Świat mediów przeżywa ogromne zmiany. Postęp technologiczny, przede wszystkim sztuczna inteligencja, algorytmy podsuwające wybrane treści – wszystko to sprawia, że przed „cyfrowym kontynentem” otwierają się nowe możliwości, ale też zagrożenia. Jak Ojciec widzi przyszłość mediów?
– Najpierw bym się zapytał: w czyich rękach są media? Ten, kto jest ich właś- cicielem, kto ma wpływ na media, ten rządzi. Więc kto ma media? Ci, którzy są bogaci. I właśnie oni, światowa finansjera, mają w ręku media, w tym media elektroniczne, internet, wielkie platformy działające globalnie. Potrafią nawet sterować rządami, które – jak się okazuje – niekoniecznie są niezależne. Jeżeli mogli zneutralizować prezydenta Stanów Zjednoczonych, odłączając przywódcę światowego imperium od największych mediów społecznościowych, to widać, jaka to jest siła. Przyszłość mediów zależy więc od tego, w czyich będą rękach.
W czyich rękach są media w Polsce?
– Nie wolno zapominać, że po tzw. przemianach i niby-odejściu od komunizmu wpadliśmy w system liberalno-lewicowy. Pierwsze, co wzięli beneficjenci tzw. transformacji ustrojowej, to właśnie media.
Komunizm z centralą w Moskwie miał swoje interesy, potrzebne im były media dla celów propagandy. Polacy w dużej mierze to widzieli, bo doświadczyli kłamstw komunistów. Na pewnym etapie, po spotkaniu w 1986 roku Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa w Reykjaviku na Islandii, zwrotnicę przestawiono z Moskwy na Brukselę. Jaka różnica? Inne opakowanie, ale ten sam kierunek: liberalno-lewicowy nihilizm – bez Boga, bez ojczyzny, bez tożsamości, bez własnej kultury. I tak się zaczęło – dziś widzimy kolonizowanie całych państw, narodów. Kolonizowanie gospodarcze, polityczne, kulturowe. Przeszkadzają im religia, Pan Bóg i oczywiście Kościół. Co najwyżej będą używali jednej religii przeciwko drugiej, tak jak teraz wykorzystują islam przeciwko chrześcijaństwu. W Europie wyraźnie widać, jak postępuje islamizacja chrześcijańskich krajów.
Przy okrągłym stole i w Magdalence komuniści z wyselekcjonowaną czę- ścią opozycji zawarli umowę co do podziału wpływów w mediach publicznych. Katolicy nie dostali nic.
– Tu tylko przypomnę, że w Komisji Likwidacyjnej, która w 1990 roku nadzorowała powstanie nowego systemu medialnego, zasiadał m.in. Donald Tusk… Kościół nie był przygotowany na nową sytuację, nie miał ani własnych mediów, ani dobrze uformowanych dziennikarzy. Dziś niewiele się zmieniło pod względem kształcenia ludzi do mediów – na uczelniach bardzo często wykładają dawni nauczyciele albo myślący po marksistowsku i według takiej odwróconej hierarchii wartości kształtują studentów.
Gdy w 1989 roku na mocy Ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej strona kościelna otrzymała możliwość zakładania własnych mediów, w jednej ważnej diecezji bardzo szlachetny ksiądz biskup zaczął pytać specjalistów, ile to będzie kosztować. Kiedy wyliczyli, o jakie sumy chodzi, ksiądz biskup powiedział: „Niestety, nie możemy sobie na to pozwolić, nie damy rady. A telewizja to już w ogóle marzenie ściętej głowy”.
Ojciec często powtarza, że Radio Maryja powstało z niczego – nie było biznesplanu, wielkich kapitałów. Ewangelizacja nie zaczyna się od pieniędzy?
– Pamiętam, gdy było już bardzo blisko powstania Radia Maryja, spotkałem się pod Florencją z pewnym Polakiem, bardzo dobrym katolikiem i patriotą, i z Włochem, który zajmował wysoką pozycję w strukturach katolickich w Italii. To była niedziela, zapytałem o możliwość odprawienia Mszy Świętej. Okazało się, że ta włoska rodzina miała w swoim domu kaplicę, szaty liturgiczne, m.in. szesnastowieczny ornat, kielich i inne paramenty. Żona gospodarza, gdy dowiedziała się, że pragnę założyć Radio Maryja, stanowczo powiedziała: „Ojcze, trzeba to koniecznie robić, ewangelizacja jest bardzo ważna. Kochacie Jana Pawła II, ale wiedzcie o tym, że on jest dla całego świata, to dar Boga dla nas wszystkich”.
Pierwszy jest zawsze człowiek. Żeby powstało dobre dzieło, muszą najpierw być współpracownicy, szlachetna myśl, dobry duch, determinacja do działania. Owszem, środki są potrzebne, przed tym nie uciekniemy. Każdy aparat, każdy przesył sygnału kosztują, to są duże koszty.
Dlatego nie wystarczy mieć mediów, to znaczy techniki do przekazywania treści – czy to będą radio, telewizja, media papierowe czy internet. Przede wszystkim potrzebni są ludzie. I tu pytanie do katolików: jaka jest twoja wiara? Czy dajesz świadectwo, czy służysz prawdzie? Czy jesteś dla Chrystusa, czy dla szatana?
Ewangelizujemy przez kulturę, ale najpierw kulturę trzeba zewangelizować. Tak samo jest z mediami. Będą mówiły prawdę wtedy, gdy ich właściciele i dziennikarze będą ludźmi prawdy.
Drogi Czytelniku! Więcej warto przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.
Zapraszamy!

