Najdrożsi Siostry i Bracia!
Z radością staję pośród was w tym tak bardzo dotkniętym cierpieniem regionie. I jak to przed chwilą ukazały wasze świadectwa, cały ból, który przeszył waszą wspólnotę, sprawia, że dziś jeszcze mocniej wybrzmiewa świadomość: Bóg nas nigdy nie opuścił! W Nim, w Jego pokoju, zawsze możemy zacząć od nowa!
Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup przypomniał proroctwo, które głosi: „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny” (Iz 52, 7). W ten sposób powitał mnie, kiedy przybyłem pośród was, ale teraz chciałbym odpowiedzieć: jakże piękne są również wasze stopy, pokryte pyłem tej skrwawionej, ale żyznej ziemi; tej ziemi znieważonej, ale bogatej w roślinność i obfitej w owoce. To właśnie te stopy przywiodły was tutaj i pomimo napotkanych prób i przeszkód prowadziły was drogami dobra. Obyśmy wszyscy podążali dalej drogą dobra, która prowadzi do pokoju. Dziękuję wam, ponieważ – to prawda! – jestem tutaj, aby głosić pokój. Tymczasem widzę, że to wy głosicie go mnie i całemu światu. Jak bowiem przed chwilą przypomniał jeden z was, kryzys, który wstrząsnął tymi regionami Kamerunu, bardziej niż kiedykolwiek zbliżył wspólnoty chrześcijańskie i muzułmańskie, do tego stopnia, że wasi przywódcy religijni zjednoczyli się i powołali Ruch na rzecz Pokoju, poprzez który starają się pośredniczyć między zwaśnionymi stronami.
Jakże pragnąłbym, aby tak działo się w wielu miejscach na świecie! Wasze świadectwo, wasza praca na rzecz pokoju mogą być wzorem dla całego świata. Jezus powiedział nam: Błogosławieni ci, którzy wprowadzają pokój! Biada jednak tym, którzy naginają religie i nawet samo imię Boga do własnych celów wojskowych, ekonomicznych i politycznych, wciągając to, co święte, w to, co jest najbardziej brudne i mroczne. Tak, moi drodzy siostry i bracia, wy, złaknieni i spragnieni sprawiedliwości, wy, ubodzy, miłosierni, cisi i czystego serca, wy, którzy płakaliście, jesteście światłością świata! (por. Mt 5, 3-14). Bamendo, jesteś dzisiaj miastem na górze, wspaniałym w oczach wszystkich! Siostry i bracia, bądźcie długo solą, która nadaje smak tej ziemi. Nie traćcie waszego smaku, także w nadchodzących latach! Doceniajcie wszystkie wspólne chwile, które zgromadziły was w tych czasach smutku. Wszyscy doceniajmy ten dzień, w którym zebraliśmy się, by pracować na rzecz pokoju! . Bądźcie oliwą, którą obmywa się rany waszych braci i sióstr.
W tym kontekście moje podziękowania kieruję do wszystkich – w szczególności do kobiet – świeckich i sióstr zakonnych – które opiekują się osobami dotkniętymi traumą przemocy. To ogromna, niezauważana, codzienna praca, która – jak wspomniała siostra Carine – naraża na niebezpieczeństwo. Potentaci wojenni udają, że nie wiedzą, iż wystarczy chwila, aby zniszczyć, ale często nie wystarczy całego życia, by odbudować. Udają, że nie widzą, iż potrzeba miliardów dolarów, by zabijać i niszczyć, ale nie znajduje się niezbędnych środków na leczenie, edukację i podnoszenie na duchu. Ci, którzy okradają waszą ziemię z jej zasobów, zazwyczaj znaczną część zysków inwestują w broń, w spiralę destabilizacji i niekończącej się śmierci. To świat odwrócony na opak, wypaczenie Bożego stworzenia, które każde uczciwe sumienie musi potępić i odrzucić, wybierając ten zwrot o sto osiemdziesiąt stopni – nawrócenie – które prowadzi w przeciwnym kierunku, na drogę zrównoważoną i bogatą w ludzkie braterstwo. Świat jest niszczony przez garstkę trzymających władzę, a wspierają go w istnieniu niezliczone rzesze solidarnych braci i sióstr! Jesteśmy potomstwem Abrahama, niezliczonym jak gwiazdy na niebie i ziarenka piasku na brzegu morza. Spójrzmy sobie w oczy: już jesteśmy tym ogromnym ludem! Pokoju nie trzeba wymyślać: trzeba go przyjąć, akceptując bliźniego jako naszego brata i naszą siostrę. Nikt nie wybiera swoich braci i sióstr: musimy się tylko wzajemnie przyjmować! Jesteśmy jedną rodziną i mieszkamy w tym samym domu, na tej cudownej planecie, o którą przez tysiąclecia troszczyły się starożytne kultury.
Słowa Papieża Franciszka zawarte w Adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium przyszły mi na myśl, gdy słuchałem waszych słów. Napisał on: „Misja w sercu ludu nie jest częścią mojego życia ani ozdobą, którą mogę zdjąć; nie jest dodatkiem ani jeszcze jedną chwilą w życiu. Jest czymś, czego nie mogę wykorzenić z siebie, jeśli nie chcę siebie zniszczyć. Ja jestem misją na tym świecie, i dlatego jestem w tym świecie” (nr 273).
