logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

W poszukiwaniu jedności

Piątek, 23 października 2026 (10:08)

Aktualizacja: Piątek, 23 października 2026 (10:21)

W związku z faktem, że 18 września polski Sejm przegłosował uchwałę ustanawiającą Rok św. Andrzeja Boboli, pochylmy się nad pytaniem: dlaczego czcimy
go jako patrona jedności? W profetyczny sposób
wyjaśnił to św. Jan Paweł II.

W klasycznym dramacie Williama Szekspira pod tytułem „Romeo i Julia” poznajemy historię dwojga bohaterów
z Werony połączonych węzłem miłości, której staje na przeszkodzie wzajemna nienawiść ich rodzin – Kapuletich
i Montekich. Tytułowa Julia wypowiada na scenie słynne retoryczne pytanie: „Ach, Romeo, dlaczego ty jesteś Romeo?”, dając wyraz goryczy, że przyszło jej pokochać zaciekłego wroga. Szekspirowska historia prowadzi
do nieuchronnej i fatalnej śmierci bohaterów, a ich los wieńczy słodko-gorzki finał. Znienawidzone rody
zawierają pokój, ale dopiero na grobach swych dzieci.

„Romeo i Julia” to nie tylko popkulturowy synonim ślepego zakochania. Tragedia Szekspira utrwaliła literacki topos miłości silniejszej od nienawiści. Jednak gorzkim pytaniem, jakie wywołuje utwór poety ze Stratfordu, jest to, ile zła musi się wydarzyć, aby ludzie przejrzeli na oczy. Czy potrzeba tragedii, aby zwaśnione strony się opamiętały? Stąd czerpią źródło liczne powiedzenia, także w języku polskim: „Lepiej późno niż wcale”, „Mądry Polak po szkodzie” albo „Szkody są nauczycielami głupców”.
Czy jednak zawsze tak musi być?

Zapowiedź zjednoczenia Zachodu i Wschodu

W związku z faktem, że 18 września polski Sejm przegłosował uchwałę ustanawiającą Rok św. Andrzeja Boboli, pochylmy się nad pytaniem: dlaczego czcimy go jako patrona jedności? W profetyczny sposób wyjaśnił to św. Jan Paweł II w homilii z okazji 50-lecia jego kanonizacji w 1988 roku, w okresie wielkich zmian politycznych za żelazną kurtyną: „[…] Jeżeli uświadomimy sobie, że po odkryciu relikwii jego ciała, które pozostawało mimo wszystko nienaruszone, przy tym ciele, jako przy znaku danym od Boga, skupili się wierzący, zarówno katolicy, jak i prawosławni, i wspólnie otaczali go czcią, to można w tym widzieć także i jakąś zapowiedź spotkania się chrześcijan
z Zachodu i ze Wschodu, zapowiedź tego dojrzałego owocu zjednoczenia chrześcijan, wysiłku ekumenicznego, który Kościół podejmuje razem z odłączonymi naszymi braćmi, rozłączonymi od nas braćmi chrześcijanami, zwłaszcza
od czasu Soboru Watykańskiego II. Tak więc postać ta pozostaje bardzo wymowna. Bóg pozwolił św. Andrzejowi stać się znakiem nie tylko spraw przeszłych, ale także
i spraw, na które czekamy, do których się przygotowujemy; znakiem nie tylko tego, co dzieliło
i dzieli – a dzieliło aż do śmierci męczeńskiej
– ale także tego, co ma połączyć”.

Na tle papieskich słów postać ojca Boboli także nabiera iście szekspirowskich wymiarów. Ojciec Święty przypomniał chrześcijanom, że jedność, która była trudna za życia ojca Boboli, zaczęła stopniowo kiełkować na jego grobie. Tak jak dwa nienawidzące się rody na scenie elżbietańskiego teatru połączyły się nad grobem Romea i Julii, tak chrześcijanie podzieleni na rzymskich katolików i prawosławnych zabliźniali swe rany przy trumnie ojca Boboli. Naoczni świadkowie, widząc jego nienaruszone ciało, zaczęli na nowo rozważać sens jego okrutnej śmierci. Co więcej,
ten cud pogłębiał komunię ludzi z Bogiem. Z tych właśnie powodów ojciec Andrzej Bobola nazywany jest patronem jedności.

