logo
logo

Zdjęcie: Leszek Stojanowski/ Domena publiczna

Chcemy się pokłonić Ślicznej Gwieździe Lwowa

Środa, 28 czerwca 2017 (09:40)

Z ks. prałatem Władysławem Jagustynem, proboszczem parafii pw. Świętego Krzyża w Rzeszowie, dyrektorem IX Ogólnopolskiej Pieszej Pielgrzymki Rzeszów – Lwów, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Motto tegorocznej IX Ogólnopolskiej Pielgrzymki Pieszej z Rzeszowa do Lwowa brzmi: „Idziecie do kraju, w którym jest wojna. Zanieście ludziom pokój [...]”. To nawiązanie wprost do objawień fatimskich…

– Podjęliśmy to wezwanie z orędzia fatimskiego w stulecie objawień Matki Bożej. Pragniemy rozważać tajemnicę, którą przejęły się święte dzieci fatimskie. To wezwanie pozwala również nam podjąć tę modlitwę, którą podejmowały portugalskie dzieci: Hiacynta, Franciszek i Łucja, wierząc w Trójcę Świętą, wysławiając Pana Boga, Stwórcę Nieba i Ziemi. Pragniemy wypraszać pokój dla narodów, szczególnie dla pogrążonej w wojnie Ukrainy, prosząc Pana Boga o ład moralny, społeczny i siłę dla duchownych. Modlimy się o mocną wiarę dla wszystkich, także ludzi starszych, aby ich wiara stawała się drogowskazem, apostolstwem także dla młodego pokolenia. „Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje” – to słowa wypowiedziane przez Maryję 13 maja 1917 r., a zarazem hasło tegorocznej pielgrzymki. Tym bardziej z ufnością podejmujemy modlitwę różańcową, aby przebłagać Boga za grzechy i zniewagi. Poprzez modlitwę i konferencje przygotowujemy grunt, aby każdy z pielgrzymów zdecydował się przeżyć pięć pierwszych sobót miesiąca. Pomni na słowa Maryi: „Przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię Świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”, chcemy, aby to nabożeństwo rozszerzało się wśród wiernych. Jednakowoż każdego dnia pielgrzymki przypominamy prawdę o godności i wartości ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Oczekujemy, że w Gródku Jagiellońskim pielgrzymi – tak jak to bywało w latach ubiegłych – w dużej grupie złożą akt Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. To imponujące, że każdego dnia pielgrzymki, dzięki inicjatywie jednej z pątniczek – wspaniałej apostołki tego tematu, wszyscy pielgrzymi umieją tę modlitwę i podejmują ją w intencji ratowania ludzkiego życia. Z tą nadzieją ten temat naszym pielgrzymom również przedstawiamy.        

Pielgrzymka ma w nazwie „rzeszowska”. Czy to oznacza, że uczestniczą w niej tylko pątnicy z Rzeszowa czy Podkarpacia?

– Wyruszyliśmy w niedzielę, już tradycyjnie z Rzeszowa, gdzie zjechali pielgrzymi – niektórzy kolejny już raz – niemalże ze wszystkich diecezji w Polsce, aby stąd wędrować do Lwowa. Dzień pielgrzymkowy trwa długo i jest czas, żeby w skwarze się modlić w różnych intencjach. Pątnicy pięknie się modlą za swoich biskupów w diecezjach, w intencjach swoich pasterzy w parafiach. Cały dzień był temu poświęcony. Imponujące jest to, jak ci wierni żyją życiem Kościoła powszechnego i lokalnego. W niedzielę z Rzeszowa wyprowadzał nas na trasę ordynariusz rzeszowski, ks. bp Jan Wątroba, a wczoraj (poniedziałek) w Kańczudze porannej Mszy św. przewodniczył metropolita lwowski ks. abp Mieczysław Mokrzycki. Ze wzruszeniem błogosławił pielgrzymów. Ponieważ nie będzie mógł witać nas we Lwowie – jak to bywało w ubiegłych latach – dlatego upoważnił do tego niedawno konsekrowanego swego biskupa pomocniczego, Edwarda Kawę. Sam zaś wyprowadził nas z Kańczugi w dalszą drogę, ufając, że modlitwa i ofiara pielgrzymów także za Kościół na Ukrainie i pokój w tym kraju będą miłe Panu Bogu i zostaną wysłuchane.

Wspomniał Ksiądz o Gródku Jagiellońskim. Proszę powiedzieć, jak wygląda trasa tegorocznych rekolekcji w drodze?

– Trasa jest podobna do lat ubiegłych. Siódmy raz pielgrzymujemy właśnie tą trasą. Nim przekroczymy granicę z Ukrainą, przemierzamy wschodnią część woj. podkarpackiego m.in. przez Markową czy Kańczugę. We wtorek przekroczymy polsko-ukraińską granicę w Medyce-Szeginiach i wieczorem w Mościskach zatrzymamy się na pierwszy nocleg na lwowskiej ziemi. W środę rano w sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Mościskach, a w czwartek we wspomnianym Gródku Jagiellońskim w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego będziemy wspominać św. Królową Jadwigę, która bywała w tych stronach u swojego męża króla Władysława Jagiełły. Ostatnią noc z czwartku na piątek spędzimy w Hodowicji, a 30 czerwca od strony Stryja będziemy wchodzić do Lwowa. Zatrzymamy się jeszcze na obrzeżach Lwowa, gdzie będziemy się modlić na placu przygotowanym pod budowę nowej świątyni pw. św. Jana Pawła II.

