logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Sebastian Indra/MSZ/ -

Willa przy krematorium

Środa, 5 października 2016 (01:32)

Po raz pierwszy od zakończenia wojny Austriacy pokazali plac apelowy obozu w Gusen. 

Teren kompleksu obozowego, w którym zginęło ok. 30 tys. Polaków, został rozparcelowany w latach 50. ubiegłego wieku. Dwie trzecie zajęło osiedle domków jednorodzinnych. Resztę przejęła prywatna firma kamieniarska, która działa do dziś. Obecny właściciel Anton Poschacher przez lata nie wpuszczał do środka żadnej oficjalnej delegacji czy grupy Polaków. Zmieniło się to dopiero w ostatnią niedzielę.

Na terenie zakładu, gdzie produkuje się m.in. nagrobki i kamienne elementy budowlane, znajduje się plac apelowy obozu koncentracyjnego, miejsce rozstrzeliwań więźniów. Oryginalny plac pokrywa kilkumetrowa warstwa ziemi i gruzu. Właściciel usunął znajdujące się tam do niedawna palety materiałów kamieniarskich i gotów jest współdziałać z władzami w Wiedniu, jeśli te podejmą dalsze działania. Widać już duży mur oporowy. W latach wojny też był tu kamieniołom i więźniowie codziennie wchodzili do góry z baraków i placu na wyrobisko kamienia.

Obok widać coś jeszcze bardziej porażającego. Dawna brama obozowa, tzw. Jourhaus, była biurem oficera dyżurnego, a piwnice pełniły rolę wewnętrznego więzienia i celi śmierci dla części ofiar. Dziś jest to zadbana willa miejscowej rodziny. Ogrodzona i niedostępna.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik