logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Chamstwo zamiast goli

Poniedziałek, 15 maja 2017 (18:45)

O Łukaszu Teodorczyku znów jest głośno, niestety nie z powodu bramek strzelanych przez polskiego napastnika, tylko jego wyjątkowo prymitywnego zachowania.

Jeszcze kilka miesięcy temu, jeśli o Teodorczyku mówiono i pisano, to niemal wyłącznie w superlatywach. Zawodnik kapitalnie odnalazł się bowiem w Anderlechcie Bruksela, gdzie został wypożyczony z Dynama Kijów, strzelał bramkę za bramką, stając się przy tym ulubieńcem kibiców „Fiołków”. Pojawiły się informacje o zainteresowaniu wielu mocniejszych i możniejszych klubów z Niemiec i Anglii, a Anderlecht bez wahania wyłożył sumę odstępnego i pozyskał zawodnika z Dynama na stałe. Jednak w tym momencie, gdy wszystko układało się niemal idealnie, Teodorczyk się zaciął. Przestał trafiać do siatki, stracił nawet pewne miejsce w pierwszym składzie drużyny z Brukseli. Od połowy marca nie zdobył ani jednego gola, a związana z tym presja zaczęła najwyraźniej go przerastać – i zadbał o to, by znów zrobiło się o nim głośno. Niestety.

Najpierw w piątek pokazał fotoreporterowi wulgarny gest. Nie uszło to uwadze mediów, które o tym incydencie rozpisywały się szeroko. Nie minęło kilkadziesiąt godzin, a Teodorczyk znów identycznie się zachował, tym razem w stronę kibiców Club Brugge, z którym Anderlecht rozgrywał ligowy mecz. W normalnej formie rozpocząłby go w podstawowym składzie, ale tym razem pojawił się na boisku dopiero w drugiej połowie, znów potwierdzając, że nie wyszedł z dołka i posadzenie go na ławce było całkowicie usprawiedliwione. Po meczu belgijskie media rozpisywały się o skandalicznym zachowaniu piłkarza, zastanawiając się nawet, czy nie wpłynie ono negatywnie na jego najbliższą przyszłość.

Nie jest bowiem tajemnicą, że Teodorczyk cały czas znajduje się w obiekcie zainteresowań innych klubów, szczególnie z Anglii, a parafowanie przez niego nowej umowy z Anderlechtem niczego w tej materii nie zmieniło. Niektórzy mogą się jednak poważnie zastanowić nad sensem wydawania kilkunastu milionów euro (bo tyle „Fiołki” zażądają, ewentualnie, za swego wciąż najlepszego strzelca) na piłkarza, który wpadł w dołek, a jakby tego było mało, nie potrafi utrzymać nerwów na wodzy i zdobywa rozgłos zachowaniem, które po prostu nie przystoi.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 15 maja 2017 (19:49)

NaszDziennik.pl