To jeden z bardziej znanych tekstów Ewangelii.
Jak go rozumieć? Oblubieniec to przychodzący Pan,
olej w lampach – to łaska, wiara, czujność, wewnętrzna gotowość na spotkanie z Chrystusem, wreszcie czekające na pana młodego panny symbolizują każdego z nas.
Choć przypowieść koncentruje się na wyjątkowym, uroczystym momencie (wpisanym mocno we wschodnią obyczajowość, w tradycję), jej sens dotyka codziennego funkcjonowania uczniów Chrystusa. Nas. Warto skupić
się na dwóch jego aspektach.
Pierwszy z nich to roztropność. Jest to jedna z cnót kardynalnych – nazwa pochodzi od łacińskiego wyrażenia „cardo”, czyli „zawias”, „przegub”, oznacza zatem coś,
co spaja elementy w jedną całość. Cnoty kardynalne mają za zadanie zintegrować postępowanie, pokierować osądem sumienia, uporządkować życie, wprowadzać w nie harmonię, ład i pokój. Roztropność to zdolność przewidywania skutków swoich działań, ale też mądrość dobierania odpowiednich środków służących osiąganiu stawianych sobie celów. To rozum i serce.
Ktoś powiedział, że „cnota roztropności to jedyna cnota, której się nie da udawać”. Bez niej trudno osiągnąć świętość. Gdy jej zabraknie, pojawia się bezład
i chaos, niemoc. To miał na myśli Jezus, kiedy mówił
o budowniczym wieży, który rozpoczął budowę,
nie obliczając najpierw, czy ma odpowiednią sumę
na jej wykończenie, jak też o królu, który poważył się
na bitwę z dwakroć przeważającą jego siły armią.
Przypowieść Jezusa mówi jeszcze o czymś innym:
o zaufaniu. Problem panien nieroztropnych polegał na tym, że kiedy pojawił się brak, zaczęły szukać rozwiązania
„po swojemu”: gdy pożyczka nie wyszła, poszły (w środku nocy!) do sklepikarzy, aby kupić oliwę. Dlaczego nie stanęły przed Oblubieńcem i nie przyznały się do swojej niefrasobliwości? Co na takiej postawie zaważyło: wstyd, brak zaufania, mała wiara, lęk, przekonanie, że same sobie poradzą? Pewnie wszystko po trochu. Jak bardzo podobni do nich jesteśmy – gdy przygważdża nas grzech, wstyd, niemoc, powtarzamy sobie: poradzę sobie jakoś, poszukam rozwiązania wokół siebie, poproszę o pomoc drugiego człowieka, specjalistę; spowiedź? – jeszcze nie dziś, stanę przed Panem Bogiem, gdy się pozbieram, wzmocnię…
Ja sam… Ja sam…
Nie tego chce Pan Jezus. On pragnie wejść w naszą niemoc, zabrać grzech, rozświetlić „noc wiary”, wypełnić pustkę. Wiele razy w Piśmie Świętym spotykamy się
z sytuacją, gdy Bóg zaczyna działać w nocy. Jest obecny
w ciemnościach naszego życia, w historii, choć często tego nie chcemy dostrzec. Oczy na Jego obecność otwiera
wiara i ufność.

