logo
logo
zdjęcie

ks. Paweł Siedlanowski

Panie, daj nam siłę…

Środa, 1 listopada 2017 (09:15)

Szukając wiedzy o świętości, sięgamy po grube tomy pism mistyków, Doktorów Kościoła. Przeglądamy „święte” obrazki, w mniej lub bardziej udolny sposób przywołujące pamięć tych, którzy zostali oficjalnie zaliczeni w poczet chrześcijańskiej elity. Rzecz w tym, że świętość zakuta w spiż wydaje się być ulokowana poza naszym zasięgiem.

Jak ją zdobyć? – ktoś zapyta. Przecież ubrudzeni codziennością nie mamy szans! Pesymizm ów łamie św. Jan: „Oto [ujrzałem] wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć – pisze w Apokalipsie – z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy”. A zatem to nie wybrańcy, a „niepoliczalny tłum” tych, którym udało się wejść przez „ciasną bramę” do chwały nieba! Przychodzących „z wielkiego ucisku”, którzy „opłukali swe szaty i w krwi Baranka je wybielili”.

Niebo nie jest puste! – ta prawda przy okazji uroczystości Wszystkich Świętych dociera do nas ze zdwojoną mocą. Nie ma żadnego powodu, by wątpić w słowa Jezusa: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14,1).

Dom Ojca!... Nasz dom. Kiedy w to uwierzyć, jak nie teraz?

Za mało mówimy w Kościele o zwyczajnej świętości i o codziennie spotykanych świętych. Żyją pośród nas. Nie narzucają swojej obecności, ale świadczą pokorną postawą o miłości Boga każdego dnia. To matka nieodstępująca na krok chorego dziecka – urodziła je, choć „doradcy” sugerowali: „zostaw, usuń, co się będziesz męczyć. Wszyscy tak robią”; pani Zosia opiekująca się niewstającym z łóżka od 8 lat mężem po wylewie; pani Ania, której wszyscy mówią: „Oddaj go do hospicjum! Sama ledwo chodzisz!”, a ona uparcie tłumaczy: „Ale ja z nim przeżyłam ponad 50 lat! Jakże teraz mam męża zostawić?”. To pan Wiesiek, który podczas wojny walczył za Polskę, potem 8 lat przesiedział w ubeckim więzieniu, a teraz – odkąd pamiętam – codziennie rano jest na Mszy św. w kościele, modli się za poległych kolegów i prosi Pana Boga, aby Ojczyzna była prawdziwie wolna. To pan Stanisław i pani Ludwika – nie dorobili się majątku, ale wychowali dzieci na wspaniałych ludzi. A dziś codziennie odmawiają Różaniec za nie, aby nie pogubiły się w tym dziwnym świecie. I ksiądz Antoni, który 50 lat przepracował na małej parafii, ochrzcił setki osób, wysłuchał tysięcy spowiedzi i rozdał jeszcze więcej Najświętszych Hostii. Nigdy nie gonił za tytułami i godnościami. A dziś, pomimo podeszłego wieku, dalej ma światło w oczach. I nie musi nic mówić. Kto go zobaczy, wie, że on zawsze kochał Boga i ludzi. I im oddał swoje życie. 

Oto chrześcijańska elita. Dziś chylimy przed nimi – i tymi, którzy już są w Niebie – nasze czoła. I modlimy się: daj nam, Panie, siłę, odwagę i moc, abyśmy chcieli ich naśladować… 

ks. Paweł Siedlanowski

NaszDziennik.pl