Jedność w czasach potopu

Do jakiej tragedii musi dojść, aby zaniknęła obecna nienawiść między narodami? Czy konieczna jest kolejna ofiara? Tak jak szekspirowscy szlachcice kierowali przeciwko sobie rapiery i florety na ulicach Werony,
tak dzisiaj cały świat zbroi się po zęby, nakręcając
spiralę nienawiści. Nie rozszerzając refleksji na dziedzinę geopolityki, pozostańmy jednak przy uniwersalnym przykładzie patrona Polski. Patron nadchodzącego roku 2027 może zawstydzać cały świat, bo w czasach zamętu
i nienawiści poświęcił życie w służbie ludzkim duszom.
I przypieczętował swoje świadectwo, umierając za to, w co wierzył. Wszyscy wiemy – mniej lub więcej – o Polakach ratujących Żydów podczas II wojny światowej. W znacznie mniejszym stopniu znana jest pomoc niesiona Polakom podczas rzezi wołyńskiej, gdyż obecny banderowski
kurs polityki historycznej naszych sąsiadów oraz wojna utrudniają badanie tego zagadnienia i jego skali.
Jak natomiast było w czasach ojca Boboli? Czy potop moskiewsko-kozacko-szwedzki dawał miejsce na ludzkie odruchy? O tym, że jedność była możliwa także
w czasach Boboli, przekonują dokumenty z jego procesu beatyfikacyjnego, które zawierają liczne zeznania świadków. Pośród nich był jezuita, ojciec Jan Łukaszewicz. Jak czytamy w jego zeznaniach, kiedy miał siedem lat, podczas trwającej wojny jego rodzice musieli ukrywać
się w lasach (jego dorastanie przypadało na bunt Chmielnickiego i czasy potopu). W obawie przed Kozakami rodzice powierzyli go zaprzyjaźnionej prawosławnej Rusince, która ukryła go pomiędzy swymi dziećmi. Mimo
że ryzykowała życiem całej rodziny, nie zawahała się pomóc zagrożonym polskim katolikom. Kiedy Kozacy wpadli do jej wioski, szybko rozpoznali katolickie dziecko. Jak zeznaje ojciec Łukaszewicz, prawosławna Rusinka łzami wybłagała dla niego życie u Kozaków, a ci oszczędzili chłopca, zadowalając się chłostą. Tak właśnie późniejszy jezuita wspominał realia wojennego życia w czasach Boboli.

Inny jezuita tego pokolenia, ojciec Jan Żuchowicz – autor „Relatio de caedibus” (rękopis z 1665 roku) – otrzymał zadanie spisania powojennych strat ludzkich Towarzystwa Jezusowego. Opisuje on sytuacje, w których prawosławni mnisi ukrywali jezuitów w monastyrach albo wywozili ich na wozach czy barkach z solą, przeprawiając przez Dniepr w bezpieczniejsze strony. Historia pokolenia św. Andrzeja Boboli to nieodkryta kopalnia dramatycznych opisów ludzkiej jedności.

Triumf dobra

Nie jest więc przypadkiem, że kiedy po 45 latach
od śmierci odnaleziono ciało męczennika w stanie nienaruszonym, ludzie tłumnie przybywali do jego trumny. Pamiętali jego śmierć, bo dzieliło ich od niej mniej więcej tyle, ile nas dzieli dzisiaj od śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, którego wspominaliśmy 19 października.

Dlatego w nadchodzącym Roku św. Andrzeja Boboli
warto rozważyć, jak budować i rozszerzać jedność między ludźmi. Będzie ku temu wiele okazji. Zbliżają się wybory parlamentarne, polskie rodziny bywają mocno podzielone politycznie, nieustannie docierają do nas niepokoje związane z otaczającą nas wojną, a do tego dochodzą problemy wewnętrzne Polski. Nie musimy być kolejną literacką Weroną, w której trup ścielił się gęsto od rapierów Kapuletich i Montekich. Nie musimy ponownie paść ofiarą historycznego potopu. Jeżeli każdy z nas przyczyni się do odnowy moralnej – własnej i świata – zło nie zatriumfuje. Jest go bowiem tyle, ile braku dobra. A do triumfu zła wystarczy tylko bierność ludzi dobrych.


 

Felieton wyemitowany w Radiu Maryja 19 października 2026 roku.

Witold Ludwig

Nasz Dziennik