logo
logo

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Ekomuzeum Wypału Węgla Drzewnego

Piątek, 21 lipca 2023 (13:48)

Aktualizacja: Środa, 28 lutego 2024 (11:43)

Od 40 lat wypalam węgiel. To twardy zawód bez światła i wody. Jak zaczynałem, to jeszcze pochodnie dostawaliśmy jako wyposażenie, a węglarz to był gość – powiedział Zbigniew Balcerzak, węglarz, którego pracę można zobaczyć w otwartym Ekomuzeum Wypału Węgla Drzewnego w Radoszycach (woj. podkarpackie).

W Radoszycach koło Komańczy otwarto Ekomuzeum Wypału Węgla Drzewnego „Na wypale”. Na miejscu można zobaczyć między innymi retorty, czyli metalowe piece,
w których drewno przetwarzane jest na węgiel, oraz przyjrzeć się pracy węglarza.

„Wypał węgla drzewnego to ginący zawód i ginący element krajobrazu Bieszczadów oraz Beskidu Niskiego, ponieważ już się nie opłaca. Dlatego chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie choć trochę zatrzymamy ten proces” – powiedział przewodnik w Ekomuzeum Wypału Węgla Drzewnego w Radoszycach Bartosz Wrona.

Wypał węgla w Bieszczadach rozwinął się w czasach nowożytnych, a retorty, w których wypala się węgiel drzewny, to do dziś jeden z symboli Bieszczadów. Węgiel najczęściej pozyskuje się z drzew liściastych, takich jak buk, grab, dąb, olcha czy brzoza.

„Oprócz pieców do wypalania węgla na terenie muzeum jest też barak węglarza, galeria dawnych fotografii z wypału drewna i wkrótce będzie też mielerz, czyli kopiec
z drewna przykryty gliną, w którym dawniej wypalano węgiel drzewny” – zaznaczył.

Pełny cykl wypału węgla w retorcie trwa około trzech dni. Jednego dnia wybiera się węgiel z pieca i przygotowuje drewno na kolejny wypał, drugiego dnia trwa wypalanie,
a trzeciego studzi się retortę. Na terenie muzeum mieszka i pracuje Zbigniew Balcerzak, węglarz z 40-letnim stażem, którego pracę można obserwować podczas zwiedzania placówki.

„Mam 62 lata i cały czas pracuję na retortach. Jak zaczynałem, to jeszcze pochodnie do pieców dostawaliśmy jako wyposażenie, później latarki. Ta praca od początku bardzo mnie kręciła, bo człowiek jest odpowiedzialny sam za siebie, sam sobie jest kierownikiem” – mówił.

Praca na wypale zaczyna się rano, kiedy po nocy piece trzeba sprawdzić, czy są zimne, i następnie otworzyć.

„Węgiel wybiera się do worków, które trzeba powiązać, poukładać pod wiatę, żeby nie zamokły. Potem trzeba zrobić palenisko, zakleić piece. Jak jeden piec stygnie,
to się robi kolejny” – wyjaśnił i dodał, że nawet mając wybór, nie chciałby wykonywać innej pracy.

„Nic bym nie zmienił i dalej robił to samo. To jest wolność, ptaki świergoczą, przyroda wokoło. Choć teraz jest mniej zwierzyny, bo wilki wyżarły” – zauważył.

Jego zdaniem zawód węglarza to „twardy zawód, bez światła i bez wody”.

„Młody nie przyjdzie na wypał na pewno. On potrzebuje internetu, wyspać się w czystym miejscu, a to nie zawsze jest możliwe. Były takie wypały, gdzie nie było ubikacji nawet. Po deszczu woda brudna, musi odstać. Ktoś sprytny sobie nabierze wody, a młody nie wie, że zapas musi zrobić” – stwierdził.

Więcej warto zobaczyć w galerii zdjęć TUTAJ.

APW, PAP

NaszDziennik.pl