logo
logo

Zdjęcie: P.Falkowski/ Nasz Dziennik

Nicefor z twierdzy Albazin

Poniedziałek, 17 grudnia 2012 (02:05)

Syberia znalazła się w granicach państwa rosyjskiego w XVI wieku. Jej zdobycie trwało kilkadziesiąt lat i niemały udział w nim mieli Polacy.

Historykom znane są nieliczne nazwiska. Wiadomo jednak, że w ekspedycjach Kozaków czy myśliwych często znajdowali się polscy jeńcy albo przesiedleńcy. Nasi rodacy często stawali na czele tych wypraw, dowodzili albo przynajmniej doradzali dowódcom, potem obejmowali kierownicze funkcje w administracji zakładanych osad.

Proces zajmowania kolejnych ziem odbywał się etapami wyznaczonymi przez wielkie syberyjskie rzeki: Ob z Irtyszem, Jenisej, Lenę, Indygirkę, Kołymę. Po dojściu wyprawy do brzegów każdej z nich zatrzymywano się, zakładano jakąś warownię, badano teren na północ i południe, powstawały nad wodą coraz liczniejsze osiedla. Dopiero po pewnym umocnieniu się nad brzegiem danej rzeki rozpoczynano marsz dalej na wschód, w kolejną dolinę. Zakładane wtedy miasta stawały się potem ośrodkami administracyjnymi, a niektóre pełnią tę funkcję do dzisiaj. Tobolsk nad Irtyszem zdobyto w 1587 roku, Jakuck nad Leną założono w 1632. Kilkanaście lat później osiągnięto Półwysep Czukocki i skraj kontynentu azjatyckiego.

Kilka znanych nazwisk Polaków, którzy działali na Syberii najdawniej, to Aleksy Ciechanowski, wojewoda mezeński (obecna Republika Komi), i Paweł Chmielewski, wojewoda jenisejski. Samson Nowacki na czele dużego oddziału Kozaków i Polaków zdobył Jakucję. Jednym z jego podwładnych był Antoni Dobryński, który jako pierwszy na czele trzydziestoosobowego oddziału dotarł do rzeki Leny. Inny Polak o nazwisku Pleszewski i nieznanego imienia był odkrywcą górnego biegu Angary. Największym rosyjskim odkrywcą dalekich ziem na wschodzie był niewątpliwie Jerofiej Chabarow (1603-1671). Podróżował na czele wielkiej wyprawy z ogromnymi zapasami i uzbrojeniem. Dowódcą artylerii był u niego syn polskiego zesłańca Stefan Polakow. Być może jego nazwisko to przydomek pochodzący od narodowości. Podczas ekspedycji w latach 1650-1652 udało się dojść do rzeki Amur, obecnej granicy Rosji i Chin. Sam Polakow prowadził jeszcze samodzielne poszukiwania. Prawdopodobnie jako pierwszy Europejczyk zetknął się od strony kontynentu z Japończykami.

Kolejne stulecia zaznaczyły się w historii wojnami polsko-rosyjskimi, a to oznaczało kolejne fale jeńców i zesłańców. Rozmieszczani według zasady "im dłuższy wyrok zesłania, tym dalej" Polacy stopniowo zaludniali Syberię. W XVIII w. podróżował po Syberii, niosąc opiekę duchową zesłańcom, kapucyn, o. Elizeusz Głębocki, legendarny "ojciec pocieszyciel". Jego misja trwała 40 lat. Jeździł od miasta do miasta na saniach z ołtarzem skrzyniowym i wyposażeniem liturgicznym.

Chiński cesarz pisze po polsku

W obwodzie irkuckim leży Kireńsk. Tam w drugiej połowie XVII wieku dowódcą Kozaków był polski jeniec Nicefor Czernichowski. Do niewoli dostał się prawdopodobnie podczas wojny smoleńskiej po śmierci króla Zygmunta III Wazy. Został zwolniony w zamian za pozostanie w carskiej służbie. Był to człowiek niesłychanie przedsiębiorczy i odważny. Zajmował się nie tylko powierzoną mu placówką wojskową, ale i biznesem. Zakładał na przykład warzelnie soli.

W 1660 r. wojewoda ilimski Ławrientij Obuchow podczas inspekcji Kireńska zgwałcił żonę (według innych danych siostrę) Czernichowskiego. Nie mogąc znieść hańby i upokorzenia zorganizował z podległymi sobie Kozakami bunt, zabił uciekającego Leną wojewodę, a następnie sam na czele oddziału 84 ludzi podjął ryzykowną ucieczkę na południowy wschód, aż nad Amur. Tam założył własne państwo o nazwie Jaksa (prawdopodobnie od swojego herbu) ze stolicą w twierdzy Ałbazin. W 1672 r. został przez cara ułaskawiony i mianowany wojewodą ałbazinskim.

Formalnie uznawał podległość Rosji i płacił do carskiego skarbu daninę, ale Jaksa pozostawała niemal całkowicie niezależna. Nicefor prowadził grę dyplomatyczną, próbując rozgrywać interesy Moskwy i Pekinu. Wiadomo, że jeszcze w 1685 r. chiński cesarz pisał do Ałbazina po polsku. Czernichowski dowodził rosyjskimi wojskami próbującymi zająć chińską Mandżurię. Zmarł wkrótce potem. Na Syberii zostali czterej synowie tego niezwykłego Polaka. Teraz to nazwisko wciąż występuje, kilku Czernichowskich działa w organizacji polonijnej Republiki Buriacja.

- Polacy w żadnym wypadku nie mogą być tu nazywani obcymi. Są w Buriacji swoimi, bo przybyli wtedy, kiedy i Rosjanie - mówi Michaił Charitonow, zastępca szefa administracji Republiki. Miałem możliwość spędzić w jej stolicy, Ułan-Ude, dwa dni. To miasto historyczne. Kiedyś dotarli tu Hunowie - obecnie turystom pokazywane jest grodzisko z wykopaliskami z epoki brązu. Miasto leży na tzw. szlaku herbacianym, do czasu budowy Kolei Transsyberyjskiej - głównym trakcie Syberii.

Nazwa pochodzi od rzeki Udy, która wpływa tu do Selengi. Polacy byli wśród tych, którzy założyli osadę i nazwali ją Udińsk. Potem powstała twierdza Wierchnieudińsk i nazwa ta przetrwała do 1934 roku. Obecna pochodzi z języka buriackiego, bardzo podobnego do mongolskiego. "Ułan" oznacza "czerwony" - to dlatego że rzeka niesie tu osady skał żelazistych, nadających jej rdzawy odcień.

Do granicy Mongolii jest tylko 180 km, do Ułan Bator - 430 km, do Pekinu - 1,5 tys. km, a do Moskwy aż 4,4 tys. kilometrów. Nic dziwnego, że jest tu zupełnie inaczej. Silne oddziaływanie cywilizacyjne Chin jest widoczne na każdym kroku. Zamiast ziemniaków podaje się tu raczej ryż, Nowy Rok obchodzony jest zgodnie z chińskim kalendarzem, zabudowa miejska też ma w sobie raczej coś z azjatyckiego rozmachu niż stylu Moskwy i Petersburga, jeszcze wyraźnie widocznego po drugiej stronie Bajkału w Irkucku. Tu ozdobami obiektów publicznych są tygrysy i sarny. Napisy są dwujęzyczne: rosyjskie i buriackie, działa państwowa lokalna telewizja i radio nadające po buriacku.

Na Uniwersytecie Buriacji w Ułan-Ude językiem wykładowym jest rosyjski, ale istnieje Wydział Filologii Buriackiej, nauka buriackiego w szkołach jest obowiązkowa. Zainteresowanie językiem i kulturą buriacką jest coraz większe, nawet wśród Rosjan.

Buriaci są w większości od XVII wieku buddystami. Poza tym duża ich część wyznaje szamanizm. Pierwotne religie ludów syberyjskich są bardzo proste, kult sprowadza się do odpędzania złych duchów i zjednywania dobrych drobnymi ofiarami, w czym pośredniczą szamani, wykonujący też funkcję wróżbiarzy. Niektóre plemiona nie chowają nawet zmarłych, tylko zabezpieczają ich ciała na wysokich platformach, według określenia miejscowego: "w powietrzu". Może to dlatego, że zmarznięta ziemia nie daje się łatwo kopać?

W Ułan-Ude miesza się żywioł rosyjski, buriacko-mongolski i chiński. Tradycyjnie miejscowi Buriaci byli koczowniczymi pasterzami. Do dziś podstawą ich kuchni jest mięso i mleko (dodaje się je nawet do herbaty). Rosjanie uprawiali zboża, a Chińczycy wnosili do tego znajomość ogrodnictwa. Dziś chińscy robotnicy pracują w budownictwie i rolnictwie, niemal monopolizując profesje niewymagające dużych kwalifikacji. W Buriacji obecny jest też chiński kapitał powoli wykupujący tamtejszy postsowiecki przemysł. Czyżby kończyły się czasy, gdy Rosja wygrała z Chinami rywalizację o te ziemie? Możliwe.

Wśród Buriatów popularność zdobywa powoli organizacja separatystyczna domagająca się coraz większej autonomii, a w perspektywie niepodległości. Oskarżają oni Rosjan o historyczną niesprawiedliwość i wielowiekową eksploatację. Rosjanie, których jest dwa razy więcej, odpowiadają, że owszem, w 1703 r. Buriację wcielono do Imperium, ale ocalono ją przez to od zupełnego zniewolenia przez Chiny, co zakończyłoby się dla Buriatów wynarodowieniem i zupełną degradacją.

Czy możliwe, że w świecie tylu o wiele potężniejszych prądów, wpływów i odniesień, coś może znaczyć Polska? Okazuje się, że owszem. Polacy są nie tylko rozpoznawani i szanowani, ale skutecznie zaznaczają swoją obecność także dzisiaj.

Piotr Falkowski, Ułan-Ude

Nasz Dziennik