logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

System niegotowy na zmiany

Środa, 29 kwietnia 2026 (02:13)

O ograniczaniu kierowania dzieci do domów pomocy społecznej, a raczej o próbie ich wygaszania dyskutowano podczas posiedzenia sejmowej podkomisji ds. osób z niepełnosprawnościami i włączenia społecznego.

Tematem spotkania zorganizowanego w Sejmie przez parlamentarzystów były zmiany proponowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w ustawie o pomocy społecznej. Przedstawiciele resortu przekonywali, że ich celem jest wzmocnienie wsparcia w rodzinach. Projekt zakłada, że dzieci z niepełnosprawnościami nie będą mogły być kierowane do DPS-ów. Mają to być docelowo placówki tylko dla dorosłych. A i ci mają się w nich znaleźć dopiero w sytuacji, jeśli samorząd nie będzie w stanie zorganizować wsparcia na miejscu. Jeszcze tylko do czwartku jest czas na zgłaszanie uwag w ramach trwających konsultacji społecznych. Dyrektorzy tych placówek zaznaczają, że o ile kierunek zmian proponowanych przez resort jest słuszny – lepiej żeby dzieci wychowywały się w rodzinach – o tyle nie uwzględniają one realiów. W Polsce nie ma tylu rodzin zastępczych, które byłyby gotowe przyjąć wszystkie dzieci z różnymi dysfunkcjami.

Przedstawiciele MRPiPS tłumaczyli potrzebę nowelizacji funkcjonującej dziś ustawy. Wskazywali, że system wsparcia dzieci z niepełnosprawnościami jest obecnie rozproszony między różne akty prawne obejmujące m.in. pomoc społeczną, system oświaty, świadczenia rodzinne oraz pieczę zastępczą. Podkreślono przy tym, że planowane zmiany w ustawie o pomocy społecznej koncentrują się przede wszystkim na funkcjonowaniu domów pomocy społecznej (DPS). I to budzi największe dyskusje. Choć dyrektor Departamentu Pomocy Społecznej Beata Karlińska zapewniała, że celem nie jest likwidacja DPS-ów, lecz rozwój alternatywnych form pomocy, to z jej wypowiedzi jasno wynika, że DPS-y będą funkcjonować, ale w okrojonej liczbie i tylko dla dorosłych. – Państwo nie może istnieć bez DPS-ów, ze względu na demografię one muszą istnieć dla osób starszych – argumentowała. Mówiła także o innych zapisach, m.in. zmianach w zasadach odpłatności za pobyt w DPS-ie, rozszerzeniu katalogu osób zobowiązanych do ponoszenia kosztów oraz o wprowadzeniu obligatoryjnych zwolnień dla osób doświadczających przemocy ze strony członków rodziny. Projekt zakłada także zwiększenie uprawnień kontrolnych wojewodów oraz wzmocnienie standardów ochrony małoletnich przebywających w placówkach.

Przedstawiciele resortu rodziny przekonywali, że sposobem na przezwyciężenie kryzysu pieczy zastępczej, czyli liczby rodzin chętnych i gotowych zająć się dziećmi z niepełnosprawnościami fizycznymi, intelektualnymi i psychicznymi, jest m.in. podwyższenie wynagrodzeń dla rodzin zastępczych, wprowadzenie nowych form zatrudnienia oraz dopuszczenie NGO do roli organizatorów takiej formy opieki.

Propozycją, o której mówiono podczas posiedzenia sejmowej podkomisji, jest także utworzenie tzw. rodzin opiekuńczych, które umożliwią dorosłym osobom z niepełnosprawnościami, ale niezdolnym do usamodzielnienia się, pozostanie w dotychczasowych rodzinach zastępczych po osiągnięciu pełnoletności. Rozwiązanie to ma stanowić alternatywę dla kierowania tych osób do instytucji całodobowych.

Liczne zastrzeżenia

Krytycznie o propozycjach ministerialnych mówił m.in. Arkadiusz Tomasiak z Ogólnopolskiego Forum Domów Pomocy Społecznej Prowadzonych na Zlecenie. – Nasz system nie jest gotowy na te zmiany – podkreślił, wyjaśniając istotę zastrzeżeń wobec projektu. – Absolutnie nie zgadzamy się z nowelizacją w takiej formie – powiedział. Wskazał przy tym na rosnące potrzeby systemu i braki kadrowe. Dodał, że reforma jest konieczna, ale powinna uwzględniać alarmujące realia demograficzne w Polsce i rozwijać równolegle różne formy wsparcia, a nie ograniczać istniejące rozwiązania – zwrócił uwagę.

W dyskusji udział wzięli także przedstawiciele konkretnych rodzin zastępczych. Mówili o trudach wychowawczych, ale też o wielkim darze, jakim są dzieci przekazane pod ich pieczę.

