logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kara za haniebny atak

Czwartek, 8 maja 2025 (09:15)

Aktualizacja: Czwartek, 8 maja 2025 (09:20)

ROZMOWA / z prof. Januszem Kaweckim, przewodniczącym Zespołu Wspierania Radia Maryja w służbie Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii
i Telewizji zdecydował się nałożyć 145 tys. zł kary na Telewizję Polską w likwidacji
za emisję materiału „Arcydzieło Rydzyka”, uznanego za naruszający dobre imię założyciela Radia Maryja i powiązanych
z nim inicjatyw. Jak Pan ocenia tę decyzję?

– Przede wszystkim cieszę się, że w ogóle doszło do jakiejkolwiek reakcji. Bo najważniejsza w tym wszystkim jest nie tyle wysokość kary – choć ta też ma znaczenie
– ile sam fakt, że ktoś wreszcie powiedział: dość. To nie
są prywatne pieniądze redaktora czy prezesa tej telewizji
– to środki z abonamentu i budżetu państwa. Innymi słowy: to my wszyscy, obywatele, płacimy za ich
medialne nadużycia. A potem jeszcze płacimy kary
za ich bezczelność. Ta decyzja KRRiT to wyraźny sygnał,
że publiczna telewizja – nawet w stanie likwidacji – nie może sobie pozwalać na brutalne uderzenia w ludzi, którzy dla milionów Polaków są symbolem duchowego oporu
i patriotyzmu. Nie widziałem jeszcze pełnego uzasadnienia decyzji, ale liczę, że tak jak w poprzednich przypadkach
– gdy po naszych skargach dochodziło do interwencji
– dostaniemy szczegółowe wyjaśnienie, na czym oparto
tę ocenę. To ważne, żeby była to nie jedynie reakcja symboliczna, ale konkretny komunikat: nie ma przyzwolenia na medialne szczucie. Zresztą – nie pierwszy raz mamy do czynienia z tego typu atakiem. Przypomnę materiał wyemitowany w październiku ubiegłego roku, utrzymany w podobnym tonie. Wówczas autorzy zostali „nagrodzeni” antynagrodą Hiena Roku 2024 – i słusznie,
bo to była medialna hucpa bez krzty rzetelności. A mimo
to Krajowa Rada wtedy milczała. W przypadku tamtego programu, zatytułowanego: „Czy PiS odpowie za finansowanie Rydzyka publicznymi pieniędzmi?”, przewodniczący Maciej Świrski nie zdecydował się
na żadną karę. To skandal.

Dlatego obecna decyzja to istotny krok
w ukróceniu tego typu praktyk?

– Nie tylko dlatego, że rodzi skutki finansowe. Chodzi o to, że nie kończy się to kolejnym umywaniem rąk, nie zostaje zamiecione pod dywan. Ten reportaż, podobnie jak wcześniejsze produkcje TVP w likwidacji, był ewidentnie jednostronny, nasączony publicystycznym jadem
i nastawiony na dezawuowanie postaci zasłużonego dla Polski kapłana oraz dzieł, które zainicjował. A teraz ktoś
te haniebne działania TVP wreszcie nazwał po imieniu. Pokazuje to również coś jeszcze – że wszystkie dotychczasowe „usprawiedliwienia” TVP nie wytrzymują konfrontacji z faktami. To była nie krytyka, tylko bezpodstawny atak. I dobrze, że ktoś to w końcu dostrzegł.

Reportaż pt. „Czy PiS odpowie za finansowanie Rydzyka publicznymi pieniędzmi?” nadal jest dostępny na oficjalnym kanale YouTube TVP. To dowód na to, że wezwania KRRiT są zwyczajnie nieskuteczne?

