logo

Myszy podsłuchują ptaki, by ocenić, czy w okolicy jest bezpiecznie

Wtorek, 22 września 2026 (08:52)
Aktualizacja: Wtorek, 22 września 2026 (08:54)

Myszy i nornice mogą wykorzystywać odgłosy innych zwierząt do oceny zagrożenia. Polscy naukowcy wykazali, że gryzonie zachowują się inaczej w zależności od tego, czy słyszą głos drapieżnego puszczyka, czy śpiew słowika. Badacze opisują to jako „krajobraz strachu” i „krajobraz bezpieczeństwa”.

Badanie przeprowadzili naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, Wydziału Biologii UW oraz University of East Anglia. Jego wyniki ukazały się w czasopiśmie „Behavioral Ecology and Sociobiology”.

Od dawna wiadomo, że zwierzęta potrafią rozpoznawać sygnały świadczące o obecności drapieżnika w środowisku. 

Autorów nowego badania zainteresowała odwrotna sytuacja – czy rozpoznają również sygnały wskazujące, że na danym obszarze jest stosunkowo bezpiecznie.

– Koncepcja „krajobrazu strachu” bardzo dobrze tłumaczyła wiele wcześniej niewytłumaczalnych zachowań zwierząt. Zaczęło nas jednak zastanawiać to, że przecież one nie mogą żerować w ciągłym poczuciu zagrożenia. Muszą więc mieć jakieś wskazówki, które mówią im, że w okolicy jest bezpiecznie – powiedział PAP prof. Andrzej Zalewski z Instytutu Biologii Ssaków PAN.

Tak narodził się pomysł, by sprawdzić, czy gryzonie mogą rozpoznawać „krajobraz bezpieczeństwa” na podstawie zachowania innych gatunków. Naukowcy zaprojektowali eksperyment z udziałem myszy leśnej i nornicy rudej. Oba gatunki są częstymi ofiarami puszczyka, który poluje nocą, lata bardzo cicho i może zaatakować znienacka, przez co bardzo trudno go w porę dostrzec.

– Wskazówką, że w pobliżu nie ma niebezpieczeństwa, może być zachowanie innego gatunku. Jeśli zwierzęta mają wspólnego drapieżnika, spokojne zachowanie jednego z nich może być dla drugiego sygnałem, że w danym miejscu jest bezpiecznie. Dla gryzonia takim sygnałem może być śpiew słowika. Ptak, który śpiewa, zdradza swoją obecność, więc w sytuacji zagrożenia raczej ogranicza aktywność głosową – wyjaśnił prof. Andrzej Zalewski.

Badania prowadzono w mazurskich lasach. 

APW, PAP