Rubio odniósł się do rozmów dotyczących Grenlandii podczas wysłuchania przed senacką Komisją Spraw Zagranicznych na temat Wenezueli. Sekretarz stanu zapewnił, że w sprawie wyspy zostanie wypracowane dobre porozumienie i sprawy stoją „w dobrym miejscu”.
– W rzeczy samej, nawet teraz, gdy do was mówię, odbędą się pewne spotkania techniczne między nami a naszymi partnerami z Grenlandii i Danii w tej sprawie. Myślę,
że mamy proces, który doprowadzi nas do korzystnego
dla wszystkich rezultatu. Zainteresowanie prezydenta Grenlandią jest oczywiste – powiedział Rubio.
– Rozpoczniemy ten proces w bardzo profesjonalny
i bezpośredni sposób. Rozpocznie się on dzisiaj i będzie
to regularny proces. Postaramy się zrobić to w sposób, który nie będzie przypominał medialnego cyrku za każdym razem, gdy odbywają się takie rozmowy, ponieważ uważamy, że daje to obu stronom większą elastyczność
w dążeniu do pozytywnego rezultatu – dodał.
Szef dyplomacji nie zdradził szczegółów na temat tego, czego dotyczyć mają rozmowy i jaki cel mają Stany Zjednoczone, jednak przypomniał, że prezydent Donald Trump wykluczył użycie siły, by pozyskać Grenlandię.
Z wypowiedzi Trumpa oraz doniesień m.in. agencji Bloomberga i dziennika „New York Times” wynika, że ogłoszone przez niego „ramy przyszłego porozumienia” obejmują zwiększenie zaangażowania NATO w bezpieczeństwo Arktyki, dostęp do złóż minerałów i być może pozyskanie przez USA gruntów, na których powstaną bazy wojskowe.
Podczas wysłuchania Rubio bronił się też przed krytyką demokratów, którzy potępiali retorykę i działania administracji Trumpa wobec sojuszników z NATO. Wiceszefowa komisji Jeanne Shaheen zarzuciła,
że administracja „pcha sojuszników w objęcia Chin”,
bo nie uważają oni USA za wiarygodnego partnera
oraz że stanowi to w rzeczywistości „jednostronne rozbrojenie się” w rywalizacji z ChRL.
Rubio stwierdził, że NATO musi zostać „przemyślane na nowo” ze względu na nierównowagę w sile USA i innych sojuszników. Odnosząc się do gwarancji bezpieczeństwa, które mają zostać udzielone Ukrainie, zaznaczył, że choć ma w ich ramach wejść „garstka żołnierzy z Wielkiej Brytanii i Francji”, to w rzeczywistości będą się one opierać na amerykańskiej gwarancji przyjścia tym siłom z pomocą.
– Powodem tego jest to, że europejscy partnerzy nie inwestowali wystarczająco w swoją obronę – zaznaczył.
Sugerował, że USA nie mają wystarczająco środków,
by w równym stopniu poświęcać uwagę Europie
i Indo-Pacyfikowi.
– Nie możemy mieć tych samych żołnierzy i okrętów w Europie i na Pacyfiku. Musimy dokonać wyboru. Niezależnie od tego, ile okrętów zbudujemy, niezależnie od tego, jak bardzo rozwiniemy nasze zdolności, będziemy musieli dokonać tych korekt. Im silniejsi będą nasi partnerzy
w NATO, tym większą elastyczność będą miały Stany Zjednoczone, aby zabezpieczyć nasze interesy w różnych częściach świata – powiedział.

