Włochy rozważają możliwość ponownego uruchomienia części elektrowni węglowych, jeśli napięcia i wojna na Bliskim Wschodzie będą się przedłużać. Czy to sygnał, że część państw europejskich zaczyna wracać do bardziej realistycznego myślenia o bezpieczeństwie energetycznym?
– Trudno tu mówić o zaskoczeniu. Raczej o powrocie do elementarnego rozsądku. W pewnym momencie wszyscy zderzymy się z twardą rzeczywistością i dobrze, żeby politycy zawczasu zrozumieli, że system energetyczny nie może opierać się wyłącznie na ideologii czy modnych hasłach. Jeśli państwo nie posiada stabilnych, własnych źródeł energii, prędzej czy później zapłaci za to bardzo wysoką cenę. I właśnie to zaczyna dziś docierać do kolejnych rządów w Europie. Od lat powtarzamy jedno: kraj, który rezygnuje z własnych surowców energetycznych, dobrowolnie oddaje część swojej suwerenności. Jeżeli nie będziemy korzystać z takich zasobów jak węgiel kamienny czy węgiel brunatny i nie będziemy utrzymywać elektrowni opartych na tych paliwach, to w momencie poważnego kryzysu – wojny, przerwania łańcuchów dostaw czy globalnych turbulencji – zostaniemy z dnia na dzień bez realnego zaplecza energetycznego. Wtedy zaczynają się problemy, których nie rozwiąże żadna deklaracja polityczna: braki paliwa, ograniczenia w dostawach energii, a w skrajnych przypadkach nawet blackouty.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

