logo
logo

Ewangelia Rozważanie

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Potrzeba naszej wiary

Niedziela, 2 sierpnia 2026 (08:23)

Aktualizacja: Niedziela, 2 sierpnia 2026 (11:43)

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!”. Odpowiedzieli Mu:
„Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”.
On rzekł: „Przynieście Mi je tutaj”. Kazał tłumom usiąść
na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
(Mt 14,13-21)

Rozważanie:

Szukając głębszego sensu proklamowanego dziś fragmentu Ewangelii, warto zwrócić uwagę na jego kontekst. Wcześniej u św. Mateusza znajdziemy przypowieści:
o siewcy, skarbie i perle ukrytej w roli, ziarnku gorczycy,
z którego wyrasta wielkie drzewo, i odrobinie zaczynu, który zakwasza ciasto. Co Pan Bóg nam przez nie mówi? Wzrost królestwa Bożego to coś więcej niż tylko ludzkie wysiłki, kalkulacje. Bóg potrzebuje naszej wiary, otwartego serca. Reszta? – to Jego sprawa.

„Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”
– w bojaźliwym tłumaczeniu uczniów na prośbę Jezusa, aby nakarmili tłumy, zapewne dało się usłyszeć bezradność, zażenowanie, zawstydzenie. Tylu ludzi
do wykarmienia! Cóż ta odrobina, którą mamy, znaczy? Przeraża nas to! Cóż my możemy?!

Co było dalej, wiemy. Chrystus poradził sobie z rzeszą głodnych ludzi. Potrzebował tylko jednego: wiary uczniów. Kapitulacji ich ludzkich kalkulacji, wyliczeń i uznania,
że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Otrzymali, nie pierwszy raz zresztą, czytelny komunikat: jeśli Mi zaufacie, dostaniecie wszystko! To Ja będę w was działał!
Ja kropelkę waszej dobrej woli, waszej miłości przekształcę w potężny strumień, który ożywi wielkie narody!

Nieprzypadkowo mówi się, że najmocniejsi przed Bogiem jesteśmy wtedy, gdy stajemy przed Nim z pokorną prośbą: ja już nic nie mogę, brak mi sił i pomysłów – Ty się tym zajmij.

Słyszymy czasem utyskiwania, że pustoszeją kościoły,
że na codziennej Eucharystii jest zaledwie kilka osób,
że zostanie garstka nielicznych gorliwców. Cóż, nie wszystko od nas zależy. Rzecz w tym, że z garstki sprawiedliwych, wiernych Pan Bóg może wyprowadzić nowy lud! Gdy miały być zniszczone Sodoma i Gomora
i gdy Abraham zaczął targ z Jahwe, usłyszał: „Nie zniszczę [miast] przez wzgląd na dziesięciu [sprawiedliwych]”
(por. Rdz 18,32). Wiemy, że nawet tylu się nie znalazło. Warto spojrzeć przez pryzmat tej historii na siebie: to nic, że jest nas coraz mniej, że nie dysponujemy ogromnym potencjałem medialnym, ekonomicznym. Ważne, by być! Znaleźć się w gronie sprawiedliwych, którzy modląc się za świat, o jego nawrócenie, wizualizując świadectwem życia, czym jest świętość, stać się „nową ziemią”, która będzie miejscem ratunku dla ginącego świata. A gdy tak się stanie, „wtedy ludzie zobaczą małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję
dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali” (ks. kard. Joseph Ratzinger). 

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik