Z Katarzyną Jarzyńską z Ośrodka Studiów Wschodnich rozmawia Piotr Falkowski
Skąd pewność, że proces Aleksieja Nawalnego był polityczny?
– Wiele symptomów na to wskazuje. Między innymi charakter działalności Nawalnego, który od dawna prowadzi działalność antykorupcyjną, ujawniając nadużycia we władzy i w państwowych spółkach, przez co przyczynia się do kompromitowania rządzących. Procesy Nawalnego – bo sprawa „Kirowlesu” nie jest jedyna – pojawiły się po tym, gdy Nawalny zwiększył swoją aktywność na gruncie politycznym. Stanął na czele ruchu protestacyjnego oraz otwarcie zapowiedział chęć ubiegania się o urząd prezydencki w przyszłości. W ostatnim czasie zmieniono ustawodawstwo w ten sposób, że osoba mająca na swoim koncie wyrok karny, nie może sprawować żadnych urzędów wybieralnych. Wyrok skazujący dla Nawalnego w Kirowie, bez względu na to, czy bezwarunkowy, czy w zawieszeniu, w praktyce będzie oznaczał wykluczenie go z życia politycznego.
Czy układ sprawujący władzę w Rosji jest tak silny, że może sobie pozwolić na eliminację dowolnego konkurenta w taki dość brutalny sposób?
– Wykorzystywanie aparatu sprawiedliwości w celu eliminowania przeciwników politycznych takich jak Nawalny interpretowałabym raczej jako wyraz słabości władzy. Odwoływanie się do takich metod świadczy bowiem, że władza boi się realnej konkurencji politycznej i oddolnej krytyki oraz usuwa profilaktycznie takie jednostki. Poza tym decyzja o areszcie Nawalnego do czasu uprawomocnienia się wyroku, a zaraz potem jej cofnięcie, mogą świadczyć, że wśród kremlowskich elit jest różnica zdań co do tego, jak potraktować tę postać. Może to świadczyć o tym, że system traci stabilność.
Nawalny kandyduje na urząd mera Moskwy. Szum wokół niego, wyrok, aresztowanie i zwolnienie przysporzą mu popularności?
– Zamieszanie wokół aresztu działa na korzyść Nawalnego. Skupia na nim uwagę opinii publicznej i pozwala zmobilizować sympatyków. W ciągu jednego dnia stał się ikoną opozycji i męczennikiem. Ujęła się za nim społeczność międzynarodowa. Jeśli mimo wszystko zdecyduje się na start w wyborach mera, może to wykorzystać jako początek kampanii. Choć należy podkreślić, że Nawalny zgłosił swoją kandydaturę w wyborach mera ze świadomością, że tak naprawdę nie stanowi realnej konkurencji dla kandydata władzy Siergieja Sobianina, co potwierdzają sondaże opinii publicznej. Warto zauważyć, że to, co się stało w Kirowie, jest dość zaskakującym zwrotem akcji, wskazującym na pewną niespójność działania Kremla. Najpierw spektakularnie wyprowadzono Nawalnego w kajdankach z sali rozpraw, co wywołało wiele emocji wśród jego zwolenników oraz protestów w Moskwie i innych miastach. Anazajutrz zwolniono go niespodziewanie na wniosek prokuratury i pozwolono na powrót do wyścigu o fotel mera Moskwy. Wcześniej z przebiegu rejestracji kandydatów wynikało, że władzom w pewien sposób zależy na tym, by Nawalny, jako kandydat opozycji, wystartował w wyborach. Władze mogłyby to wykorzystać jako argument, że wybory były demokratyczne, że została zachowana konkurencja. Do tego stopnia, że Sobianin zachęcał radnych do udzielenia Nawalnemu poparcia wymaganego przy rejestracji, a ostatecznie odstąpił mu część podpisów deputowanych partii Jedna Rosja. Bez tego Nawalny miałby problem z przejściem procedury. Aresztowanie go przeczyło tej linii.
Na ile Nawalny i tworzący się wokół niego ruch są realnym zagrożeniem dla obozu Putina?
– W tym momencie nie stanowi on realnej alternatywy dla władzy. Chodzi zatem raczej o wyeliminowanie potencjalnego przeciwnika, uderzenie w jego reputację oraz zamknięcie mu ust. W szerszym kontekście – o osłabienie całej opozycji. Jednak to, że takiej postaci jak Nawalny – który jest przedstawicielem młodego pokolenia, bez zaplecza politycznego – udało się zdobyć w Rosji pewną popularność, świadczy o szerszych zmianach społecznych w Rosji i wzroście zapotrzebowania na nowych liderów. Aktywizacja i zmiana świadomości Rosjan są dla Kremla realnym zagrożeniem. Nawalny mimo braku dostępu do tradycyjnych mediów kontrolowanych przez państwo, które wciąż mają ogromny wpływ na kształtowanie preferencji politycznych Rosjan, zdołał zgromadzić wokół siebie grupę aktywistów i zdobyć sympatię części Rosjan. Od kilku lat sukcesywnie próbował budować zaplecze polityczne, szukał poparcia wśród przedstawicieli świata biznesu. Jego rozpoznawalność w Rosji dynamicznie rosła, mimo że poparcie dla niego w całym kraju wynosi jedynie 1-2 procent. Swoją rozpoznawalność Nawalny w głównej mierze zawdzięcza wirtualnym inicjatywom, które odwołują się do problemów bliskich znacznej części Rosjan: korupcji, niedostatków infrastruktury, wzrostu cen usług komunalnych itd. Odwołując się do takich problemów, w Rosji można potencjalnie zbić kapitał polityczny. Restrykcyjne posunięcia Kremla wobec Nawalnego – w tym inicjowanie procesów karnych czy kompromitujących kampanii w mediach – wskazują, że działania Nawalnego przeszkadzają rządzącym.
Czy słusznie porównuje się sprawę Nawalnego z procesem Michaiła Chodorkowskiego? Obaj zostali skazani w procesach mających tło polityczne po tym, gdy zaczęli głośno krytykować Kreml.
– Rzeczywiście istnieją pewne zbieżności pomiędzy tymi sprawami. Mamy tu jednak do czynienia z zupełnie różnymi postaciami, odmiennymi sytuacjami. Nawalny jest człowiekiem nowego pokolenia, aktywistą obywatelskim, który tropił korupcję. Większość Rosjan, nawet jeśli go nie popiera, zdaje sobie sprawę z tego, że zarzuty wobec niego są upolitycznione. W przypadku Chodorkowskiego choć część Rosjan ma świadomość, że jego wyrok był motywowany politycznie, to jednocześnie uważa, że zdobył majątek w sposób nieuczciwy – dzięki kontaktom z władzą w czasach tzw. złodziejskiej prywatyzacji. Nawalny nie ma takiego obciążenia.

