logo
logo
zdjęcie

Dr Tomasz M. Korczyński

Żołnierze rosyjscy gubią się tysiącami

Piątek, 29 sierpnia 2014 (17:29)

Ostatnio Rosja dużo mówi światu o kaczkach dziennikarskich, zagubionych żołnierzach we mgle i pomocy humanitarnej dla uciemiężonych cywilów w Doniecku. Co gorsza, Zachód jak wierzył, tak dalej chce wierzyć w mataczenie, kłamstwa i propagandę putinowską. Umówił się na odgrywanie czarnej komedii w reżyserii Putina pod tytułem „Bajki o tysiącu zagubionych żołnierzy”. Sloganami o pokoju i bezpieczeństwie daje się wodzić za nos przez samozwańczego cara z Kremla.

A wojna w Europie zabija codziennie ludzi. Po dwóch stronach konfliktu (na razie po dwóch stronach) giną i Ukraińcy, i Rosjanie, zabijając się nawzajem z powodu dumy czy raczej pychy Putina. Merkel, Obama oraz inni nieudolni politycy Zachodu nie będą ginąć ani za Kijów, ani za Rygę, ani za Talin, Wilno czy Warszawę. Po dotychczasowym zachowaniu się Unii Europejskiej czy NATO wiemy przynajmniej, że w razie rosyjskiej inwazji na Polskę, której już nie można wykluczyć, nie warto liczyć na pomoc „sojuszników”.

Inwazja na Ukrainę, otwarta, bez zachowywania pozorów, znów wywołuje tylko „zaniepokojenie” (rzecznik pani Ashton), berlińskie telefony do Moskwy, grożenie kolejnymi („dotkliwymi”) sankcjami Obamy, które powodują zaledwie złośliwy rechot post-KGB-owców na Kremlu i brnięcie głębiej w szaleństwo destabilizowania kontynentu.

Tymczasem Moskwa otworzyła drugi front na Ukrainie, zdobywa drogę do Odessy, dotrze wkrótce do strategicznych portów nad Morzem Azowskim, a przy okazji wygrywa wojnę dyplomatyczną z Unią Europejską, USA i ONZ. Putin ma tę przewagę, że działa w pojedynkę, według wypracowanego schematu rozpisanego na wiele miesięcy do przodu, a Zachód rozbity, podzielony, indolentny, skłócony zakopuje się w swoich tanich farmazonach.

O „katastrofie” samolotu pasażerskiego (zestrzelonego przez rosyjskich terrorystów) nikt już dzisiaj nie wspomina. Dawno to w końcu było i nieprawda, cały miesiąc minął, po co więc wracać do odległej przeszłości. Przy tym sprawa Krymu wydaje się być jeszcze odleglejszą prehistorią.

Za Putinem kroczy wierny i biedny naród rosyjski. Rosjanie, na wzór Niemców pociągniętych w piekło wojny przez Hitlera, uwierzyli narracji rozbudowywanej przez swojego opętanego żądzami wielkości i potęgi wodza, Generalissimusa Wladimira.

Ukraińcy w tej narracji nie są już Słowianami i braćmi, ale faszystami, izolowana Rosja ofiarą międzynarodowego spisku, zaś Litwa, Łotwa, Estonia i Polska niewdzięcznymi zdrajcami i sprzedawczykami, którzy wiele długich dekad otrzymywali od Rosji samo dobro, by dzisiaj kąsać rękę karmiącego ich pana.

Wkrótce wiersze i pieśni o Putinie będą wywoływać rumieńce na twarzach i dreszcze w krzyżu krzyczących z pasją „urrraa” gierojów, posyłanych setkami na front zachodni i pięknie ginących za swojego wodza i jego ambicyjki. Rosjanie nie dostrzegli przy tym, jak haniebnie postąpił ich wódz z żołnierzami, którzy już zdążyli polec na wschodzie Ukrainy. Podzielą ich smutny i bezsensowny los. Za nimi płakać będą tylko żony i matki.

Putin nie odda nad ich grobami nawet salwy honorowej, a potem jeszcze obrazi się, stwierdzając, że tam wzięte do niewoli lub zabite „zielone ludziki” najpierw kupiły rosyjskie mundury w pierwszym lepszym sklepie, a potem jeszcze zagubiły się we mgle i tylko przypadkiem znalazły się na terenie sąsiada. Z kolei zadowolony i usatysfakcjonowany takim wytłumaczeniem Zachód pokiwa głową i z ulgą odetchnie, ponieważ dopóki Putin nie wypowie zakazanego słowa na „w”, cała ta ukraińska „awantura” i „zadyma” będzie tylko kryzysem, konfliktem, niepokojem, eskalacją napięcia. Niczym więcej.

Za jakiś Ługańsk nikt nie będzie na wariata podkładał głowy, a ponieważ dla wszystkich jest wygodne wymazanie z nowoczesnego słownika dyplomacji słowa na „w”, to chociaż wojna w Europie trwa w najlepsze, w oficjalnym przekazie nie istnieje. Tylko śmierć żołnierzy i cywilów jest na serio.

Dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja: Poniedziałek, 22 września 2014 (09:42)

NaszDziennik.pl