– Dokładnie o to mi chodzi. I to wcale nie jest drobnostka. Materiał, który został uznany za nierzetelny, nadal świeci pełnym blaskiem na kanale publicznego nadawcy i – co najgorsze – bez najmniejszej adnotacji, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uznała go za kłamliwy, nierzetelny. Żadnego ostrzeżenia, żadnej informacji, że treść została uznana za wprowadzającą w błąd. A to jest absolutnie kluczowe, bo jak wygląda to z perspektywy odbiorcy? Wchodzi na kanał TVP, klika w materiał, słucha opowieści pełnej przeinaczeń, manipulacji, nieścisłości – i nie ma najmniejszego pojęcia, że ten „reportaż” został oficjalnie ukarany. Dla niego to po prostu kolejny, rzekomo wiarygodny materiał ze znaczkiem publicznego nadawcy.
A to oznacza, że mimo kary kłamstwo jest emitowane,
a potem – nawet jeśli zostanie napiętnowane – i tak pozostaje dostępne bez słowa komentarza. To jakby złodziej został złapany, ale nadal mógłby paradować
z łupem po ulicy. I teraz kluczowa sprawa: wezwania do „zaniechania” w przypadku takich medialnych kolosów jak TVP czy TVN są niewiele warte. Przemówić mogą tylko realne, bolesne kary finansowe. I to nie symboliczne,
tylko konkretne – wysokie, bezwzględne, dotkliwe. Bo tylko wtedy zarządy tych instytucji mogą się choćby przez chwilę zastanowić, czy naprawdę warto iść w medialne barbarzyństwo. Oczywiście, w przypadku TVP wszyscy wiemy, jak to wygląda – oni i tak nie ponoszą realnych konsekwencji. Nie funkcjonują na rynkowych zasadach.
Ich egzystencja opiera się na publicznych dotacjach, więc każda kara i tak jest de facto płacona z kieszeni podatnika. Ale nawet mimo tego ważne jest, żeby kara zaistniała
– bo cisza oznacza przyzwolenie. A tu już nie chodzi tylko
o godność jednej osoby czy jednej instytucji. To kwestia cywilizacyjna – czy mamy prawo do prawdy w przestrzeni publicznej, czy godzimy się na to, żeby kłamstwo miało nieograniczone pole rażenia.

Przewodniczący KRRiT Maciej Świrski nazwał reportaż „Arcydzieło Rydzyka” rażącym przykładem łamania prawa
– poprzez oszczerstwa, szerzenie nienawiści i uprzedzeń religijnych. Zwrócił też uwagę, że autorzy materiału całkowicie zniekształcili obraz Muzeum „Pamięć
i Tożsamość”, a dodatkowo świadomie zrezygnowali z tytułu „ojciec” w odniesieniu do o. dr. Tadeusza Rydzyka. A przecież tytuł „ksiądz”, „ojciec” czy też „siostra” lub „matka” w polskiej tradycji narodowej uchodzi za formę elementarnego szacunku wobec duchowieństwa i zakonnic. Czy Pan też odbiera to jako świadomą manipulację?

– Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Przewodniczący trafnie ujął to, co od dawna obserwujemy – i to nie tylko w tym jednym reportażu, choć tu mamy do czynienia z wyjątkowo jaskrawym przypadkiem. Praktyka pomijania tytułu „ojciec” w kontekście duchownego,
który przez dekady prowadzi działalność duszpasterską, medialną i społeczną na niespotykaną skalę, nie jest przypadkiem – to zabieg celowy, obliczony na to, by podważyć autorytet i zdegradować wizerunek. Bo kiedy zamiast „ojciec Tadeusz Rydzyk” słyszymy po prostu „Tadeusz Rydzyk” – albo, co gorsza, „pan Rydzyk” – to nie chodzi o skrót czy dziennikarską zwięzłość. Chodzi
o zaszczepienie w odbiorcy przekonania, że mamy
do czynienia z osobą oderwaną od funkcji kapłańskiej, pozbawioną należnego jej miejsca w strukturze społecznej i religijnej. A przecież w polskiej tradycji – i to nie tylko kościelnej, ale też kulturowej – tytuł duchownego to coś więcej niż formalność. To element tożsamości, który nierozerwalnie łączy się z misją, jaką ta osoba pełni. Takie działanie to klasyczna metoda obniżania rangi przeciwnika bez użycia argumentów merytorycznych. Jeśli nie możesz uderzyć w konkretne dokonania, podważ samą pozycję.
W tym przypadku nie tylko pomija się zasługi, ale wręcz próbuje wymazać fakt, że mamy do czynienia z osobą duchowną.

Media donoszą, że w sprawie reportażu „Arcydzieło Rydzyka” Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odnotowała
w ubiegłym roku 98 wystąpień podpisanych łącznie przez 312 osób. To pokazuje,
że każda skarga ma realne znaczenie
– nawet ta pojedyncza?

– Oczywiście. Wystarczy jedna, ale zasadna skarga,
by KRRiT miała obowiązek zareagować. Chodzi tu nie
o liczby – choć są one ważnym wskaźnikiem skali oburzenia – lecz o merytoryczną treść zarzutów.
Nawet jeśli tylko jedna osoba zgłasza skargę, a ta okazuje się uzasadniona, może to uruchomić całą procedurę prowadzącą do ukarania nadawcy. Natomiast jeśli tych głosów są setki czy tysiące stają się one nie tylko dowodem społecznego sprzeciwu, ale też potężnym argumentem w ewentualnym postępowaniu sądowym.
To pokazuje, że opinia publiczna nie jest obojętna,
a odbiorcy mediów potrafią trafnie ocenić, kiedy przekroczona została granica rzetelności, przyzwoitości
i prawa.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”

Nasz Dziennik