logo
logo

Zdjęcie: Sławomir Jagodziński/ Nasz Dziennik

Rozpoznany po różańcu

Środa, 22 listopada 2017 (15:45)

Różaniec znaleziony w trumnie św. Franciszka Marto przyczynił się do jego identyfikacji. Podkreśliła to s. Angela Coelho ASM, postulator procesu kanonizacyjnego dzieci fatimskich, podczas spotkania w Fatimie z polskimi księżmi, którzy zakończyli wczoraj swą dziewięciodniową pielgrzymkę śladami wizjonerów fatimskich. Na najważniejsze wymiary orędzia fatimskiego zwrócił też duchownym uwagę rektor tego narodowego sanktuarium Portugalii ks. Carlos Cabecinhas.

Sistra Angela Coelho ASM w czasie spotkania z księżmi zaangażowanymi w apostolat fatimski zwróciła uwagę na główne rysy osobowości dzieci fatimskich. Szczególnie scharakteryzowała św. Franciszka Marto.

– Franciszek był wspaniałym, wyjątkowym chłopcem, o bogatym życiu wewnętrznym. On nam pomaga osiągnąć bliskość z Bogiem. Ale nie jest łatwo go poznać. Łatwiej jest poznać Łucję czy Hiacyntę.

Misja Franciszka

Sistra postulatorka przypominała pewne pytanie, które do Franciszka skierowała kiedyś Łucja: Franciszku, co ty chciałbyś zobaczyć? I możemy tu usłyszeć odpowiedź, która pokazuje, jak ten chłopiec miał w głowie i sercu poukładaną hierarchię. Franciszek odpowiada tak: „Bardzo byłem zadowolony, gdy zobaczyłem anioła, jeszcze bardziej byłem zadowolony, gdy zobaczyłem Matkę Bożą, ale najbardziej byłem zadowolony z tego, gdy zobaczyłem Jezusa w tym świetle, którym mnie Matka Boża obdarzyła. Tak bardzo kocham Boga, ale On jest taki smutny, gdybym tylko mógł Go pocieszyć”.

– Takie było powołanie Franciszka, pocieszanie Pana Jezusa. I to jest misja, którą on podejmuje tu, na ziemi, ale także uważał, że taką samą misję będzie miał w wieczności – podkreśla s. Coelho. I tu przywołuje kolejne wydarzenie z życia Franciszka. Gdy umierał, Łucja przekazuje mu wiele różnych intencji. Mówi: Franciszku, jak pójdziesz do nieba, pomódl się za to, za tamto i za coś jeszcze.… I on odpowiada: Łucjo, o te rzeczy to lepiej poproś Hiacyntę, ponieważ ja, jak przyjdę do nieba, to zapomnę o tym wszystkim. Dlatego że jak zobaczę Jezusa, to chcę Go tylko pocieszać.

– Franciszek był cały czas napełniony tym pragnieniem pocieszania Boga, Łucja pytała go czasem: Co ty teraz robisz? Odpowiadał: myślę o Bogu. W ten sposób Franciszek uczy nas, jakie powinniśmy dać miejsce Bogu w naszym życiu: to powinno być najważniejsze, centralne miejsce. Franciszek uczy nas, jak odróżnić to, co najważniejsze, od tego, co poboczne – podkreśla postulatorka procesu kanonizacyjnego dzieci fatimskich.

Różańcowy znak

Franciszek prawie każdego dnia całe przedpołudnie spędzał przed tabernakulum. W ten sposób uczył nas, jak adorować Chrystusa Eucharystycznego. To była jego jedyna szkoła, a z kolei jego jedyną nauczycielką była Matka Boża Różańcowa. Właśnie tak się przedstawiła Maryja w czasie objawienia w październiku 1917 r.

Franciszek stał się apostołem różańca nawet po śmierci.

Przypomnijmy, co się wydarzyło w 1951 roku, kiedy ciała dzieci fatimskich miały być przeniesione z cmentarza parafialnego w Fatimie do bazyliki Matki Bożej Różańcowej. Wszystko było przygotowane dla Franciszka i Hiacynty.

Jeżeli chodzi o Hiacyntę, nie było żadnych wątpliwości, gdzie była pochowana. W przypadku Franciszka trzeba było poprosić ojca, aby dokładnie wskazał, gdzie chłopiec leży. Bo w 1919 roku tak jak Franciszek umarło bardzo dużo innych dzieci – była epidemia.

Ojciec wskazał miejsce, rozkopano grób, znaleziono trumnę dziecięcą, ale lekarze powiedzieli, że to nie może być Franciszek. W trumnie było dziecko, które miało 2-3 latka. Dlatego w 1951 roku przeniesiona została tylko Hiacynta.

A co się stało z Franciszkiem? Ojciec zapomniał, że na jego trumnie po jakimś czasie zostało pochowane jeszcze jedno dziecko. Zaczęto kopać głębiej i rzeczywiście wydobyto trumnę. W trumnie zaś były same kości, ale ojciec twierdził, że to jest Franciszek. Pytanie do ojca: „Ale skąd pan wie, przecież to same kości?”. On był pewny, że to Franciszek, bo w stanie nienaruszonym był jego różaniec. – Ten różaniec to był jedyny różaniec, jaki miał w swoim krótkim życiu Franciszek. I on przede wszystkim posłużył do identyfikacji ciała. Nie może to być zbieg okoliczności. To był jakby podpis Matki Bożej Różańcowej. Jakby Matka Boża chciała nam powiedzieć, że różaniec jest ważnym znakiem naszej chrześcijańskiej tożsamości – podkreśliła s. Coelho.