Drodzy bracia i siostry z Bamendy, z tymi właśnie uczuciami jestem pośród was! Służmy razem pokojowi! „Trzeba przyjąć samych siebie jako naznaczonych ogniem przez tę misję oświecania, błogosławienia, ożywiania, podnoszenia, uzdrawiania, wyzwalania. W tym objawia się lekarz dusz, nauczyciel dusz, polityk dla dusz, ten, który zdecydował w głębi serca być z innymi oraz dla innych” (Tamże). Tak mój umiłowany Poprzednik zachęcał nas do wspólnego wędrowania, każdego zgodnie z jego powołaniem, poszerzając ramy naszych wspólnot, z konkretnością tych, którzy zaczynają od swojej lokalnej pracy, by dojść do miłości bliźniego, kimkolwiek i gdziekolwiek by on nie był. Wy jesteście świadkami tej cichej rewolucji! Jak powiedział Imam, dziękujmy Bogu, że ten kryzys nie przerodził się w wojnę religijną i że wciąż staramy się nawzajem miłować jedni drugich! Niestrudzenie idźmy naprzód, z odwagą, a przede wszystkim razem, zawsze razem!
Idźmy razem w miłości, zawsze poszukując pokoju.
[Przed Katedrą:]
Drodzy bracia i siostry, dziś Pan wybrał nas wszystkich, abyśmy byli narzędziami pokoju na tej ziemi! Módlmy się wspólnie do Pana, aby pokój naprawdę zapanował pośród nas i – gdy wypuścimy te białe gołębie, które są znakiem pokoju – niech Boży pokój spocznie na nas wszystkich, na tej ziemi i niech Pan zachowa nas zjednoczonych w swoim pokoju. Chwała Panu!
***
Tylko Bóg wyzwala, tylko Jego Słowo otwiera ścieżki wolności, tylko Jego Duch czyni nas nowymi ludźmi, którzy mogą zmienić ten kraj – powiedział z kolei Papież podczas Mszy św. sprawowanej na terenie portu lotniczego w Bamendzie, w anglojęzycznej części Kamerunu.
Po dotarciu na lotnisko Leon XIV przejechał papamobilem wśród wiernych, pozdrawiając ich i błogosławiąc. Msza św. w intencji pokoju i sprawiedliwości odprawiana była w języku angielskim z udziałem około 20 tys. wiernych.
W homilii Ojciec Święty podkreślił, iż przybywa jako pielgrzym pokoju i jedności, aby dzielić codzienność, trudy i nadzieje mieszkańców tej części Kamerunu. Przyznał, iż wielu z nich doświadcza dziś cierpienia: ubóstwa, kryzysu społecznego, korupcji, trudności w edukacji i opiece zdrowotnej oraz emigracji młodych. Dochodzą do tego zewnętrzne formy rabunku ze strony tych, „którzy w imię zysku nadal sięgają po kontynent afrykański, by go wykorzystywać i grabić”.
Leon XIV zaznaczył, że choć wszystko to może rodzić bezsilność, to konieczna jest przemiana. „Nadszedł czas na odbudowę, na ułożenie na nowo mozaiki jedności przez połączenie różnorodności oraz bogactw kraju i kontynentu; to czas na budowanie społeczeństwa, w którym panowałyby pokój i pojednanie” – powiedział Papież. Zachęcił, by pamiętać: „Bóg jest nowością, Bóg stwarza rzeczy nowe, Bóg przemienia nas w odważnych ludzi, którzy – przeciwstawiając się złu – budują dobro” – apelował Ojciec Święty.
Leon XIV odwołał się do świadectwa Apostołów, nauczających, że trzeba „bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Zaznaczył, iż ta postawa nie ogranicza wolności, lecz ją daje – pozwala żyć w prawdzie i budować pokój. Posłuszeństwo Bogu wyzwala bowiem z lęku i błędnych dróg, które oddalają od Ewangelii. Papież zachęcił do czujności, „abyśmy nie wpadli w pułapkę podążania ścieżkami, które mieszają wiarę katolicką z innymi przekonaniami i tradycjami o charakterze ezoterycznym lub gnostyckim, a które w rzeczywistości często służą celom politycznym i ekonomicznym. Tylko Bóg wyzwala, tylko Jego Słowo otwiera ścieżki wolności, tylko Jego Duch czyni nas nowymi ludźmi, którzy mogą zmienić ten kraj” – wskazał Papież.
Zapewnił zgromadzonych o swej modlitwie i wsparciu dla tamtejszego Kościoła, pragnącego być źródłem pocieszenia i nadziei.
W modlitwie wiernych proszono Boga m.in. za polityków, by działali na rzecz wspólnego dobra, a także za regiony świata dotknięte cierpieniem i podziałami.
Pod koniec liturgii słowa podziękowania wypowiedział arcybiskup Bamendy ks. Andrew Nkea Fuanya. „Przybyłeś do nas jako Dobry Pasterz, który nie opuszcza swojej owczarni, dając nadzieję i pokój w czasie niepewności” – stwierdził hierarcha. Zaznaczył, iż obecność Papieża była dla wiernych znakiem ofiarnej miłości i odwagi w służbie Ewangelii. Wyraził przekonanie, iż owoce tej wizyty będą trwałe, a pokój, o który się modlono, zakorzeni się w tamtejszej wspólnocie. „Zostawiłeś niezatarty ślad w naszym życiu, a mieszkańcy Kamerunu, zwłaszcza Bamendy, nigdy nie zapomną, że ich odwiedziłeś, Ojcze Święty, i modliłeś się za nich, a przede wszystkim, że odwiedziłeś ich, gdy najbardziej Ciebie potrzebowali” – powiedział ksiądz arcybiskup.
Po Mszy św. Papież przejechał do samolotu stojącego na płycie lotniska za uczestnikami liturgii. Stojąc w drzwiach maszyny pozdrowił wiwatujących na jego cześć Kameruńczyków, którzy następnie byli świadkami manewrów samolotu i jego kołowania na pas startowy.
Z Bamendy Leon XIV odleciał do Jaunde, skąd jutro uda się do Duali.

