Rząd pracuje nad nowymi przepisami, które mają zobowiązać osoby osiedlające się na wsi do akceptacji działalności rolniczej w swoim sąsiedztwie. Ma to ograniczyć falę pozwów składanych przez byłych mieszkańców miast wobec rolników. To palący problem, który wymaga pilnej interwencji ustawodawczej?
– O tej ustawie, o ochronie przestrzeni wiejskiej i rolniczej mówimy tak naprawdę od kilkunastu lat. Już w postulatach z 2012 r. alarmowaliśmy, że masowa migracja z miast na wieś będzie źródłem bardzo konkretnych, lokalnych konfliktów. I dokładnie to dziś obserwujemy. Ludzie uciekają z miast, budują domy, coraz częściej deweloperzy chcą stawiać duże bloki, kolejne rodziny wiążą swoją przyszłość z wsią, ale jednocześnie nie akceptują tego, że wieś to nie jest park miejski ani osiedle zamknięte. To jest przestrzeń pracy, hałasu, różnych zapachów i realnej produkcji żywności. Dlatego co do zasady taka ustawa jest potrzebna, i to nie podlega żadnej dyskusji. Z drugiej strony, trzeba poczekać na konkretny projekt, który zostanie nam przedstawiony. Jeśli będzie mądry, precyzyjny i rzeczywiście zabezpieczy interesy rolników, to go poprzemy. Jeśli okaże się kolejnym prawnym bublem, nie będę miał problemu, by powiedzieć to wprost – czy to na łamach „Naszego Dziennika”, czy na antenie Radia Maryja.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

