logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

To wierzchołek góry lodowej

Wtorek, 23 czerwca 2026 (17:28)

Aktualizacja: Wtorek, 23 czerwca 2026 (17:32)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem

 

Zaskoczyły Pana ustalenia dziennikarzy kanału Zero, którzy nie przyjęli tłumaczenia Rafała Trzaskowskiego, że do wybuchu afery z lekarzem milionerem nic nie wiedział o nieprawidłowościach w Warszawskim Szpitalu Południowym?

 

– Niestety, nie. Takie zrzucanie odpowiedzialności na innych i wypieranie się swojej roli to typowe zachowanie polityków tej formacji. Z kilku powodów takie tłumaczenie nie przynosi skutków, tylko efekty odwrotne do zamierzonych. Przecież Koalicja Obywatelska – jeszcze do niedawna jako Platforma Obywatelska – nieprzerwanie rządzi w Warszawie od lat. Nie można powiedzieć, że Rafał Trzaskowski o niczym nie widział. Jeśli mówi tak prezydent, który reprezentuje ciągłość władzy w Warszawie, to znaczy, że albo ma beznadziejny zespół ludzi przypadkowych na swoich stanowiskach, albo nie nadaje się na tę funkcję. W tym przypadku, biorąc pod uwagę długie rządy PO, a obecnie KO, można mówić tylko o drugim rozwiązaniu. Trzeba powiedzieć wprost: na wszystkie intratne stanowiska w instytucjach zarządzanych przez miasto musiała być akceptacja. W przypadku Dawida Kacprzyka, który nawet nie miał ukończonej specjalizacji, nikt nie uwierzy, że w stolicy, największym mieście w Polsce, gdzie jest tyle uczelni medycznych, tylu specjalistów, nie było innej bardziej kompetentnej osoby na stanowisko koordynatora SOR. Odrębną kwestią były wysokości zarobków młodego lekarza, a inną kradzież, bo – jak słyszymy – nie mógł on pełnić dyżurów przez tyle godzin, ile zgłaszał w grafik. Zresztą zwrócił już pół miliona złotych, czyli niejako przyznał się do tej kradzieży.

 

Sprawa jest rozwojowa i właściwie z każdym dniem dowiadujemy się coraz nowszych bulwersujących faktów.

 

– I to jest największy kłopot rządzących. Ta afera to nie tyle tykająca bomba, ile bomba z kilkoma zapłonami. Najpierw była sprawa lekarza. Wydaje się, że jej finał będzie tragiczny – zarówno dla niego, jak i dla wielu polityków KO, o ile nie dla całej formacji. Wspomniany lekarz zarobił na ryczałcie 1,6 mln zł, a zapłacił mniejszy podatki niż przeciętna nauczycielka. Za chwilę będziemy mówić nie tylko o lekarzu czy chorym systemie ochrony zdrowia, ale też o absurdalnym systemie podatkowym, w którym bogacze odprowadzają mniejsze podatki niż nauczyciele czy pielęgniarki.

 

Rafał Trzaskowski i Marcin Kierwiński powinni podać się do dymisji? 

 

– Zacznę od Rafała Trzaskowskiego, bo to on jest prezydentem. Myślę, że jego pozycja jest zagrożona. To tylko kwestia czasu, kiedy zostanie usunięty z tej funkcji. Dlaczego tak uważam? Krzysztof Stanowski na swoim Kanale Zero powiedział, że Trzaskowski jest już skończony i wszystko stracił. Pamiętajmy, że to jego dziennikarze wykryli aferę. Jeśli mówi to szef Kanału Zero, to znaczy, że najprawdopodobniej są jeszcze inne nieujawnione dotąd fakty, które ostatecznie mają pogrążyć prezydenta Warszawy, o ile – o czym wspomniałem wcześniej – nie dokonało się to w wyniku ujawnienia jego kłamstwa. Ciekawą rzecz powiedziała Julia Pitera, była polityk PO z Warszawy, która pełniła funkcję w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Bardzo mocno i jednoznacznie rozprawiła się z tłumaczeniem Trzaskowskiego, że nie wpłynęło do niego żadne „formalne” zawiadomienie w tej sprawie. Stwierdziła, że to tłumaczenie jest niedopuszczalne, a jego obowiązkiem, jako prezydenta miasta, jest sprawdzenie wszystkich informacji o jakichkolwiek nieprawidłowościach w podległych mu instytucjach. Jeśli tego nie zrobił – a nie zrobił – to niech się nie dziwi, że to wycieka do mediów. Te słowa to klarowne wyjaśnienie, jak powinna wyglądać właściwa reakcja prezydenta, i tym samym mocny cios w Trzaskowskiego. Dawid Kacprzyk pogrążył niedoszłego prezydenta Polski.

