Bóg albo nic!
Ile to jest dziesięć tysięcy talentów? Z przekazu Herodota wiadomo, że w Mezopotamii jeden talent odpowiadał masie 30,12 kg (Dzieje III 89,2) – Izraelici przejęli ową miarę wagi jako kikkar (krąg – 34-36 kg). Przyjmuje się dziś, iż jeden talent odpowiadał wadze 34,2 kg złota albo 6 tys. denarów (denar to dniówka robotnika). Jaką zatem wartość mogła mieć pożyczka udzielona ewangelicznemu słudze? Popuśćmy wodze fantazji (czy raczej wyobraźni matematycznej): 342 tony drogocennego kruszcu, dwa miliardy (!) średnich dniówek!? Nieprawdopodobne sumy! Nierealne…
Rzecz jasna nie o matematyczny rachunek chodziło Panu Jezusowi. Liczby to tylko narzędzie, obraz – typowa dla nauczycieli żydowskich hiperbola, sygnał, że chodzi o coś bardzo ważnego: o trudną do wyobrażenia dysproporcję porządku istnienia. O Bożą hojność. O wielkość Bożego miłosierdzia, o „nieprzystawalność” Pana wszechrzeczy do naszego porządku istnienia i zarazem niesamowitą bliskość Syna Bożego, który stał się jednym z nas. O ucieleśnioną Miłość, dla której każdy człowiek jest ważny, jedyny, niepowtarzalny, bo przecież odkupiony Przenajświętszą Krwią Chrystusa przelaną na Golgocie. Miał rację Mickiewicz, gdy włożył w usta ks. Piotra w piątej scenie „Dziadów cz. III” słowa: „Panie! czymże ja jestem przed Twoim obliczem? – Prochem i niczem; Ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał, Ja, proch, będę z Panem gadał”. To jest paradoks, który niezmiennie zadziwia, porusza. „Bóg albo nic” – zatytułował jedną ze swoich książek ks. kard. Robert Sarah.
Jaka jest wymowa dla nas dzisiaj proklamowanego fragmentu Ewangelii? Nie o wzbudzenie strachu tu chodzi (los niemiłosiernego sługi). Nie o matematykę i handel wymienny, wyrachowanie, bilans zysków i strat. Raczej o to, abyśmy dali się pociągnąć Miłości – nieogarnionej „pojemności” Bożego serca. „Nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18,20) – tłumaczył pokornie Pan Jezus. Nie zdezaktualizowały się słowa: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Wszystko pozostaje w mocy.
Chodzi o to, abyśmy rozpoznali tę Miłość, zafascynowali się Nią i odpowiedzieli na nią całym sercem, całym swoim życiem. Najlepiej i najpiękniej, jak potrafimy.

