logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Misja prorocka

Sobota, 11 września 2021 (20:38)

Aktualizacja: Sobota, 11 września 2021 (20:38)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ksiądz kard. Stefan Wyszyński zostanie wyniesiony na ołtarze. Jak ważny to moment dla nas, Polaków?

– Moment jest szczególny, dlatego że postać ks. kard. Stefana Wyszyńskiego była ważna, niezwykle ważna, jeśli bierzemy pod uwagę najnowszą historię Polski, czy – jak mówił św. Jan Paweł II – w ogóle historię Polski. Prymas Wyszyński uratował nas przed falą powodzi ideologicznej, co więcej – przeprowadził nas przez morze komunizmu i uratował to, co najbardziej głębokie w Narodzie.

Pamiętajmy, że ks. kard. Stefan Wyszyński rozumiał Polskę od samej głębi Chrztu – od 966 roku i czytał ją w całej rozciągłości dziedzictwa kulturowego, historycznego, właśnie w tym odniesieniu. Można powiedzieć śmiało, że ksiądz Prymas słowa „Polak katolik” traktował śmiertelnie poważnie, uznając, że to, co najwartościowsze, to, co istotne w naszych dziejach, to właśnie religia katolicka i przywiązanie do Boga i wartości. Bardzo mocno w tym wszystkim ujął element polski, historyczny, czyli obecność Maryi Matki Bożej w naszym Narodzie i stąd też Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego na wzór ślubów lwowskich, które 300 lat wcześniej składał król Jan Kazimierz. Mamy więc do czynienia z człowiekiem, który był mężem stanu w znaczeniu duchowym, który umiał czytać całą przeszłość, żył tą przeszłością i widział Polskę na tysiąc lat do przodu, w perspektywie przeszłości zdefiniowanej tak jak ją opisałem przed chwilą.

Co w dziele tego wielkiego Prymasa, wielkiego męża stanu wybija się na pierwszy plan?

– Myślę, że miara katolicka – to jest kwestia fundamentalna. Ksiądz kard. Stefan Wyszyński widział ateizm jako ogromne, śmiertelne zagrożenie dla duszy Narodu, jako truciznę. Wiedział i rozumiał w ten sposób, że Naród przetrwa, że przed nim jest przyszłość, jeśli wróci do fundamentalnej relacji z Panem Bogiem, na której to relacji są zbudowane cała kultura narodowa, cała etyka, sztuka, nauka – rozumienie świata – słowem całe nasze narodowe dziedzictwo. W tym sensie rozumiał także politykę, życie społeczne. Święty Jan Paweł II na placu Zwycięstwa w Warszawie w czerwcu 1979 roku mówił: „Wołam z całej głębi tego tysiąclecia”, i Prymas Wyszyński też niejednokrotnie mówił z głębi tysiąclecia naszych dziejów.

Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku obaj wielcy synowie Polski mówili to nie w sposób metaforyczny, lecz dosłowny, to znaczy w bardzo intensywnej relacji z tymi, którzy odeszli, którzy żyją w innej, Bożej rzeczywistości i którzy zostawili to dziedzictwo dziejów, które Jan Paweł II i Prymas Wyszyński ogarniali i przyjmowali jako swoje. Pozostając przy Prymasie Wyszyńskim, zawierzeniem Maryi chciał odnowić całe życie narodowe. I to był jego gigantyczny sukces: wielkie rekolekcje, Wielka Nowenna – katecheza przypominająca, na jakich fundamentach posadowione jest nasze chrześcijaństwo, przypominająca, że tym fundamentem jest chrzest, a także jakie zobowiązania wynikają z faktu jego przyjęcia. Wielkie rekolekcje zapoczątkowane Jasnogórskimi Ślubami Narodu Polskiego, peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, wreszcie finał w obchodach milenijnych 3 maja 1966 roku – to wszystko miało niewyobrażalną głębię. Wystarczy sięgnąć do „Pro memoria” zapisków ks. kard. Wyszyńskiego, żeby przekonać się, że nie jest to dziennik wydarzeń, ale wielkie przeżywanie rzeczywistości polskiej, kościelnej w duchu wiary, gdzie wyraźnie widać, że to jest Polak i katolik w najbardziej głębokim sensie.

Powiedział Pan Profesor, że ks. kard. Wyszyński widział przyszłość na tysiąc lat do przodu i tak 6 stycznia 1981 roku w archikatedrze warszawskiej wypowiedział znamienne słowa, że trzeba nam wzmacniać sumienie indywidualne, sumienie rodzinne oraz sumienie narodowe. Mimo upływu 40 lat to wskazanie jest wciąż aktualne.

– Ono zawsze będzie aktualne, bo tu chodzi o życie moralne i w tym względzie właściwie uformowane sumienie jest potrzebne. To jest prawda uniwersalna, która jest zawsze aktualna. Przypomnijmy, że Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego zostały poświęcone zagadnieniom etyczno-społecznym, w tym również obronie życia nienarodzonych, wierności małżeńskiej, świętości rodziny, wychowaniu katolickiemu naszych dzieci i młodzieży, ale także walce z wadami społecznymi.

Ksiądz Prymas Wyszyński miał zatem misję prorocką, misję wychowawcy Narodu, miał też potężny autorytet, zwłaszcza po uwięzieniu przez reżim komunistyczny, gdzie mimo nacisków się nie ugiął. Ksiądz kard. Stefan Wyszyński miał również wielkie dziedzictwo, którym był Jan Paweł II – Papież Polak, który praktycznie przejął cały dorobek swego duchowego przewodnika – Prymasa Tysiąclecia i poniósł ten dorobek w perspektywę Kościoła powszechnego – maryjność i zawierzenie oraz charakterystyczny dla obchodów milenijnych sposób prowadzenia duszpasterstwa. To wszystko, ten cały duszpasterski dorobek Jan Paweł II poniósł na cały świat. W tym względzie mamy do czynienia z postacią szczególną, niezwykłą, wyjątkową – z Prymasem Tysiąclecia, który był wychowawcą Narodu Polskiego i w jakimś sensie również prorokiem.

Prymas Wyszyński w odniesieniu do czasów komunizmu mówił też, że są takie czasy, kiedy Kościół musi wypełniać opuszczone przez Naród zadania, kiedy Naród nie jest w stanie wypełniać swoich zadań. Czy dzisiaj mamy taki czas i zadanie dla Kościoła?

– Ksiądz kard. Stefan Wyszyński był określany mianem interreksa – zatem był kimś więcej niż głową Kościoła w Polsce. Kiedyś prymasi byli interreksami w okresie bezkrólewia. Za kadencji ks. kard. Wyszyńskiego także panowało bezkrólewie – ze względu na nieprawowitą władzę, jaka sprawowała w Polsce urząd, władzę niepochodzącą z mandatu wyborczego, ale władzę narzuconą z Moskwy, władzę komunistyczną, władzę zwalczającą Kościół. I ksiądz Prymas miał tego świadomość, że taką rolę przyszło mu spełniać. Oczywiście spełniał ją w sensie duchowym, a nie w sensie fizycznym. Wszystkie zagrożenia, które ksiądz Prymas dostrzegał, a były one pochodną antyludzkiej i antypolskiej ideologii, starał się wyeliminować właśnie przez swoje duszpasterskie zaangażowanie, przez wielkie narodowe rekolekcje, poprzez związanie konkretnego człowieka i całego Narodu z Panem Bogiem. Także poprzez obronę kultury narodowej, naszej historii i sprzeciwianie się jej zafałszowywaniu. Zresztą Prymas Wyszyński żył historią Polski, to był Ktoś! Takich pasterzy dzisiaj potrzebujemy, tak żyjących Polską, żyjących Kościołem. Ksiądz kard. Stefan Wyszyński był, jest takim uniwersalnym wzorcem i wydaje się, że jutrzejsza beatyfikacja powinna być wezwaniem także dla naszych duszpasterzy, żeby pójść tą drogą.

