logo
logo

FELIETON DLA POLSKI

Zdjęcie: / Inne

Poznać siebie i uwierzyć Bogu

Piątek, 2 stycznia 2026 (12:03)

  

Gdy przez kilka chwil zastanowimy się, co tak naprawdę mają wspólnego liberałowie z socjalistycznymi, lewackimi kolektywistami (a z takich dziś składa się rząd i główna klasa polityczna w polskim Sejmie), to odkryjemy, że łączy ich wrogość nie tylko do Narodu Polskiego, ale także do religii. Ale dlaczego do religii?

Jest oczywiste, że jedni i drudzy w istocie pogardzają religią i ludzką pobożnością, a życie narodowe Polaków jest dla nich jakimś dziwacznym i nienowoczesnym folklorem z minionej epoki, który trzeba na razie tolerować, ale nigdy nie wolno umacniać i rozwijać. Dla lewicowców religia jest „opium”, trutką z przeszłości, która odrywa człowieka od realnego świata i pozbawia autentycznego życia. Dla liberałów zaś to tylko archaiczny rytuał i przejaw kulturowy oparty na emocjach, lecz w istocie rzeczy czynnik zbyteczny i hamujący progres wolności.

Przyczyna tego podejścia do religii u tzw. elit politycznych naszego parlamentu i rządu jest jedna: oświeceniowy, kosmopolityczny i laicki utopizm, a zarazem brak realizmu i kontaktu z rzeczywistością. Podzielają ten pogląd i lewicowcy, i liberałowie, ale inaczej ten areligijny, utopijny świat chcą realizować. Jedni – przez wolność i pełną autonomię jednostki, inni – przez doskonale działający totalny, trwały system władztwa nad człowiekiem. Choć się różnią i niekiedy zwalczają, jednak panuje między nimi zgoda, że należy próbować tworzyć nowy świat, świat rzekomo lepszy, w którym ma się spełnić człowiek bez Pana Boga. Oba te stronnictwa są zatem w swej istocie bezbożne, ateistyczne, laickie, antyreligijne.

Mając świadomość niedostatecznych swych sił, tak liberałowie, jak i lewacy pragną urzeczywistnić własną koncepcję „raju na ziemi” dzięki instytucji państwa. Zabiegają więc o to, by zdobyć władzę w państwie i móc dysponować środkami zarówno materialnymi, jak i tymi odnoszącymi się do życia duchowego człowieka, a obecnymi w mediach, edukacji, sztuce. Po co im ta władza? Deklaratywnie – dla realizacji szczęścia ludzi, w praktyce – by zrealizować plany własnej utopii. Co ważne, pogardzają nie tylko tymi, którzy nie podzielają ich przekonań, ale także samym państwem, które dla nich jest tylko instrumentem i etapem w procesie. U kresu swej polityki przewidują likwidację państwa, także narodów, ale przede wszystkim religii. Dlaczego religii?

Bo ona wciąż przypomina, kim tak naprawdę jest człowiek i po co żyje, a także to, że na mocy tylko ludzkich starań można budować na ziemi jedynie piekło. Człowiek, reflektujący swoje życie, doświadczający kruchości swojego istnienia, będzie zawsze szukał wybawienia. Gdy posiada dostatecznie dużo rozumu, ma szansę otworzyć się na Pana Boga, uwierzyć Mu i u Niego szukać ostatecznego wybawienia, odrzucając jednocześnie wszelkie proponowane mu bezbożne projekty szczęścia na ziemi. Czasami to poznanie siebie dokonuje się, gdy człowiek spogląda na bezbronnego Boga-Człowieka, narodzonego w ubogiej stajence.

Prof. Paweł Skrzydlewski

Nasz Dziennik