Dzisiejszej nocy Polska Sekcja międzynarodowego Dzieła katolickiego Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie otrzymała smutną wiadomość o uprowadzeniu polskiego misjonarza ks. Mateusza Dziedzica. Portal NaszDziennik.pl informował o tym wydarzeniu w tym miejscu (zob. TUTAJ).
Ks. Mirosław Gucwa, z którym Pomoc Kościołowi w Potrzebie współpracuje od wielu miesięcy, przekazując mu pomoc humanitarną dla parafian, opisał dość precyzyjnie zaistniałą sytuację, dlatego polska opinia publiczna powinna wiedzieć o okolicznościach tego przykrego zajścia, politycy polscy powinni zacząć działać, a chrześcijanie modlić się o zdrowie i wolność dla uprowadzonego kapłana.
Wiadomości są bardzo niepokojące, ale PKWP wyraziło ufność, że ks. Mateusz Dziedzic bezpiecznie wróci do domu. List nadszedł z miejscowości Bouar. Ks. Gucwa napisał, że w nocy z 12 na 13 października ok. godziny pierwszej ośmiu uzbrojonych mężczyzn w mundurach wojskowych wtargnęło na misję w Baboua. Po sforsowaniu bramy wjazdowej próbowali otworzyć siłą drzwi do jednego z pokojów gościnnych. Słysząc ten huk, księża Mateusz Dziedzic i Leszek Zieliński wyszli ze swoich pokojów i wtedy zostali otoczeni przez uzbrojonych ludzi, którzy przedstawili się jako „ludzie Miskina”.
Chcieli zabrać ze sobą jako zakładników obydwu księży, ale po dłuższych pertraktacjach zgodzili się, by jeden z nich został na misji. Ks. Mateusz podjął decyzję, by ks. Leszek został na miejscu, a on sam pójdzie z nimi. Na pytanie, dokąd mają iść, agresorzy odpowiedzieli: „W stronę Zoukombo”.
Po ich odejściu, po trzeciej nad ranem, ks. Leszek ruszył do Bouar (100 km). Jak napisał ks. Mirosław: „Już nie będzie spokoju w sercu, dopóki Mateusz nie wróci″. O wydarzeniu zostali poinformowani szefowa MINUSCA oraz dowódca wojsk ONZ.
Po Mszy św. ks. Mirosław oraz ks. Leszek wysłali wiadomość do Polski i do nuncjusza apostolskiego w Bangui, który szybko interweniował u komendanta wojsk francuskich Sangaris. O całym zajściu zostali też poinformowani szczegółowo żołnierze polscy stacjonujący w Bangui (EUFOR), z którymi zresztą kapłani i misje są w ciągłym kontakcie i zawsze mogą liczyć na ich wsparcie.
Szefowa misji MINUSCA przekazała księżom, że wszyscy ambasadorowie przy ONZ w Nowym Jorku wiedzą już, co się wydarzyło w Baboua i będą wywierać nacisk dyplomatyczny na odpowiednie władze w RŚA oraz w Kamerunie.
Owi „ludzie Miskina″ stanowią ugrupowanie zbrojne o nazwie „Demokratyczny Front Ludu Afryki Środkowej″ (FDPC), islamiści niegdyś powiązani z Seleką (od marca do grudnia 2013 roku), ale w wyniku konfliktu o władzę odłączyli się od nich i działają na własną rękę. Od ponad roku tworzą oni swoją bazę w pobliżu wioski Zoukombo. Wcześniej przebywali w okolicach Paoua, ciągle w opozycji zbrojnej do rządu byłego prezydenta Françoisa Bozizé, potem dyktatora Michela An-Nondokro Djotodia, kiedy byli w Bouar, a dziś wobec prezydent Cathériny Samba-Panzy, Anti-Balaki oraz Seleki. Od kiedy pojawili się w Zoukombo, nękają podróżników, zwłaszcza drobnych handlarzy, którym zabierają pieniądze i wartościowe przedmioty. Od sierpnia tego roku domagają się uwolnienia swojego przywódcy, gen. Abdoulaye Miskine’a (właśc. Martina Koumtamadji).
Parę tygodni temu wzięli pierwszych zakładników: około dziesięciu cywilów z Republiki Środkowoafrykańskiej oraz ośmiu Kameruńczyków. Żądanie pozostaje bez zmian: domagają się uwolnienia swojego lidera.
Ks. Mirosław napisał PKWP: ”Tydzień temu rozmawiałem z żoną jednego z zakładników. Miała z nim kontakt telefoniczny. Dowiedziała się wtedy od męża, że są dobrze traktowani i nie grozi im większe niebezpieczeństwo. Ciągle czekają na ruch ze strony Bangui i Yaoundé. Również w tamtym przypadku odpowiednie władze zostały o wszystkim poinformowane″.
Kapłan polski jest także zakładnikiem na wymianę, za lidera FDPC, który przebywa aktualnie w więzieniu w Kamerunie. Jak donosi ks. Mirosław, porywacze nie chcieli żadnych pieniędzy, nie chcieli nic ukraść z domu. Chodzi im o żądanie mające charakter polityczny.
Co do planów na najbliższe dni, to one oczywiście są, ale kapłan nie chciał ich zdradzić. Napisał także o swojej ufności w Boga i nadziei.
„Naszą siłą jest przede wszystkim modlitwa. W tej chwili najbardziej tej modlitwy potrzebuje oczywiście ksiądz Mateusz i Jego Rodzina w Polsce. Łączmy się więc w tej modlitwie, która sprawi, że będziemy mieli Mateusza wśród nas” – dodał ks. Gucwa.