 

A Marcin Kierwiński? Kiedy Adrian Zandberg żądał jego dymisji, powiedział: „To nie Rafał Trzaskowski tym rządzi, on jest tylko uśmiechniętą twarzą, którą się wystawia do mediów. Realnym prezydentem, nadprezydentem miasta jest Marcin Kierwiński”. I pytał: „Dlaczego ciągle nie ma dymisji Marcina Kierwińskiego”? 

 

– Najmocniejsze w tej wypowiedzi jest to, że to nie polityczna retoryka, ale powiedzenie głośno o tym, jak wygląda system polityczny w Warszawie. Adrian Zandberg doskonale zdaje sobie sprawę z istnienia układu w stolicy, sam jest warszawiakiem. Ta afera jest doskonałym sposobem, aby z tym układem się rozprawić i go przełamać. To ważne także dla samego Zandberga, który widzi, jak duży kaliber ma ta afera, dlatego tak mocnymi słowami walczy o to, aby odsunąć te ekipę i żeby samemu przejąć stery rządzenia Warszawą. Tu zaczyna się kolejny poziom konsekwencji, jakie nastąpią w wyniku wybuchu afery. Wiele wskazuje na to, że powoli kruszy się beton partyjny, system polityczno-mafijny, który od wielu lat konserwują w Warszawie politycy związani z KO.

 

Jakby mało było patologii związanych z zatrudnieniem Dawida Kacprzyka, pod koniec ubiegłego tygodnia dowiedzieliśmy się, że szpital nie tylko miał salonik VIP dla wybranych, ale też był miejscem odtruć alkoholowych polityków PO. Powiedział o tym publicznie lekarz, który jest rektorem prywatnej uczelni medycznej w Warszawie.

 

– Mamy tu czarno na białym, że państwowa placówka medyczna została „sprywatyzowana” na potrzeby polityków Koalicji Obywatelskiej. Uważam, że to bardzo ważne – i zarazem niewygodne dla rządzących – że po serii tekstów medialnych na temat patologii w Warszawskim Szpitalu Południowym mamy osobę, która jest doskonale zorientowana zarówno w sprawach politycznych, jak i w świecie medycznym i pod swoim nazwiskiem potwierdza fakty upublicznione przez media. Możemy się spodziewać, że w pewnym momencie wypłyną nazwiska polityków, którzy korzystali z faktu swojej przynależności do partii politycznej, poza kolejnością byli obsługiwani w miejskim szpitalu i którzy mogli oczekiwać na wyniki badań w saloniku VIP. W kontekście wykorzystywania szpitala publicznego przez polityków jako miejsca odtruć mamy do czynienia z kolejną wizerunkową porażką i z kolejnym przykładem bezprawnego wykorzystania systemu. Rozumiem, że odtrucia polegały na wykonywaniu konkretnych świadczeń, które miały spowodować wytrzeźwienie: wlewy glukozy, jakieś kroplówki. Czyli mówimy już nie tylko o przyjmowaniu bez kolejki, ale też o wyłudzaniu świadczeń. Koalicja Obywatelska ma powód do niepokoju, znalazła się w politycznym potrzasku. Jednym z ostatnich przecieków są wstępne ustalenia kontroli NIK ze Szpitala Południowego. Okazuje się, że podobno w szpitalu odnotowano szereg nieprawidłowości, nie tylko salonik VIP. Przypomnę, że do niedawna tym szpitalem zarządzali ludzie politycznie związani z KO. Kontroli w Warszawskim Szpitalu Południowym czy Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim, bo tam również był zatrudniony Dawid Kacprzyk, nie da się zamieść pod dywan. Z pewnością taka chęć jest ze strony polityków KO. Na szczęście mówimy tu o dokumentacji, która jest prowadzona w formie elektronicznej, dlatego jej ukrycie będzie niezwykle trudne. Ślad cyfrowy, nawet mimo prób jego usunięcia, pozostaje „nieśmiertelny”, na zawsze. Do tego dochodzą świadkowie, którzy mogą mieć dużo do powiedzenia w tej sprawie. To pokazuje, że afera odsłoniła porażającą ilość patologii i dziś widzimy tylko czubek góry lodowej.