Długo musieliśmy czekać na beatyfikację Prymasa Tysiąclecia? Już nie tylko biorąc pod uwagę czas od rozpoczęcia procesu, ale myślę o przeniesieniu ubiegłorocznej daty…

– Jeśli chodzi o czas od śmierci ks. kard. Wyszyńskiego (28 maja 1981 roku) i rozpoczęty w 1989 roku proces beatyfikacyjny, a także decyzję o heroiczności cnót i wyniesienie na ołtarze, to wcale nie jest to czas aż tak odległy. Natomiast jeśli chodzi o przeniesienie daty beatyfikacji, to rzeczywiście miało ono miejsce. Uroczystości miały się odbyć w maju ubiegłego roku. Jednak pandemia spowodowała, że beatyfikację odwołano i czekano na wyznaczenie nowego terminu. Ponadto pojawiły się informacje o możliwej wspólnej beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia i siostry Elżbiety Róży Marii Czackiej, co nastąpi – jak wiemy – jutro.

Być może Pan Bóg przez to przełożenie czasu beatyfikacji chce nam coś ważnego powiedzieć, i to też jest kwestia do odczytania przez nas. Przypomnijmy, że w międzyczasie wydarzyły się rzeczy szokujące. Mam na myśli marsze tzw. strajku kobiet – sprawy, które od strony duchowej wręcz porażają. Tym bardziej maryjność Prymasa Tysiąclecia w walce ze złem, zawierzenie Narodu – to wszystko jest wciąż aktualne i pokazuje, w jakiej rzeczywistości realnie się znajdujemy, być może bardziej z życiorysu ks. kard. Wyszyńskiego przypominające lata 50. XX wieku, lata komunizmu niż czasy triumfu 1966 roku. I w tym sensie – jak się wydaje – można sobie pewne rzeczy złożyć, odczytać i z Bożą pomocą wcielić w życie.

Czy Polacy nie zasługują na to, żeby móc liczniej uczestniczyć w uroczystościach beatyfikacyjnych?

– Proszę zauważyć, że kilka dni temu mieliśmy rozgrywany w Warszawie na Stadionie Narodowym mecz Polska – Anglia, gdzie na trybunach – głowa przy głowie – zasiadło bodajże 56 tysięcy kibiców. Mamy Mistrzostwa Europy w piłce siatkowej, gdzie hale są pełne tysięcy dopingujących kibiców – w bliskiej odległości od siebie. Wydaje się, że tak wielkie wydarzenie, kiedy beatyfikowany będzie Prymas Wyszyński, który podczas internowania w 1956 roku – nieobecny fizycznie na Jasnej Górze, a mimo to był w stanie na Ślubach Jasnogórskich Narodu Polskiego 26 sierpnia zgromadzić w czasach komunizmu ponad milion wiernych, powinno nas do czegoś zobowiązywać. Pamiętajmy, że beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia ma charakter religijny, ale także narodowy i patriotyczny.

Może powinniśmy na nowo odkryć tę wielką postać i wielkie dzieło. Wydaje się, że Prymas Wyszyński ma nam wciąż wiele do powiedzenia.

– Jeśli Opatrzność dopuściła do tego, że w tym, a nie innym czasie mamy beatyfikację ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, to znaczy, że Pan Bóg zapewne chce nam powiedzieć bardzo dużo. Wczoraj była konferencja na UKSW i prof. Paweł Skibiński, który jest jednym ze współredaktorów zapisków „Pro memoria”, z których dotychczas zostało wydanych 9 tomów, a ma być 28, mówił, że czytając te myśli, przeżywanie świata przez ks. kard. Wyszyńskiego, można przeżyć rekolekcje. I może warto pójść tą drogą… Na pewno  postać Prymasa Tysiąclecia jest uniwersalna – jak wszyscy święci. Cieszmy się, że mamy nowego patrona polskich spraw w niebie.

         Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl