logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Przewyższył nas świętością

Piątek, 20 października 2017 (02:26)

Z ks. prałatem Zygmuntem Wirkowskim, proboszczem parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Warszawie, kolegą bł. ks. Jerzego Popiełuszki z czasu liceum i seminarium duchownego, rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk

Minęło 33 lata od śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ksiądz jest świadkiem jego życia…

– Znaliśmy się od czasu liceum, w pierwszej klasie siedzieliśmy nawet w jednej ławce. Potem po maturze pracowałem w Lipsku nad Biebrzą w stacji sanepidu. W wakacje pod koniec lipca spotkaliśmy się z Alkiem w Dąbrowie Białostockiej na targach rolniczych. Powiedziałem, że mam zamiar iść na studia na KUL. Myślałem o filozofii. Choć jeszcze w liceum chodziła za mną myśl o seminarium, ale nie realizowałem tych planów. Alek, jak jeszcze w liceum zwracaliśmy się do niego, powiedział: „No co ty, na KUL? Po co tracić cztery lata, a potem do seminarium?”. Dodał: „Jedziemy do mnie do domu, napiszesz życiorys i podanie, a ja zawiozę je jutro do Warszawy do seminarium”. I tak zrobiliśmy.

Już 19 sierpnia przyjechałem do Warszawy na spotkanie z rektorem seminarium duchownego ks. Władysławem Miziołkiem, późniejszym biskupem. Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, oprowadził mnie po Warszawie, towarzyszył mi cały dzień. Po spotkaniu wróciłem nocnym pociągiem do domu.

Rozpocząłem studia w seminarium warszawskim. Jerzy po pierwszym roku seminarium poszedł do wojska. Gdy powrócił, byliśmy na jednym roku.

Jakim ks. Jerzy był uczniem w liceum, jakim był kolegą?

– Uczyliśmy się w Liceum Ogólnokształcącym nr 23 w Suchowoli, teraz szkoła nazywa się im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Mieszkałem w internacie. Jurek dojeżdżał z Okopów rowerem około 5 km. Przyjeżdżał rano. Dzień zaczynał od Mszy św. w kościele w Suchowoli, służył jako ministrant. My z internatu chodziliśmy po śniadaniu do kościoła przed lekcjami na krótki pacierz. Jurek zachęcał nas do służenia do Mszy św.

Trzymał się z wikariuszami, którzy pracowali wtedy w Suchowoli. Szczególnie z ks. Piotrem Bożykiem, który nas katechizował trzy lata. Wyjeżdżali na wakacje, na obozy, które organizował dla ministrantów.

Zawsze był bardzo spokojny, grzeczny, serdeczny, opiekuńczy, pomocny, chyba nigdy nie unosił się gniewem. Był zdecydowanie humanistą. Pamiętam jego dyskusje z polonistką. Wolał język polski i historię o wiele bardziej niż przedmioty ścisłe.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Małgorzata Jędrzejczyk

Nasz Dziennik