 

Politycy KO próbują zrzucić winę na lekarza milionera, a jednocześnie przypominają nadużycia z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy.

 

– Po pierwsze, nie da się porównać tego gigantycznego skandalu do nadużyć czy nieprawidłowości, które miały miejsce za czasów poprzedniej ekipy. Po drugie, pamiętamy, że obecna koalicja doszła do władzy, obiecując, że będzie anty-PiS, że jej rządy zakończą „patologie władzy”. Tymczasem okazuje się, że patologie w wydaniu obecnie rządzących mają wymiar gigantycznych nadużyć. To problem systemowy każdej władzy, bo mówimy o ludziach, którzy są słabi, niemoralni. Dlatego tutaj trzeba ukarać winnych tej afery, ale też zadziałać systemowo.

 

Mamy tłumaczenia, że to sprawa tylko jednego lekarza i że trzeba poprawić system dotyczący kominów płacowych lekarzy.

 

– Owszem, kwestia zarobków lekarzy i ich zatrudnienia w wielu placówkach to wciąż nierozwiązany problem, który rzutuje na sytuację ochrony zdrowia. Dlatego rządzący ze wszystkich sił będą próbowali wskazać na patologie systemu. Ale tu mamy sprawę lekarza bez specjalizacji, zatrudnionego w roli koordynatora SOR w szpitalu zarządzanym przez swoich kolegów z partii, który został zatrudniony w innych placówkach publicznych i który zwyczajnie wyłudzał pieniądze. Specjalne traktowanie polityków KO do momentu wykrycia afery nie bulwersowało nikogo z ekipy rządzącej, a nie sposób wierzyć zapewnieniom, że wcześniej nikt nie wiedział o tym, na jaką opiekę można było liczyć w Szpitalu Południowym.

 

Afera unaoczniła, że obecna władza sprywatyzowała sobie nie tylko jeden szpital, ale całe państwo?

 

– Wszyscy zobaczyli, że są równi i równiejsi. Mamy do czynienia z patologią systemu ochrony zdrowia. Okazuje się, że w państwie liczy się ważność legitymacji partyjnej. Nieprzypadkowo mówi się o spółdzielni pracy dla swoich, o programie rodzina na swoim, np. w przypadku działaczy PSL. Mamy nepotyzm, układy. W końcu czara goryczy się przelała. Okazuje się, że takie instytucje, jak Państwowa Inspekcja Pracy, CBA, system prokuratorski, nie działają. Żyjemy w państwie sparaliżowanym, w którym szyld partyjny blokuje działania, bo mamy tych od władzy i tych z opozycji. I ci z kręgu władzy są pod parasolem ochronnym.

 

Jednak działają media. Dziś, w odróżnieniu od czasów afery ośmiorniczkowej, jest więcej mediów niezależnych, których publikacji nie da się zablokować. Do tego dochodzą media społecznościowe.

 

– Całe szczęście. Dla tej ekipy to problem nie do przeskoczenia. Mimo że nadal mamy media przychylne władzy, które za wszelką cenę chcą zrelatywizować tę aferę, wyciszyć i które forsują narrację mającą na celu osłonę rządzących, to jednak nie wystarczy. Przecież w TVP usłyszeliśmy, że afery lekarza milionera, działacza partyjnego nie ma, jest za to „tak zwana afera”. Ale ich wysiłki nie są w stanie przykryć informacji z mediów niezależnych, które obnażają patologie. Warto zwrócić uwagę, że nawet w mediach mainstreamowych pojawiają się głosy krytyczne wobec rządzących. To świadczy, jak ogromne rażenie ma ta afera, jak mocno zbulwersowała społeczeństwo, jeśli nawet zwolennicy rządu są tym zgorszeni. Przecież to ci, którzy mieli świecić przykładem. Dziś widzimy, że to wszystko to były puste słowa, które miały zagwarantować posady i przywileje. Niemniej, to jest ogólnie problem klasy politycznej: kto ją tworzy i kto do niej nie dorasta.

 

Dziękuję za rozmowę

Urszula Wróbel

NaszDziennik.pl