Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał węgierskie przepisy chroniące dzieci przed wpływem środowisk lgbt za niezgodne z wartościami UE.
– Nie ma tu żadnego zaskoczenia – każdy, kto uważnie śledzi sposób działania TSUE, mógł taki finał wpisać w kalendarz z dużym wyprzedzeniem. To rozstrzygnięcie było de facto przesądzone już na etapie opinii rzecznika generalnego, a późniejsze miesiące to raczej polityczne wyczekiwanie na dogodny moment ogłoszenia wyroku. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kalendarz nie był tu przypadkowy – decyzję przetrzymano tak, by w okresie wyborczym nie stawiać globalistów na Węgrzech w trudnej sytuacji. Kiedy tylko kurz po wyborach opadł, Luksemburg ruszył do działania z niemal demonstracyjną szybkością. Nie mam wątpliwości, że gdyby to rozstrzygnięcie zapadło przed wyborami, to wynik formacji Pétera Magyara nie byłby tak okazały. Generalnie Węgrzy popierają regulacje chroniące dzieci przed moralną deprawacją. Sam wyrok ma znaczenie szersze niż tylko spór o konkretne regulacje – dotyka bowiem fundamentalnego napięcia między kompetencjami państw narodowych a rosnącą rolą instytucji unijnych. I to właśnie ten wymiar będzie w najbliższych latach kluczowy, bo nie chodzi wyłącznie o jedną ustawę czy jeden kraj, lecz o kierunek, w którym zmierza cała konstrukcja Unii.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

