– Naszym zadaniem jest tylko przeniesienie naturalnych produktów do opakowań – wskazuje z uśmiechem.
Jak sam wspomina, zawsze kochał zwierzęta i je hodował. Przez kilka lat przy jego rodzinnym domu stał ul, który został podarowany przez jednego z sąsiadów. Jednak ten ul był dziki – w tym sensie, że nie został otoczony specjalistyczną opieką. Rodzice pana Pawła nie znali się na pszczołach. Młody chłopak lubił się im przyglądać, choć bardziej z boku niż z bliska. Wówczas nawet nie przypuszczał, że jego przyszłość zostanie związana z pszczołami. Wiele lat później okazało się, że pszczelarstwem zajmuje się wujek jego żony. – Bardzo często do niego przychodziłem i przyglądałem się, jak pracuje. Po pewnym czasie już mu pomagałem, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu nabierając praktyki. Myślę, że w tym fachu to absolutnie bezcenne, aby nie powiedzieć konieczne, mieć kogoś, od kogo można się uczyć i poszerzać wiedzę – nie ma wątpliwości nasz rozmówca. W 2008 roku pan Paweł zrobił dla siebie pierwsze cztery ule – wielkopolskie. „Zrobił” to właściwe słowo, ponieważ skonstruował je na podstawie rysunków i wzorów znalezionych w internecie. – Wuj pomógł mi je zasiedlić, dał gotowe roje i przez pierwsze lata pomagał w hodowli – opowiada.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

