrwała 14 lat – było 20 rządów, a wybory odbyły się dziewięć razy, niemiecka konstytucja została tak napisana, aby utrudnić rozpisywanie przedterminowych wyborów – wyjaśnia „Economist”.

Ocenia też, że dodatkowym walorem nowej kampanii wyborczej w Niemczech byłoby podjęcie debaty w sprawie przyszłości UE – tematu, którego unikano raczej podczas poprzednich wyborów.

„Washington Post” przypomina, że stanowczość niemieckiej kanclerz była w ostatnich kryzysach „raczej błogosławieństwem” niż kłopotem dla Europy. A gdyby „problemy Merkel” stworzyły wrażenie, że można już konkurować o pozycję europejskiego lidera, to i tak nikt nie pokusiłby się zanadto o zajęcie tego stanowiska. „Za dużo szacunku dla Merkel. A Niemcy są zbyt nieodzowne” – ocenia „WP”.

Ewentualna rezygnacja Merkel czy zbyt daleko idące osłabienie kanclerz, stawiałyby pod znakiem zapytania szanse na poprawę relacji i głębszą współpracę między Berlinem a Paryżem. Na wspólne forsowanie reform UE nalega prezydent Francji Emmanuel Macron, który „wiele zainwestował w dobre relacje z kanclerz Merkel” – pisze „WP”, cytując Richarda Ferranda, który przewodzi we francuskim Zgromadzeniu Narodowym rządzącej partii prezydenckiej LREM.

Europa bacznie przygląda się rozwojowi sytuacji w Berlinie, ponieważ bez jego głosu „reforma Unii pogrążonej w kryzysie czy negocjacje w sprawie Brexitu mogą zostać zablokowane” – pisze „Le Point”. Macron podkreśla, że skomplikowanie sytuacji w Niemczech „nie leży w naszym interesie” – cytuje francuski tygodnik.

„Washington Post” przypomina, że w Unii nigdy nie udało się zaprowadzić znaczących reform w okresach, w których dochodziło do nieporozumień między Francją a Niemcami.

Amerykański „Newsweek” kładzie większy nacisk na to, że ewentualne odejście Merkel oznacza niepewność w europejskiej polityce wobec Rosji, zwłaszcza jeśli w wyborach we Włoszech przeważą siły, które chcą wycofania sankcji nałożonych na Moskwę.

Najwyraźniej jednak wszelkich tych niepokojów o losy Unii, asertywność Rosji czy wzrost populizmu nie podzielają niemieccy wyborcy – konstatuje „Economist”.

Według „Financial Timesa”, niemiecki wyborca w ogóle nie postrzega tego impasu jako kryzysu politycznego, o którym piszą niemieckie media; nie ma on na razie wpływu na świetnie prosperującą gospodarkę, a opinia publiczna jest znużona. Cytując opinie ekonomistów, Bloomberg również ocenia, że polityka nie zaszkodziła kondycji Niemiec. Zatem „bogate i stabilne Niemcy nie powinny obawiać się powtórzenia wyborów” – konkluduje „Economist”. 

RP, PAP