Doktor n. med. Zbigniew Martyka został wezwany jako obwiniony przez sąd lekarski. Rozprawa dyscyplinarna ma odbyć się 19 grudnia bieżącego roku o godzinie 11.00
w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie
przy ul. Krupniczej 11 a.
– Dzisiaj jestem oskarżany o kwestionowanie powszechnego stosowania testowania, natomiast nikt
nie odpowiedział za nadmierne zgony spowodowane błędną polityką, która uniemożliwiała dotarcie pacjentowi do lekarza i podjęcie właściwego leczenia – mówił dr n. med. Zbigniew Martyka, internista, specjalista chorób zakaźnych, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Postępowanie przeciwko dr. n. med. Zbigniewowi Martyce zostało wszczęte w związku z donosem złożonym przez Michała Biedziuka. Według wniosku chodzi o ukaranie za rozpowszechnianie informacji między 8 września 2020 roku a 5 grudnia 2021 roku na temat pandemii koronawirusa oraz publikowanych treści niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną.
– Postępowanie zostało wszczęte w związku z donosem złożonym przez Michała Biedziuka. Automatycznie, jeżeli wpływa coś takiego do rzecznika w Izbie Lekarskiej czy do sądu lekarskiego, to sprawa jest najpierw rozpoznawana przez rzecznika, który jeżeli uzna, że zarzuty mogą być słuszne, kieruje sprawę do rozpatrzenia w sądzie lekarskim. Tak też zrobiono w tej sprawie – powiedział
dr n. med. Zbigniew Martyka.
Specjalista chorób zakaźnych kwestionował zasadność stosowania masek ochronnych w ramach przeciwdziałania pandemii COVID-19 oraz zasadność testowania w kierunku zakażenia wirusem SARS-CoV-2.
– Dzisiaj już wiemy, że skuteczność masek w ogóle
nie została potwierdzona nigdzie na świecie, poza Bangladeszem, ale tam badanie było niewiarygodne, ponieważ miało wiele wad. Na dziś znanych mi jest
16 badań randomizowanych, które ocenią skuteczność stosowania masek w zapobieganiu zakażeniom wirusami układu oddechowego, z czego 14 z nich wykazuje, że maski w ogóle nie działają. Natomiast jeżeli chodzi o testy, to mogą one wykryć obecność wirusa lub fragmentu wirusa. Natomiast w żadnym wypadku nie wykrywają,
czy infekcja była spowodowana tym wirusem, czy też jakimkolwiek innym, który akurat bytuje w naszym organizmie – podkreślił internista.
Doktor n. med. Zbigniew Martyka zauważył, że na początku pandemii pacjenci czekali na test kilka dni.
– Sam pamiętam pacjenta, który był po wypadku, miał rany, które należało zeszyć, i przez trzy dni nikt go nie zeszył tylko dlatego, że czekano na wynik testu ujemnego – zaznaczył.
Gość audycji odniósł się do liczby zachorowań dzieci na COVID-19.
– Według danych z USA oraz Izraela jedynie 5 do 10 proc. dzieci choruje na COVID-19, natomiast dzieci stanowią ogólnie niecałe 2 proc. wszystkich zdiagnozowanych przypadków, a z tego niecałe 2 proc. dzieci z dodatnim wynikiem testu podlega hospitalizacji, przy czym większość przyjętych do szpitala ma łagodny przebieg choroby czy nawet zupełnie inny powód – powiedział specjalista chorób zakaźnych.
Lekarz podkreślił, że COVID-19 nie stanowi zagrożenia dla osób młodszych i prawie żadnego dla osób zdrowych.
– Ryzyko zgonu związanego z COVID-19 wśród dzieci
i młodzieży według aktualnych badań to 0,17 na 100 tys. osób. Według powyższych danych ryzyko dla młodszych jest zupełnie marginalne. Podobnie jak dla osób zdrowych z prawidłowo działającym układem odpornościowym, co oczywiście nie oznacza, że wzmacnianie odporności można sobie odpuścić, a zagrożenie całkowicie bagatelizować. Sam o to apelowałem wielokrotnie i ubolewałem, że tak mało mówi się o naturalnym wzmacnianiu odporności, a jedynie o stosowaniu szczepionki jako jedynego remedium – mówił internista.
Jak zauważył, szczepienie się na okresową chorobę układu oddechowego po sezonie zachorowań jest pozbawione większego sensu, ponieważ wirusy dość szybko mutują. Dlatego na przykład szczepionka na grypę jest aktualizowana co roku.
– Po raz kolejny okazało się, że miałem rację i nowe mutacje wirusów doskonale dawały sobie radę z minięciem odporności poszczepiennej. Nie jest to żadna nowość. To jest medycyna oparta na dowodach i mówi się o tym od wielu lat – dodał specjalista chorób zakaźnych.
Gość Radia Maryja odniósł się do szczepienia dzieci poniżej 12. roku życia.
– W świetle tego faktu, że w tej grupie wiekowej COVID-19 jest znikomym zagrożeniem, szczepienie zupełnie niepotrzebnie naraża organizm na skutki uboczne, a więc zdecydowanie jest większym zagrożeniem. Jeżeli możemy przeanalizować dostępne dane kliniczne, widzimy, że dzięki zaszczepieniu miliona nastolatków możemy uniknąć około 16 tys. przypadków objawowego zakażenia oraz kilkuset hospitalizacji, ale narazimy 900 tys. dzieci na co najmniej jeden niepożądany odczyn. Przy czym 500 tys., czyli połowa, będzie miała konieczność stosowania leków przeciwbólowych, przeciwgorączkowych, a około 200 tys. może się borykać z gorączką powyżej 38 stopni. Oprócz przejściowych działań niepożądanych dochodzą mniejsze, ale także pojawia się ryzyko wystąpienia bardziej poważnych objawów, jak na przykład zakrzepica czy zapalenie mięśnia sercowego. Tak więc w przypadku dzieci ryzyko może przewyższać korzyści, dlatego trzeba o tym głośno mówić – podkreślił dr n. med. Zbigniew Martyka.
Warto zauważyć, że Wielka Brytania zrezygnowała
z masowego szczepienia dzieci i młodzieży; sąd
w Urugwaju nakazał natychmiastowe wstrzymanie szczepienia dzieci preparatami na COVID-19; Szwecja zaprzestała podawania Moderny osobom urodzonym wcześniej niż w 1991 roku – podobną decyzję podjęła Finlandia; władze Izby Lekarskiej w Portugalii wyraziły dezaprobatę dla planowanego na drugą połowę grudnia rozpoczęcia szczepień dzieci w wieku od 5 do 11 lat przeciwko koronawirusowi.
– W ubiegłych latach lekarze ciągle spotykali się
z infekcjami wirusowymi. Jeżeli była epidemia grypy, to żaden lekarz nie zamykał się przed pacjentem, jak to miało miejsce w przypadku koronawirusa. Nigdy też nie było takiego celowego straszenia. Ja kwestionowałem skuteczność lockdownu, wiedziałem, że to nie będzie miało większego sensu i okazało się, iż tak właśnie jest – akcentował internista.
Medyk przypomniał, że po wielu miesiącach z jego stanowiskiem zgodził się minister zdrowia Adam Niedzielski, który w czerwcu 2021 roku stwierdził, że „ani wzrost mobilności, ani nowe mutacje nie powodują zwiększenia liczby zakażeń”. Natomiast w listopadzie 2021 roku ogłosił, że „w tej chwili wiemy, że restrykcje są mało skutecznym środkiem ograniczenia wzrostu pandemii”.
– Okazuje się, że ta oczywista prawda wraz z konkretnymi dowodami naukowymi nie dotarła jeszcze jedynie do osób stawiających mi absurdalne zarzuty – zauważył specjalista chorób zakaźnych.
– Wszystkie moje dotychczasowe wypowiedzi były poparte konkretnymi dowodami naukowymi, w tym najwyższej jakości badaniami randomizowanymi i metaanalizami. Nigdy również nie dyskredytowałem szczepień, apelując, aby każdy bez żadnego przymusu miał możliwość oceny korzyści, ryzyka i podjęcia indywidualnej decyzji – dodał.
Doktor nauk medycznych podkreślił, że sam zna wiele przypadków, kiedy korzyści wynikające ze szczepienia mogą przewyższać ryzyko choroby. Chodzi m.in.
o wściekliznę.
– W takich przypadkach sam kieruję na szczepienia, ponieważ ryzyko zachorowania jest duże i choroba kończy się w 100 proc. śmiercią, ale w przypadku szczepionek przeciw COVID-19, gdzie mamy coraz więcej stwierdzanych działań niepożądanych, coraz bardziej poważnych, bezwzględnie każdy powinien mieć prawo
do podjęcia indywidualnej decyzji – mówił dr n. med. Zbigniew Martyka.
Internista oświadczył, że oskarżenia oparte są na populistycznych stwierdzeniach pozbawionych dowodów naukowych.
– Widać, że w całej sprawie chodzi jedynie o zemstę za moją walkę ze skompromitowanym systemem, ale niezależnie od tego jestem przekonany, że wcześniej czy później powinni odpowiadać Ci, którzy doprowadzili do zapaści systemu ochrony zdrowia, do tylu niepotrzebnych zgonów – powiedział.
Specjalista chorób zakaźnych zauważył, że zawsze, gdy pojawia się epidemia, to najpierw są zachorowania i potem jakieś środki zaradcze, środki ostrożności, ale równocześnie ludzi się uspokaja, żeby nie wpadali
w panikę, bo panika jest złym doradcą. Natomiast w tym przypadku od samego początku mówiono o śmiertelnym wirusie, niebezpieczeństwie i ukazywano wiele fałszywych obrazów.
– Podczas pandemii COVID-19 zawiodła organizacja i brak oparcia na wiedzy. Przeważały emocje, które rządziły polityką zdrowotną w dobie pandemii – dodał dr n. med. Zbigniew Martyka.

