– To już się rozlało. Ludzie zaczynają handlować pod marketami i ogłaszać samozbiory – mówi „Naszemu Dziennikowi” Maciej Siekiera, sadownik z Gałkowic
pod Sandomierzem, gdzie mieści się zagłębie owocowo-
-sadownicze. Niedaleko znajdują się znane wielbicielom dżemów, soków i różnych przetworów Dwikozy.
Plantacja Macieja Siekiery zagrożona była przymrozkami,
a na 2,5 ha rosła niezebrana papryka. – Ratowaliśmy się na wszystkie sposoby, czym było możliwe, przed niskimi temperaturami – opowiada sadownik i wskazuje na popiół pozostały po ogniskach, które rozpalano celem podniesienia temperatury. – Tak jak widać, zmrożone są tylko liście. Gdyby nie nasze działania, nie byłoby tych zbiorów i wszystko by wymarzło. Uratowaliśmy owoce, tylko liście troszeczkę uszkodził mróz, ale nawet nie wszystkie – informuje nasz rozmówca.
Plantację udało się uratować, jednak pojawiły się kolejne problemy. – Są nimi ogromnie niskie ceny w skupie warzyw i owoców, które nie pozwalają na pokrycie kosztów nawet ich zbioru, a co dopiero mówić o koszcie włożonym w uprawę – wylicza komplikacje.
Dlatego sadownik ogłosił samozbiór papryki, którą każdy mógł zebrać i wziąć za darmo. Chodziło o to, żeby warzywa się nie zmarnowały. Samozbiór ogłosił w internecie,
a odzew przeszedł jego najśmielsze oczekiwania.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

