Resort edukacji potwierdził „Naszemu Dziennikowi”, że decyzja dotycząca ewentualnego wprowadzenia od najbliższego roku szkolnego obowiązku uczęszczania na „edukację zdrowotną” zapadnie jeszcze w tym miesiącu. – Decyzja dotycząca „edukacji zdrowotnej” zostanie podjęta do końca marca – przekazała nam Ewelina Gorczyca, rzecznik prasowy MEN. Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu Barbara Nowacka podpisała rozporządzenia zmieniające podstawy programowe dla szkół podstawowych i dotyczące ramowych planów nauczania dla szkół publicznych. Jak wielokrotnie powtarzała, jej stanowisko, a właściwie cele są jasne: przedmiot, którego rzeczywiste założenia sprowadzają się do deprawacyjnej seksualizacji w duchu genderowym, ma być obowiązkowy. Jednak w rozporządzeniu dotyczącym ramowych planów nauczania „edukacja zdrowotna” nie znalazła się w siatce godzin przedmiotów obowiązkowych. Zainteresowanie nowym przedmiotem, mimo nachalnie prowadzonej medialnej kampanii w lewicowych mediach, jest nikłe. Narracją o rzekomej odpowiedzialności dorosłych nie zdołała ona przekonać także swoich partyjnych kolegów, którzy publicznie przyznawali, że nie zapisali swoich dzieci na zajęcia i mimo presji zwolenników Nowackiej – nie zamierzają tego zrobić. To, wraz z dramatycznie niskimi wskaźnikami frekwencji na lekcjach, która oscyluje na poziomie ok. 30 proc. wszystkich uprawnionych, chyba najlepiej świadczy o gigantycznej skali porażki lewicowej minister. Do tego obrazu klęski dodajmy jeszcze relacje wielu dyrektorów szkół, którzy przyznają, że wśród dzieci zapisanych na „edukację zdrowotną” obserwują niemały odsetek stałej absencji – czyli nieprzychodzenia na te lekcje.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