Celem pielgrzymki jest Lwów i oddanie czci Matce Bożej Łaskawej, ale dla wielu pątników to także podróż sentymentalna…

– Owszem, chcemy się pokłonić Matce Bożej – Ślicznej Gwieździe Lwowa, przed którą w katedrze pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 1 kwietnia 1656 r. w czasie potopu szwedzkiego śluby składał król Jan Kazimierz. Później będziemy wędrować z modlitwą przez Lwów na Cmentarz Łyczakowski, aby pokłonić się, wspomnieć wielkich Polaków, spuściznę kulturalną naszego Narodu, Kresów Wschodnich. Naszą pielgrzymkę zakończymy na Cmentarzu Orląt Lwowskich, polecając Bożemu Miłosierdziu tych, którzy swoje życie złożyli na ołtarzu Ojczyzny, tych, którzy Ojczyźnie służyli i w różnym wymiarze cierpieli za Polskę, do końca pozostając wierni hasłom: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Jak pan redaktor zauważył dla wielu pielgrzymów jest to podróż sentymentalna, ale również rodzinna. Co chwilę ktoś z pielgrzymów podchodzi i mówi, że jego mamusia czy tatuś urodzili się we Lwowie, moja babcia to lwowianka. Są też osoby, które zwierzają się, wspominając, że ich dzieciństwo, pierwsze lata życia były związane ze Lwowem, a potem była gehenna tułaczki – i to zarówno wojennej, jak i po wojennej. Sentyment do tych miejsc jednak w wielu tych ludziach pozostał do dzisiaj.

Można powiedzieć, że jest Ksiądz weteranem pielgrzymkowym, bo nie tylko Lwów, ale także Częstochowa jest od lat w Księdza kalendarzu…

– Nie umiem Panu Bogu dziękować za ten dar powołania, aby być pielgrzymem, zresztą nie tylko lwowskim. Jeśli dobry Bóg pozwoli, to w sierpniu tego roku chciałbym wyruszyć już po raz 40. z pieszą pielgrzymką z Rzeszowa na Jasną Górę. Jako jedyny się ostałem, który przez 40 lat nie przerwał tego pielgrzymowania, a wcześniej – jeszcze jako kleryk – mogłem pielgrzymować do Matki Bożej Częstochowskiej z Warszawy. I to właśnie wtedy u ks. Franciszka Rząsy i u mnie zrodziła się myśl, aby rozpocząć pielgrzymowanie z Rzeszowa na Jasną Górę. I tak to się zaczęło z Bożą pomocą. Ducha pielgrzymkowego wyniosłem z rodzinnego domu, gdzie główną ideą życia duchowego było również pielgrzymowanie rodzinne do podkarpackich miejscu kultu, m.in. do sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Leżajsku czy też do sanktuarium pasyjnego i Matki Bożej w Kalwarii Pacławskiej.

Ciągle jest ten sam zapał, co na początku?

– Pan Bóg dodaje siły. Ale patrząc też na innych pielgrzymów, to muszę powiedzieć, że wielu z nich, którzy choć raz uczestniczyli – w tym wypadku w pielgrzymce do Lwowa – z sentymentem wracają na pątniczy szlak w kolejnych latach. Wystarczy powiedzieć, że tylko w tym roku jest grupa ok. dziesięciu osób – młodzieży, ale także ludzie starsi, którzy z sentymentem wracają – niejako na nowo odkrywając w sobie ducha pielgrzymkowego sprzed 30, a nawet 40 lat. To wszystko sprawia, że nasza pielgrzymka liczebnie nie tylko nie maleje, ale przeciwnie – liczba chętnych z roku na rok wzrasta. W tym roku w pielgrzymce do Lwowa uczestniczy 230 pątników, ale z Rzeszowa wyruszyło nas ponad trzysta osób. Część z różnych powodów, np. zawodowych, mogła być z nami tylko jeden dzień, ale choć ciałem nieobecni, to duchowo nam towarzyszą. Jak tak dalej pójdzie, to będziemy mieli problem, co dalej, bo zwiększenie liczby pielgrzymów pociąga za sobą coraz poważniejsze problemy logistyczne.

Co ludzi przyciąga do pielgrzymowania? Co sprawia, że zostawiają kanapę i podejmują trud wędrówki?

– To prawda – dla wielu ludzi kanapa, o której mówił Ojciec Święty Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, zwyczajnie się nudzi. Zostawiając własną wygodę, rysują przed naszymi oczyma piękną tęczę wiary, nadziei i miłości. Papież Franciszek w Fatimie podczas kanonizacji Hiacynty i Franciszka powiedział, że Portugalia jest bogata, bogata nadzieją. To się zaczęło od objawień przed stu laty i ta nadzieja jest nadal w pielgrzymowaniu. Właśnie to miejsce – Fatimę – dane mi było nawiedzić przed dwoma tygodniami z racji pielgrzymki dziękczynnej z okazji 40. rocznicy święceń kapłańskich. Natomiast dla współbraci tego naszego pielgrzymowania do Lwowa jest to również pielgrzymka nadziei. Już samo wyjście z domu, poświęcenie wolnego czasu, pozostawienie codziennych spraw gdzieś za sobą i skupienie się tylko na mojej relacji – tu i teraz – z Bogiem sprawia, że ożywia się nasza wiara. A doświadczona miłość i życzliwość podczas każdego dnia pielgrzymkowego, wspólne trzy ciepłe posiłki, które przygotowują dla nas ludzie, chleb pod dostatkiem – to wszystko świadczy najlepiej o wartościach, o ofiarności, które w naszej Ojczyźnie nie zaginęły. Mamy nadzieję, że tę samą życzliwość spotkamy również na lwowskiej ziemi – tak jak to było w poprzednich latach. Z naszej strony obiecujemy wszystkim, którzy nas wspierają, codzienną modlitwę oraz że ich intencje zaniesiemy przed oblicze Matki Bożej – Ślicznej Gwiazdy Lwowa.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl