Rodzice wypisują dzieci z lekcji „edukacji zdrowotnej”. Są szkoły, jak na Podhalu, gdzie rezygnują całe klasy i placówki.
Nawet w Warszawie nie ma zainteresowania zajęciami. Jak można wytłumaczyć tę falę sprzeciwu?
– Stoją za tym dwie bardzo wyraźne motywacje i nie należy się im dziwić. Pierwsza to fakt, że wielu rodziców zwyczajnie obawia się ideologicznego przekazu, seksualizacji i demoralizacji dzieci pod płaszczykiem edukacji. Druga jest czysto pragmatyczna, nieco podobna do tego, co obserwowaliśmy przy rezygnacji z lekcji religii. Dla wielu to okazja do tego, by dziecko miało mniej zajęć w tygodniu. Teraz mechanizm jest podobny. W efekcie obie te motywacje zadziałały równolegle i sprawiły, że projekt Barbary Nowackiej okazał się spektakularną klęską.
Sednem chaosu wokół „edukacji zdrowotnej” jest to, że minister Barbara Nowacka nie dość, że nie chce, to jeszcze nie potrafi słuchać rodziców?
– Pani Nowacka ma z edukacją tyle wspólnego,
ile polityk, który traktuje szkołę jako pole ideologicznego eksperymentu, a nie miejsce kształtowania młodych ludzi.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