Jak Jezus

Hiacynta z kolei z tym swoim egocentrycznym, skierowanym na siebie serduszkiem potem otwiera się na cały świat. W opinii siostry Angeli, jest pewne wydarzenie, które bardzo dokładnie charakteryzuje Hiacyntę. Pewnego dnia, kiedy dzieci były ze swoimi owcami na pastwisku, Hiacynta wzięła małego baranka i trzymała go na rękach. Łucja zapytała ją: „Dlaczego ty niesiesz tego baranka”. I Hiacynta odpowiada: „Robię tak, jak to robił Pan Jezus. Ponieważ na obrazku, który dostałam, Pan Jezus trzyma na rękach baranka i jest otoczony innymi owcami.

– Zobaczmy, czego się uczymy od tych dwojga dzieci. Franciszek to jest taka postawa – wszystko, co robię, robię z myślą o naszym Panu. Hiacynta – wszystko, co robię, robię jak Pan Jezus. U Franciszka mamy modlitwę i wymiar bardziej kontemplacyjny, a u Hiacynty wymiar bardziej aktywny naszego życia. Zatem kim powinien być ksiądz, siostra zakonna czy osoba świecka: tym, kto myśli o Panu Jezusie i czyni jak Pan Jezus, kimś, kto się modli, i kimś, kto w swoim życiu stara się naśladować Pana Jezusa. Taka jest świętość pastuszków, na tym ona polega – wskazała s. Coelho.

Cnota posłuszeństwa

Pytana o proces beatyfikacyjny Siostry Łucji, s. Coelho nie ukrywała, że chociaż toczy się on już na szczeblu watykańskim, to jednak ogrom materiału, listów siostry Łucji powoduje, że on jeszcze jakiś czas potrwa. Zwróciła natomiast uwagę na pewną cechę, która charakteryzuje z kolei tę trzecią wizjonerkę fatimską.

– Papież Benedykt XVI definiuje miłość jako wierność w czasie. Łucja była wierna przez ponad 80 lat. Była wierna misji, która tylko jej przyniosła cierpienie. Ja nie byłabym w stanie znieść tego, co ta kobieta znosiła, ani w taki sposób, jak ona cierpiała – wyznała wicepostulatorka jej procesu beatyfikacyjnego. Wskazała jednocześnie na zdanie z Listu św. Pawła do Hebrajczyków, które najbardziej charakteryzuje Łucję, że Chrystus był posłuszny do śmierci i to śmierci na krzyżu.

– Jeżeli jest jakaś cnota, która spowoduje, że Siostra Łucja zostanie świętą, to jest właśnie cnota posłuszeństwa. Posłuszeństwo wobec Kościoła: w osobie swojej matki przełożonej, prowincjała karmelitów w Portugalii, biskupa Coimbry, nuncjusza apostolskiego i posłuszeństwo Watykanowi. Łucja przez wiele lat musiała być posłuszna wszystkim tym wymienionym osobom i instytucjom – podkreśliła s. Coelho. Zatem Siostra Łucja jest człowiekiem wielkiego posłuszeństwa i z tego powodu może stać się świętą daną nam na nasze czasy, w których cnota posłuszeństwa nie jest w cenie.

Fatimska Polska

Zbliżając się do końca swej fatimskiej pielgrzymki, polscy kapłani spotkali się także z rektorem portugalskiego sanktuarium ks. Carlosem Cabecinhasem. – Nie było żadnego innego kraju, żadnego innego Narodu, który tak wpisał się w obchody stulecia objawień fatimskich jak Polska – podkreślił ksiądz rektor, zwracając się do 32 polskich kapłanów w budynku rektoratu w sanktuarium. Wspomniał przede wszystkim dzieło dziewięcioletniej Wielkiej Nowenny Fatimskiej, której świadectwem jest Złota Księga z osobami, wspólnotami i instytucjami, które się w nią włączyły. Ta Księga została w niedzielę uroczyście przekazana do sanktuarium. – To był wspaniały znak modlitewnej drogi, jaki przeszedł wasz kraj do obchodów stulecia – mówił z uznaniem ksiądz rektor.

Nawiązując do zakończonego jubileuszu fatimskiego, wskazał na pewne wymiary orędzia fatimskiego, które będą nadal podejmowane w życiu sanktuarium. Po pierwsze to absolutnie centralna rola Boga w Trójcy Jedynego. – Matka Boża najpierw mówiła nam o Bogu, zanim zaczęła mówić o samej sobie. Dlatego całe orędzie fatimskie prowadzi nas do takiego stwierdzenia, że to Bóg powinien mieć najważniejsze miejsce w naszym życiu – wyjaśniał ksiądz rektor.

Jako drugi aspekt aktualności orędzia fatimskiego wskazał kwestię pokoju. – Sto lat po objawieniach ciągle powołani jesteśmy do tego, aby się modlić o pokój i mieć nadzieję, że ta nasza modlitwa ma wartość i ma swoją siłę – powiedział ks. Cabecinhas.

I na koniec to, co ogarnia całe orędzie fatimskie, to nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi, które ma na celu wynagrodzenie. – Matka Boża, przedstawiając nam swoje Niepokalane Serce, ukazuje nam je jako drogę do Boga. Ona jest tą drogą, dlatego że nam łatwiej jest naśladować Jej czyny, Jej postępowanie – wskazywał rektor sanktuarium w Fatimie. Pytany o łaski i cuda, które dokonują się w sanktuarium, podkreślił, że słynie ono przede wszystkim z cudów duchowych i nawróceń.

Sławomir Jagodziński, Fatima

Aktualizacja 23 listopada 2017 (16:54)

NaszDziennik.pl