logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

zdjęcie

Zdjęcie: fot. fb/ Inne

Autentyczny w swoim działaniu

Piątek, 24 kwietnia 2026 (00:05)

Aktualizacja: Piątek, 24 kwietnia 2026 (19:32)

ROZMOWA z Bartłomiejem Mickiewiczem, zastępcą przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

 

Śmierć Kazimierza Grajcarka zamyka
pewien rozdział w historii „Solidarności”.
W Międzybrodziu Bialskim odbył się wczoraj jego pogrzeb.

– Poznałem Kazimierza Grajcarka kilka lat temu i nie mam wątpliwości: to była postać z tych, które zostawiają po sobie ślad. Dla jednych – ważny działacz „Solidarności”, obecny od samego początku, pełniący szereg istotnych funkcji i współtworzący jej tożsamość. Dla innych – i takich było wielu – symbol wiarygodności, człowiek, o którym się słyszało i któremu się ufało. Nie był figurą z pomnika.
Był konkretny, bezkompromisowy w sprawach zasad,
a zarazem zwyczajnie życzliwy. To rzadkie połączenie: twardo stać przy swoich wartościach i jednocześnie nie tracić ludzkiego ciepła. On to potrafił. Nie grał roli, nie kalkulował – wierzył w to, co robi, i tę autentyczność było widać na pierwszy rzut oka. W środowisku „Solidarności” cieszył się szacunkiem nie dlatego, że zajmował stanowiska, tylko dlatego, że był sobą. Dziś łatwo mówić
o kimś „oddany sprawie”, „człowiek wartości” – w jego przypadku to nie są puste słowa. To był po prostu dobry, uczciwy człowiek. I takich ludzi, kiedy odchodzą, brakuje najbardziej. 

Skąd brała się bezkompromisowość Kazimierza Grajcarka w obronie energetyki opartej na węglu i ostra krytyka unijnej polityki klimatycznej?

– Kazimierz Grajcarek wyrastał z konkretnego świata – górnictwa, pracy, realnej gospodarki, i dokładnie wiedział, co znaczą decyzje podejmowane przez urzędników i polityków dla ludzi na dole. Dlatego od początku twardo stawiał sprawę: jeśli transformacja ma oznaczać likwidację miejsc pracy i uderzenie w bezpieczeństwo energetyczne, nie jest to żadna „zielona zmiana”, tylko kosztowny eksperyment. I mówił to w czasach, gdy za takie tezy obrywało się z każdej strony, także we własnym środowisku. Chcę, żeby każdy to wiedział. W „Solidarności” był pierwszym, który otwarcie kontestował kierunek polityki klimatycznej. Jego głos długo brzmiał jak samotny sprzeciw wobec dominującej narracji. On był wyśmiewany przez polityków, lekceważony przez część związkowców, a jednak był konsekwentny. Nie odpuszczał, bo traktował to nie jako spór ideowy, tylko sprawę bytową: miejsca pracy, stabilność przemysłu, rachunki za energię. I to jest chyba najprostsza odpowiedź na pytanie o jego bezkompromisowość: on po prostu wierzył, że stoi po stronie realnego interesu ludzi pracy, i nie widział powodu, żeby tę wiarę rozcieńczać pod presją mody czy politycznej poprawności. I czego najbardziej żałuję? Że Kazimierz Grajcarek nie zobaczy tej wielkiej rewolucji normalności, która wkrótce ogarnie Europę, a to on był pierwszym człowiekiem, który powiedział: dość!

Wywodził się z górnictwa. To wyrabia charakter?

– Górnictwo nie tyle wyrabia charakter, ile go bezlitośnie weryfikuje – dzień po dniu pod ziemią, gdzie nie ma miejsca na pozory i przeciętność. Mówimy o pracy skrajnie wymagającej fizycznie, ale też psychicznie, bo odpowiedzialność nie kończy się na własnym stanowisku – dotyczy całej załogi. Tam uczysz się lojalności, dyscypliny. A jeśli ktoś z takiego środowiska wchodzi jeszcze w działalność związkową, to skala napięcia rośnie. To już nie jest tylko praca – to permanentny spór o godność, o bezpieczeństwo, o elementarne uznanie dla ludzi, którzy wykonują jeden z najcięższych zawodów.

Kazimierz Grajcarek przeszedł na emeryturę w 2018 r., ale cały czas był aktywny społecznie. Jeszcze kilka tygodni temu walczył o przetrwanie rodzimego zakładu pracy – Przedsiębiorstwa Górniczego „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach.

– To mówi wszystko. Emerytura w jego przypadku nie była żadną cezurą. Pozostał tym samym człowiekiem – zaangażowanym, czujnym, gotowym reagować, kiedy widział zagrożenie dla ludzi i miejsca, z którym był związany przez lata, kiedy widział zagrożenie dla polskiej gospodarki. I proszę mi wierzyć, utrzymywał stały kontakt z „Solidarnością”, doradzał, rozmawiał, wspierał. Robił to z potrzeby. Tak działają ludzie, którzy traktują swoją aktywność jako zobowiązanie, misję do wykonania. Wielokrotnie miałem z nim kontakt – on w przeszłości zajmował się sprawami NSZZ „Solidarność” związanymi z polityką klimatyczną, a teraz ja się tym zajmuję. Kazimierz Grajcarek, choć formalnie na emeryturze, faktycznie cały czas czuł się związkowcem. Znamienne jest to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach wokół Przedsiębiorstwa Górniczego „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach. Trwał spór, władze zakładu podejmowały decyzje, które trudno uznać za standardowe – niewpuszczenie przewodniczącego związku na teren zakładu, przejęcie dokumentacji związkowej. To są sytuacje, które nie powinny mieć miejsca w normalnie funkcjonującym dialogu społecznym. I właśnie wtedy on wracał. Nie jako emeryt, który „trzyma kciuki”, tylko jako ktoś, kto czuje się współodpowiedzialny. To najlepiej definiuje jego osobowość. Związkowcem nie bywa się od ósmej do szesnastej ani do momentu przejścia na świadczenie. To jest rola, która zostaje na całe życie. Kazimierz to rozumiał i konsekwentnie tak żył. Dlatego dla wielu był nie tylko działaczem, ale też punktem odniesienia.

Co realnie zostaje po Kazimierzu Grajcarku?

– Zostaje coś bardzo wymagającego: standard, do którego inni będą – świadomie albo nie – porównywani. Kazimierz Grajcarek nie budował swojej pozycji na funkcjach czy tytułach, tylko na konsekwencji, lojalności wobec ludzi i twardym trzymaniu się zasad. I to właśnie jest jego najtrwalsze dziedzictwo. Oczywiście, są konkretni ludzie – młodsi działacze, którzy mieli okazję z nim pracować, słuchać jego rad, czasem się z nim spierać. To oni w naturalny sposób niosą dalej jego sposób myślenia o związku jako wspólnocie, a nie narzędziu do załatwiania spraw. Mówimy o pewnym etosie, który może jeszcze długo wpływać na kształt ruchu związkowego. Kazimierz Grajcarek poświęcił swoje życie pracy i ludziom pracy. I właśnie dlatego jego historia nie powinna być zamknięta w przeszłości. Ona stawia niewygodne pytanie każdemu, kto dziś chce uchodzić za lidera: czy jesteś gotów zapłacić za swoje przekonania taką samą cenę?

Dziękuję za rozmowę.

 Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z pogrzebu Kazimierza Grajcarka TUTAJ

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”

Nasz Dziennik