Kończy się kolejny Adwent naszego życia. Oczekiwanie na Mesjasza dopełnia się. Na wieńcu adwentowym zapalamy czwartą, ostatnią już świecę. Kościół czuwa i modli się, by Bóg go odnowił i obdarzył zbawieniem. Wśród pustyń hałasu, zabiegania, kolorowych billboardów i haseł promocyjnych warto poszukiwać oaz ciszy, spokoju i milczenia. By napełnić się Bogiem, jak Maryja w zaciszu domku nazaretańskiego. I zanieść tę Dobrą Nowinę do potrzebujących, podążając wraz z Nią z konkretem czynów do Elżbiety. Doświadczamy przychodzącego Boga przez głębię spotkań z Nim w drugim człowieku. W domu Zachariasza i Elżbiety w Ain-Karim rodzą się błogosławione owoce wizyty Maryi. W dialogu, który dokonuje się na płaszczyźnie duchowej, żona Zachariasza doznała zachwytu. Duch Święty sprawił, że Jan Chrzciciel poruszył się w jej łonie z powodu bliskości oczekiwanego Zbawiciela. Sama Elżbieta oddała cześć Maryi, pozdrawiając swoją krewną jako Matkę Pana i „błogosławioną między niewiastami”. Naśladując Maryję, stajemy się budowniczym „cywilizacji służby”, która wychodzi na peryferia, dostrzegając głodnych miłości, współczucia, zrozumienia. Ona uczy nas oczekiwać na przyjście Jezusa z sercem pełnym wiary i pokory.
„Mario, czy już wiesz,
Kim okaże się Twój Syn, Twój Mały Chłopiec?
Mario, czy Ty wiesz,
Że te stópki dwie po wodzie będą kroczyć?
Czy Ty wiesz,
Że ta mała dłoń powstrzyma wielki wiatr?
Że dałaś życie Temu, kto Tobie życie da?
[…] Mario, czy Ty wiesz, że pewnego dnia rządzić będzie światem?
Czy Ty wiesz, że to właśnie On pokona grzech i śmierć?”
[Mario, czy już wiesz, autor piosenki: Kuba Badach].
Do Betlejem nie jest już daleko. Bezpośrednia bliskość Świąt Bożego Narodzenia stanowi okazję, aby odnaleźć Boski smak wiary, nadziei i miłości, dzięki którym możemy żyć, a nie tylko wegetować. Pozwala zatrzymać się nad naszymi spotkaniami, szczególnie w gronie najbliższych i rodziny. Przypomina również, iż nasze relacje mają być kształtowane w miłości Chrystusowej. Może zasiądziemy do wspólnego stołu z kimś nieznajomym, i to nie tylko dlatego, że taka jest tradycja? Może dojdzie wreszcie do skutku spotkanie z kimś, z kim już od dłuższego czasu nie rozmawialiśmy? A może tym razem uda się nam wznieść ponad nienawiść, zazdrość, patrzenie na innych z poczuciem pogardy i wyższości? Warto też zauważyć, że tradycja pustego miejsca przy wigilijnym stole sięga czasów powstań, gdy najbliżsi nie wracali z zesłania. Dotyczy ona też emigrantów opuszczających rodzinny i ojczysty dom, szukających wolności czy godnych warunków życia w innych krajach świata. Kultywowanie polskich zwyczajów bożonarodzeniowych nasuwa pytanie o zbiorową pamięć, tożsamość narodową, znaczenie Ojczyzny czy patriotyzmu.
Wraz z Maryją, pełni wiary, nadziei i miłości, oczekujmy na Księcia Pokoju, który przychodzi spełnić wolę Ojca. Pragnie pochylić się nad człowiekiem w geście solidarności z nim we wszystkim oprócz grzechu. A doświadcza często zamkniętych drzwi, serc, oczu i uszu ludzkich. Pokora Boga to nadzieja nowego życia dla człowieka. A czym jest pokora dla nas, ludzi, jak nie spojrzeniem świecącym blaskiem cichej i świętej nocy – jedynej w swoim rodzaju? Oczekujemy, by świętować narodzenie Boga, który wchodzi w nasze codzienne, zwykłe sprawy, by to, co ludzkie, słabe, grzeszne opromienić Boską radością spotkania z człowiekiem. Pragnie nam pokazać, że – jak uczyła św. Teresa z Lisieux – „kochając niczego się nie odmierza”; i że niebem są dla nas inni.
„Marana tha, przyjdź Jezu Panie,
w Swej chwale do nas zejdź!
Marana tha, usłysz wołanie,
gdy się wypełnią wieki!”.