W trakcie posiedzenia wielokrotnie podkreślano, że kierunek deinstytucjonalizacji jest słuszny, ale jego wdrażanie nie może nastąpić gwałtownie, potrzebna jest pomoc dla równoległego rozwoju alternatywnych form wsparcia. W tym duchu wypowiedziała się m.in. s. Tymoteusza (Agnieszka) Gil z Domu Chłopaków w Broniszewicach. Przypomniała, że DPS-y pozostają istotnym ogniwem systemu wsparcia. – Jesteśmy po to, żeby wspierać rodziców. Często po latach heroicznej walki jesteśmy przedłużeniem dla ich troski – stwierdziła. Zaznaczyła, że do placówek trafiają dzieci wymagające najbardziej specjalistycznej opieki, często z rodzin zastępczych lub szpitali. – 70 proc. dzieci, które do nas trafia, to takie, z którymi nie poradziły sobie rodziny zastępcze. DPS-y nie odbierają dzieci rodzinom! Zapewniamy dziecku stałe, bezpieczne środowisko, którego nie musi zmieniać przez całe życie – podkreśliła.

Posiedzenie sejmowej podkomisji relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” s. Karolina Blok, dyrektor Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Kamieniu Krajeńskim. – To było bardzo potrzebne spotkanie, ponieważ mieliśmy możliwość wysłuchania każdej ze stron – zarówno zwolenników zmian, jak i ich przeciwników. My, jako siostry zakonne, które od wielu lat zajmują się opieką nad dziećmi z niepełnosprawnościami, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że prawo do życia w rodzinie i wśród bliskich jest wartością bezdyskusyjną. To nie jest spór o ideę, ale o bezpieczeństwo dzieci z niepełnosprawnościami. Nikt przecież nie walczy o utrzymanie „murów” placówek dla samej zasady, ale o to, aby żadne dziecko nie zostało bez opieki. Niestety, dziś system wsparcia w środowisku i w społeczeństwie nie jest realnie gotowy na ich przyjęcie. Najpierw trzeba go dobrze zreformować – zauważa s. Karolina. Przyznaje, że z radością słuchała relacji rodzin, które zajmują się dziećmi z niepełnosprawnościami. – Każde dziecko, które znalazło dobre, profesjonalne wsparcie w rodzinie zastępczej czy rodzinie adopcyjnej, to jest coś wspaniałego. Marzę, żeby takich domów było jak najwięcej. Zdaję sobie sprawę z tego, jaki to jest wielki trud wychowawczy. To jest też oddanie swojego życia na rzecz kogoś słabszego. Mimo wielkiej radości słuchania takich świadectw wiem dobrze, że mamy deficyt tak dzielnych rodzin. Dlatego cały czas, również podczas posiedzenia sejmowej podkomisji, postuluję o to, aby zadbać o rozwój rodzin adopcyjnych w sposób systemowy. W dzisiejszych warunkach te prepozycje przyniosą więcej szkód niż pożytku – ocenia. I podaje jeden z przykładów, który świadczy niezbicie o nieprzygotowaniu systemu do propozycji ministerstwa rodziny. – Dziś czeka się miesiące na wizytę u specjalisty z dzieckiem niepełnosprawnym. Tak jest np. w przypadku psychiatrii. Pamiętajmy, że dzieci z niepełnosprawnościami intelektualnymi czy psychicznymi takiego wsparcia potrzebują często. My w swoich placówkach mamy stałą pomoc psychiatryczną i psychologiczną. Na takie natychmiastowe wsparcie nie mogą liczyć rodziny zastępcze. I tu obnaża się słabość systemu. Najpierw to naprawmy – apeluje s. Karolina Blok.

Nasza rozmówczyni zaznacza, że dzieci wykazujące agresję lub autoagresję nie są rzadkością. – Szpitale psychiatryczne pękają w szwach. Te placówki nie mają miejsca, aby przyjmować takie dzieci. Dlatego zdarza się, że w sytuacji wzmożenia choroby musimy na zmianę z pracownikami naszego domu czuwać, aby dziecko nie zrobiło krzywdy sobie lub innym. Co w takiej sytuacji ma zrobić rodzina zdana sama na siebie? – pyta retorycznie. – Mój głos podczas posiedzenia był bardzo stanowczy. Dziecko nie może być żadną kartą przetargową czy służącą do przeprowadzenia akcji politycznej. Ustawa powinna służyć człowiekowi, a nie być przeciwko niemu. Zaapelowałam, aby połączyć siły i wspólnie budować dobro. Oby resort rodziny potrafił rzeczowo odnieść się do zgłaszanych uwag – podsumowuje s. Karolina Blok.

Urszula Wróbel

Nasz Dziennik