logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Inne

EWANGELIA

Niedziela, 13 września 2026 (08:27)

Aktualizacja: Niedziela, 13 września 2026 (11:20)

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?”.

Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.

Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: »Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam«. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: »Oddaj, coś winien!«. Jego współsługa padł przed nim i prosił go: »Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie«. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.

Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: »Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?«. I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” (Mt 18,21-35).

Bóg albo nic!

Ile to jest dziesięć tysięcy talentów? Z przekazu Herodota wiadomo, że w Mezopotamii jeden talent odpowiadał masie 30,12 kg (Dzieje III 89,2) – Izraelici przejęli ową miarę wagi jako kikkar (krąg – 34-36 kg). Przyjmuje się dziś, iż jeden talent odpowiadał wadze 34,2 kg złota albo 6 tys. denarów (denar to dniówka robotnika). Jaką zatem wartość mogła mieć pożyczka udzielona ewangelicznemu słudze? Popuśćmy wodze fantazji (czy raczej wyobraźni matematycznej): 342 tony drogocennego kruszcu, dwa miliardy (!) średnich dniówek!? Nieprawdopodobne sumy! Nierealne…

Rzecz jasna nie o matematyczny rachunek chodziło Panu Jezusowi. Liczby to tylko narzędzie, obraz – typowa dla nauczycieli żydowskich hiperbola, sygnał, że chodzi o coś bardzo ważnego: o trudną do wyobrażenia dysproporcję porządku istnienia. O Bożą hojność. O wielkość Bożego miłosierdzia, o „nieprzystawalność” Pana wszechrzeczy do naszego porządku istnienia i zarazem niesamowitą bliskość Syna Bożego, który stał się jednym z nas. O ucieleśnioną Miłość, dla której każdy człowiek jest ważny, jedyny, niepowtarzalny, bo przecież odkupiony Przenajświętszą Krwią Chrystusa przelaną na Golgocie. Miał rację Mickiewicz, gdy włożył w usta ks. Piotra w piątej scenie „Dziadów cz. III” słowa: „Panie! czymże ja jestem przed Twoim obliczem? – Prochem i niczem; Ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał, Ja, proch, będę z Panem gadał”. To jest paradoks, który niezmiennie zadziwia, porusza. „Bóg albo nic” – zatytułował jedną ze swoich książek ks. kard. Robert Sarah.

Jaka jest wymowa dla nas dzisiaj proklamowanego fragmentu Ewangelii? Nie o wzbudzenie strachu tu chodzi (los niemiłosiernego sługi). Nie o matematykę i handel wymienny, wyrachowanie, bilans zysków i strat. Raczej o to, abyśmy dali się pociągnąć Miłości – nieogarnionej „pojemności” Bożego serca. „Nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18,20) – tłumaczył pokornie Pan Jezus. Nie zdezaktualizowały się słowa: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Wszystko pozostaje w mocy.

Chodzi o to, abyśmy rozpoznali tę Miłość, zafascynowali się Nią i odpowiedzieli na nią całym sercem, całym swoim życiem. Najlepiej i najpiękniej, jak potrafimy.

Ks. Paweł Siedlanowski

Nasz Dziennik