logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Jaką linię przyjmie Kreml?

Poniedziałek, 3 kwietnia 2017 (22:26)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą Jednostki Specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Generale, po dzisiejszym zamachu dokonanym w Petersburgu i udaremnieniu drugiego wygląda na to, że żadne miejsce na świecie w zasadzie nie jest bezpieczne, wolne od terroryzmu…

– Zdecydowanie nie ma w tej chwili miejsca na świecie, które byłoby całkowicie wolne od zagrożenia zamachami terrorystycznymi. Jeśli zaś chodzi o Rosję, to często zapominamy, że to państwo w przeszłości było już wielokrotnie targane aktami terroru, chociażby kiedy prowadziło wojnę z Czeczenią. Wystarczy tylko wspomnieć atak terrorystyczny na moskiewski teatr na Dubrowce w 2002 r. przeprowadzony przez czeczeńskie komando pod przywództwem Mowsara Barajewa, gdzie w wyniku działań rosyjskich sił specjalnych zginęło 130 osób. Wbrew pozorom mimo upływu czasu ten konflikt rosyjsko-czeczeński wciąż jest nierozwiązany, ale stłamszony siłą pozostaje w uśpieniu. Trzeba się zatem liczyć, że będzie się on odradzał. Rosja w tamtym rejonie wciąż ma kłopoty, ma można powiedzieć swój rodzimy terroryzm, który sama sobie wygenerowała. Ponadto Moskwa jest zaangażowana militarnie na Bliskim Wschodzie. Poprzez wspieranie reżimu Baszara al-Assada z całą pewnością znajduje się na celowniku terrorystów, również działania rosyjskich żołnierzy związane z bombardowaniem Aleppo nie zjednały Putinowi zwolenników wśród tamtejszej ludności.

Kto może stać za tym zamachem?

– Tych scenariuszy może być wiele. Trzeba podkreślić, że terror, który stosuje Rosja, nie usprawiedliwia terroryzmu. I nawet kiedy Czeczeńcy walczyli w słusznej sprawie, ale posuwali się do aktów terroru – jak wspomniany na Teatr na Dubrowce – to bardzo dużo stracili w oczach opinii międzynarodowej. Trzeba też wziąć pod uwagę, że Rosja ma przecież problemy z organizacjami radykalnymi czy terrorystycznymi z innych rejonów Kaukazu i tego kierunku – rozważając potencjalnych sprawców zamachu na metro w Petersburgu – też nie należy wykluczać.

A tzw. Państwo Islamskie? Przynajmniej do tej pory nie było ono aktywne w Rosji.       

– Potencjalnych przyczyn może być bardzo dużo. Wszystkie warianty w praktyce są możliwe. Rosja ze względu na sposób zarządzania jest państwem trudnym dla działań terrorystycznych. Tam nie ma tzw. poprawności politycznej i bardzo liberalnego podejścia do potencjalnych zagrożeń, jak to ma miejsce w zachodniej Europie. W takich krajach jak Francja czy Belgia wraz z falą uchodźców na terytorium tych państw przeniknęła ogromna grupa terrorystów, ale nie tylko tych, dokonując zamachów. Z całą pewnością na takie przywileje i pobłażanie władz imigranci muzułmańscy, a więc też potencjalni terroryści, nie mogliby liczyć ze strony Rosji. Tak czy inaczej tego aktu terroru z Petersburga nie wiązałbym z działaniem tzw. Państwa Islamskiego, ale bardziej z wewnętrznymi problemami samej Rosji.     

Czy to przypadek, że do zamachu dochodzi w mieście, w którym dzisiaj przebywali prezydenci Putin i Łukaszenka?

– Nie wiązałbym tych dwóch wydarzeń ze sobą. Oczywiście jest to możliwe, ale – jak sądzę – bardzo mało wiarygodne. Zresztą jakikolwiek atak terrorystyczny w Rosji i tak uderza w Putina. Prezydent Rosji z całą pewnością jest doskonale chroniony, stąd trudno byłoby dotrzeć terrorystom w jego otoczenie. Tym samym każda próba ataku na jego osobę byłaby z góry skazana na niepowodzenie.

Jaką linię może przyjąć Kreml i czy Putin może wykorzystać ten dramat politycznie, do walki z opozycją?

– Z całą pewnością będzie próbował ten dramat wykorzystać politycznie. Z reguły takie sytuacje wykorzystują przywódcy autokratyczni, despotyczni, do których Putin z całą pewnością się zalicza. Sytuacja Rosji jest zgoła odmienna od tej w państwach zachodnich. To kraj, gdzie napięcia wewnętrzne, zwłaszcza przed zbliżającymi się wyborami, są duże, ale są skutecznie tłumione. Putin z całą pewnością będzie próbował wykorzystać każdą nadarzającą się okazję do poprawy i umocnienia swojej pozycji jako głowy państwa. Już nieraz udowadniał, że nawet sytuacje, wydawałoby się na pierwszy rzut oka przegrane, potrafi – przy pomocy doskonale działającej propagandy państwowej – wykorzystać na swoją korzyść. Stąd nie zdziwiłbym się, gdyby i tym razem było podobnie. Można się zatem spodziewać, że Putin zechce to tragiczne zdarzenie z Petersburga wykorzystać do rozprawy ze swoimi politycznymi wrogami i przykręcenia im śruby. Może ten incydent wkomponować w pewną narrację, w rzekome budowanie bezpieczeństwa państwa. Do tego może posłużyć np. wprowadzenie nadzwyczajnych procedur czy uzyskanie przez Putina nadzwyczajnych uprawnień tylko z pozoru do walki z terroryzmem, które de facto mogą być użyte do walki politycznej z opozycją.

Może też przynajmniej próbować ugrać coś z Zachodem, pokazując, że też jest na celu terroryzmu?

– Wszystko będzie zależało od koncepcji, jaka zostanie przyjęta przez Kreml. Można założyć, że zostanie przyjęta retoryka, że za tym zamachem stoi Kijów, co może być wykorzystane jako próba usprawiedliwienia ewentualnej wzmocnionej ofensywy w kierunku Ukrainy. Nie można też wykluczyć, że wina zostanie zrzucona na Czeczenów, co usprawiedliwi nasilenie walki Putina z Kadyrowem czy innymi republikami kaukaskimi. Putin jest zdolny także do oskarżenia Gruzji o zamach w Petersburgu. Scenariuszy jest jak widać wiele, wszystko będzie zależało od tego, jaką linię przyjmie Kreml.  

Wygląda na to, że przeprowadzenie zamachu dzisiaj nie jest aż takie trudne. Czy standardy zabezpieczeń w Rosji różnią się od tych w zachodniej Europie?

– Zachodnia Europa jest za bardzo otwarta, zbyt postępowa. To spowodowało, że wraz z falą uchodźców na Stary Kontynent – bez żadnej kontroli – przedostało się wielu terrorystów czy potencjalnych terrorystów. Natomiast zamachy w Niemczech, we Francji czy w Belgii pokazują, że ludzie, którym wręcz udowodniono powiązania z terroryzmem, nie wiedzieć czemu, bez najmniejszych problemów, mogą się przemieszczać – przez nikogo nie niepokojeni – po całej Europie. To rodzi pytanie: – po co ten cały rozbudowany system kontroli, skoro nawet jeśli się zidentyfikuje potencjalnych zamachowców, nikt ich nie zatrzymuje. Natomiast jeśli chodzi o Rosję, to widać, że ma ona swoje zabezpieczenia dużo lepsze niż w krajach zachodniej Europy i nie bawi się z tego typu osobnikami, tylko rozprawia się z nimi zawczasu i z całą bezwzględnością.

Czy takie podejście może być czynnikiem zniechęcającym tzw. Państwo Islamskie do przeprowadzania ataków w Rosji?

– Z całą pewnością jest to czynnik zniechęcający. Terrorystom stosunkowo łatwiej podjąć próbę zamachu na terenie, gdzie nie są niepokojeni i gdzie mogą się wtopić w daną społeczność. Z kolei na terytorium Rosji trudniej przeniknąć niezauważonym, a konsekwencje ewentualnych czynów mogą być bardziej surowe. Rosja jako państwo ma znacznie mniej luk, które terroryści mogą wykorzystywać dla osiągnięcia swoich korzyści. Ponadto Rosja w swoich metodach odbiega od standardów, które w zachodniej Europie nazywane są humanizacją czy swobodami obywatelskimi, które są pusto brzmiącymi hasłami, a w praktyce z tymi zasadami nie mają nic wspólnego. Czymże są bowiem swobody obywatelskie dla potencjalnych terrorystów, skoro zwykli obywatele na tym cierpią.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 15 października 2017 (20:23)

NaszDziennik.pl