logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Pułapka doskonała…?

Wtorek, 28 kwietnia 2020 (06:59)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Który dzień 10 maja, 17 maja, a może 23 maja – jako termin wyborów prezydenckich, jest Pana zdaniem najbardziej  prawdopodobny?

– Po pierwsze, wszystko będzie zależało od wydarzeń, jakie przed nami – w najbliższych dniach, czyli 5 czy 6 maja, kiedy dowiemy się, w jakiej Polsce tak naprawdę żyjemy.

Co ma Pan na myśli?

– Dzisiaj dywagujemy o koronawirusie, ale tak naprawdę nie wiemy, czy obok kryzysu związanego z pandemią, a co za tym idzie kryzysu gospodarczego, nie dochodzi nam poważny kryzys polityczny i rozpad koalicji rządzącej, czyli Zjednoczonej Prawicy. I od tego – w mojej ocenie – będzie zależało wszystko.

Jeżeli Zjednoczona Prawica przetrwa tą próbę i okazałoby się, że to, o czym słyszymy w mediach, to są tylko fake newsy, plotki, czarny PR, a być może też testowanie nastrojów i medialne fakty, to wszystko będzie jasne – koalicja się utrzyma i Porozumienie Jarosława Gowina zagłosuje tak jak całość klubu, to wybory prezydenckie odbędą się w maju, może z lekkim przesunięciem terminu na sobotę 23 maja, ale wyłącznie z powodów technicznych.

A jeśli partia Gowina wyjdzie z koalicji?

– Jeśli gowinowcy może nie tyle wyjdą z koalicji, ale jeśli nie zagrają drużynowo i zagłosują inaczej, to jednoznacznie pokażą swoją odrębność polityczną. W tym momencie wiarygodność całej drużyny pod nazwą Zjednoczona Prawica spada i będziemy mieli nową rzeczywistość, w której wszystko jest możliwe.    

Patrząc na te „harce” Gowina, koalicja Zjednoczonej Prawicy jeszcze istnieje?

– Nie wiem, ale widać, gdzie szuka sobie miejsca Jarosław Gowin. To jest Koalicja Polska, okolice Polskiego Stronnictwa Ludowego i Kukiza. Wcale mnie to nie zaskakuje, ale jestem przekonany, że jeśli dojdzie do wyłomu w szeregach Zjednoczonej Prawicy, to jest to miejsce, gdzie wyląduje Jarosław Gowin i jego zespół.

Czym w tym momencie kieruje się Jarosław Gowin, któremu właściwie od zawsze trudno było – na dłużej zagrzać gdziekolwiek miejsce?

– Jarosław Gowin to doświadczony polityk, którego pod żadnym pozorem nie lekceważyłbym. Ponadto do niedawna był wicepremierem rządu, a więc miał dostęp do informacji z pierwszej ręki i to, co dzisiaj robi pod myślą przewodnią czy pod hasłem wybory, to jest nic innego jak ewakuacja z okrętu Zjednoczonej Prawicy. Myślę, że wie więcej, jak wygląda sytuacja gospodarcza w Polsce, wie więcej, jakie – za kilka miesięcy – będą konsekwencje kryzysu związanego z koronawirusem i mając to na względzie, nie chce być przegranym czy kojarzonym z klęską.

To, co dzisiaj robi Gowin, to ewakuacja, przygotowanie nowego zaplecza, a wszystko po to, żeby móc wystartować z czystą kartą. Tym, co może działać na jego korzyść, to fakt, że się nie godził na wyborcze plany Prawa i Sprawiedliwości, jednocześnie przedstawiając swoją własną wizję. Dla mnie te wszystkie działania są jednak niczym innym jak pisaniem sobie usprawiedliwienia politycznego, w obliczu czekającego nas kryzysu gospodarczego.

