logo

Trwa ewakuacja chrześcijańskich wiosek na południu Libanu

Środa, 11 marca 2026 (11:00)
Aktualizacja: Środa, 11 marca 2026 (11:22)

Pod eskortą włoskich żołnierzy z oenzetowskich sił pokojowych UNIFIL rozpoczęła się ewakuacja chrześcijan z południa Libanu. Teren przy granicy znajduje się pod coraz większym ostrzałem Izraela. Minister spraw zagranicznych Libanu poprosił Watykan o pomoc w ochronie zagrożonych chrześcijańskich wiosek.

Sytuacja wyznawców Chrystusa zamieszkujących przygraniczne wioski staje się coraz bardziej dramatyczna. Izrael intensyfikuje ataki i oskarża mieszkańców o sprzyjanie bojownikom proirańskiego Hezbollahu. Ten zarzut padł po ostrzale wioski Qlayaa, w którym zginął maronicki ksiądz Pierre El Raii. Miejscowy burmistrz stwierdził, że „nasuwa się podejrzenie, iż był to zamierzony atak, mający na celu zmuszenie chrześcijan do opuszczenia domów”.

W dziesiątym dniu po ataku na Iran ewakuowani zostali mieszkańcy Alma Shaab. Nakaz natychmiastowej ewakuacji przekazany przez Izrael potwierdzili stacjonujący w tej okolicy włoscy żołnierze z oenzetowskich sił pokojowych UNIFIL. Poinformowali oni burmistrza, że „nie mogą już zagwarantować bezpieczeństwa mieszkańcom, ale są gotowi ich eskortować, jeśli zdecydują się wyjechać”. Przez ostatni tydzień chrześcijanie spali w podziemiach parafialnego kościoła. Schroniło się tam 96 chrześcijan, muzułmańskie rodziny już wcześniej opuściły ten teren. Miasteczko, które w czasie pokoju liczyło 4000 mieszkańców, atakowały drony. Zginął 70-letni Sami Ghafari, brat miejscowego proboszcza, który przebywał w przydomowym ogrodzie.

Powołując się na relacje włoskich żołnierzy, agencja ANSA napisała, że „chrześcijanie opuszczali swe domy ze łzami w oczach”. Burmistrz miasteczka stwierdził, że „była to ucieczka przed pewną śmiercią”. „Żołnierze sił pokojowych – wyjaśnił Shadi Sayyah – eskortują nas do Bourj Rahhal nad rzeką Litani, a potem każdy z nas będzie musiał sobie radzić sam. Niektórzy pójdą do krewnych, inni będą szukać domu do wynajęcia, którego być może nie będą w stanie opłacić, ale będziemy sobie nawzajem pomagać”. Mężczyzna wyznał, że ich nadzieją jest, iż po tej ciężkiej próbie nastąpi ostateczny powrót.

AB, PAP