Co do tego, że kryzys będzie, to chyba nikt nie ma wątpliwości, każdy racjonalnie myślący człowiek o tym mówi, rząd zresztą też, tyle, że nie jest to wina władzy…     

– Tak, tylko warto pamiętać, że po każdym kryzysie zawsze się znajdą mniej lub bardziej niezadowoleni, a winny zawsze jest ten, kto rządzi. Na dzisiaj Jarosław Gowin ma tego świadomość, ma świadomość, jaka jest kondycja budżetu, jaka jest kondycja ZUS, jaka jest kondycja poszczególnych gałęzi gospodarki i wiedząc to wszystko, nie chce ponieść konsekwencji politycznych. Myślę, że również wielu polityków PiS ma świadomość tego, że w najbliższych wyborach parlamentarnych wygrać będzie im bardzo trudno, żeby nie powiedzieć, że będzie to niemożliwe.

W kuluarowych rozmowach koledzy z PiS mówią otwarcie, że kolejnych wyborów parlamentarnych już nie wygrają, jest tylko pytanie, jak bardzo dotkliwa może to być przegrana. A z drugiej strony, mają też świadomość, że jeśli najbliższe wybory, wybory prezydenckie zostaną przeniesione na jesień, to szanse prezydenta Andrzeja Dudy też zaczną spadać. Dlatego, że opadną emocje, rozpocznie się lawina bankructw, ludzie zaczną tracić i dotyczy to płac, a także utraty miejsc pracy i to całe odium spadnie na rządzących, w tym także na prezydenta. Dlatego z politycznego punktu widzenia przeprowadzenie wyborów jak najszybciej – w maju jest w interesie partii rządzącej, bo potem może być różnie.

Skoro przed nami tak trudny czas, to jeśli chodzi o wybory parlamentarne, komu tak bardzo zależałoby dzisiaj, żeby się pchać się do władzy?

– Wybory parlamentarne nie odbędą się od razu. Sądzę jednak, że wszyscy są zmęczeni i zakładając, że z szeregów Zjednoczonej Prawicy wychodzi grupa gowinowców, to mamy rząd mniejszościowy, który może mieć problemy ze skutecznym sprawowaniem władzy w Polsce. Zakładając, że wybory wygrywa inny kandydat niż Andrzej Duda, to kłopot jest tym większy, bo nawet przy założeniu, że pewne projekty uda się przeprowadzić w Sejmie, to może być problem z podpisem prezydenta. Nie da się zatem zrealizować wielu spraw programowych. Wówczas jedyne wyjście, jakie się zarysowuje w takiej sytuacji to zwrócenie się do suwerena, aby wypowiedział się, kto ma rządzić w Polsce i w jakim zakresie.

Zakładając wyjście Gowina z koalicji, to na ile realne jest jego zbratanie się z Koalicją Polską, o czym Pan wcześniej wspomniał?

– Mam wrażenie, że Jarosław Gowin już zaczął się tam układać i powoli rozpakowywać walizki.

Czego Jarosław Gowin szuka dla siebie?

–Póki co szuka koła ratunkowego i sądzę, że ma świadomość, iż na dzisiaj w towarzystwie PiS, jego dni u władzy są policzone. Ma też świadomość, że PiS rozpocznie proces rozbiórki jego ugrupowania, co polega na tym, że poszczególnym osobom proponuje się stanowiska, składa się pewne oferty. To jest polityka, tak to działa, zresztą zawsze tak to działało. Takie próby skuteczne bądź mniej wyrywania posłów były, są i będą, ale na tym polega polityka i to, co mówię, nie jest żadnym odkryciem. Możemy się zatem spodziewać „zjadania” przez PiS poszczególnych członków Porozumienia i zobaczymy ilu polityków tego ugrupowania – ostatecznie – okaże się lojalnych wobec swojej formacji, a ilu da się złamać i przejdzie do PiS.

A co z propozycją, która pojawiła się w przestrzeni medialnej, żeby zatrzymać Jarosława Gowina, w zamian oferując mu funkcję marszałka Sejmu? Wprawdzie została ona zdementowana, ale czy coś nie jest na rzeczy…?

– Trudno powiedzieć, czy to jest prawda czy nie, ale ważniejsze jest, że bez 18 posłów Jarosława Gowina, ani PiS, ani Platforma oraz Lewica nie są w stanie sami rządzić. I wie o tym dobrze Koalicja Polska, która może się układać z Jarosławem Gowinem, ten scenariusz jest prawdopodobny. Jako były poseł Kukiz’15 znam to środowisko i wiem, że wielu posłom środowisko Gowina jest bardzo bliskie. I jeśli już, to autorem tego projektu dołączenia gowinowców do Koalicji Polskiej jest Stanisław Tyszka, co do tego nie mam wątpliwości.

Stanisław Tyszka, który był jednym z głównym ideologów Kukiz’15…

– I jednym z ojców porażki. Tak czy inaczej przed nami wybory prezydenckie w maju, ale nie wykluczałbym, że jesienią odbędą się szybkie wybory parlamentarne.

Wracając jeszcze do wyborów prezydenckich, w jakiej formie mogą się one odbyć?

– Skoro w kilkudziesięciu miejscach w Polsce odbywały się uzupełniające wybory samorządowe, to cóż szkodzi, żeby również wybory prezydenckie odbyły się w tradycyjnej formie. Według mnie, wybory odbędą się w formie tradycyjnej, bo takie jest dzisiaj prawo. Skończy się tylko na tym, że komisje wyborcze będą pracowały dłużej, zostaną zastosowane odpowiednie do sytuacji środki ostrożności.

Po co zatem wszystkie te działania pod hasłem wybory korespondencyjne?

– To swojego rodzaju doskonała pułapka, w którą opozycja sama wpada i się pogrąży. Wytłumaczenie będzie takie, że skoro opozycja nie chciała wyborów korespondencyjnych, skoro Senat przeciągał sprawę, skoro mamy ciągle obowiązujące prawo wyborcze i kalendarz, który według PKW jest realizowany, to nie ma innego wyjścia, jak przeprowadzić wybory w formie tradycyjnego głosowania.

Natomiast głosowanie korespondencyjne będzie dotyczyć osób po 60. roku życia, bądź objętych kwarantanną. Jeśli ustawa nie przejdzie przez Senat, jeśli gowinowcy wyjdą ze Zjednoczonej Prawicy odrzucając propozycję PiS, to nie jest też wykluczone objęcie całego kraju kwarantanną i wszyscy będziemy głosować korespondencyjnie. Osobiście obstawiam jednak, że wybory odbędą się w formie tradycyjnej, w maju. Na tym polega cały kunszt dobrej polityki, która potrafi przewidzieć, wyprzedzić pewne ruchy przeciwnika do przodu. Tylko w całej tej układance chyba nikt nie przewidział tego, co robi dzisiaj Jarosław Gowin.   

A co z zagrożeniem pandemią koronawirusa?

– Skoro wszystko powoli wraca do normalności, skoro mamy stopniowe odmrażanie państwa, a przypomnę, że na początku maja kolejne obostrzenia zostaną zdjęte, więc nic nie będzie stało na przeszkodzie, żeby do lokalu wyborczego – w jednym momencie mogły wejść, dajmy na to trzy osoby.

Skoro mogą być kolejki przed sklepami, to mogą być też w dniu wyborów przed lokalami. Jeśli założymy, że wszyscy udający się na wybory, pójdą w maseczkach, w rękawiczkach, zachowają dystans, jeśli do tego dodamy płyny dezynfekcyjne w lokalach wyborczych, jednorazowe długopisy, to nie powinno być żadnego problemu i niebezpieczeństwa.

Jeśli chodzi o komisje wyborcze, to można je porównać do pań na kasach w marketach, które są odpowiednio zabezpieczone, obsługują całą masę klientów, i gdyby było zagrożenie, to już dawno zachorowałyby, a tak nie jest. Dlatego – moim zdaniem – wybory prezydenckie powinny się odbyć w pierwotnym terminie i w sposób tradycyjny.

Odium spadłoby też z pocztowców, którzy dzisiaj przez opozycję określani są mianem posłańców śmierci?

– To jest propaganda typowa dla totalnej opozycji.      

Załóżmy scenariusz tradycyjnych wyborów w maju, a co z frekwencją?

– W żaden sposób nie wpłynie to na frekwencję, która będzie wysoka.

Prezydent Duda wygra w I turze?              

– Jeśli uda mu się przekroczyć 50 proc., to będzie prezydentem, jeśli nie, to każdy, kto wejdzie do II tury może mu poważnie zagrozić, bo będziemy mieli swoisty plebiscyt, nie za daną kandydaturą, ale przeciwko PiS.

              Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl