logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Tomasz Arabski znowu przed sądem

Środa, 24 sierpnia 2016 (16:51)

Aktualizacja: Środa, 24 sierpnia 2016 (16:51)

To, że lotnisko w Smoleńsku jest nieczynne, istniało w świadomości w momencie przygotowywania tam wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2010 r. – zeznał ówczesny pracownik Kancelarii Prezydenta w procesie urzędników sądzonych za niedopełnienie obowiązków przy organizacji tej wizyty.

Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuował proces b. szefa KPRM Tomasza Arabskiego i czterech innych urzędników oskarżonych w trybie prywatnym przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta z 10 kwietnia 2010 r.

Świadek Maciej J. jako urzędnik Kancelarii Prezydenta RP zajmował się sprawami zagranicznymi. Zeznał, że od swojego przełożonego, ministra Mariusza Handzlika, dowiedział się, że były naciski ze strony KPRM i MSZ, by prezydent w ogóle nie leciał do Katynia; nie znał szczegółów.

– To, że lotnisko jest nieczynne, istniało w świadomości w momencie przygotowywania tej wizyty – powiedział J. Dodał, że „biorąc pod uwagę poprzednie wizyty, Rosjanie na nasze prośby dostarczali sprzęt i ludzi, którzy je obsługiwali”.

Według J., wariant, by lądować gdzie indziej, nie był rozważany, bo „odległości są ogromne, aby wylądować w Moskwie i przejechać samochodami do Smoleńska”. Zeznał, że kwestia, czy lotnisko było zdatne do lądownia, nie leżała w kompetencji jego biura. – Lotnisko jakoś tam funkcjonowało – dodał.

Świadek w marcu 2010 r. wysłał e-maila do kolegi z KPRP, by sprawdzić, „co jest z lotniskiem w Smoleńsku”, bo jest plotka, że „Rosjanie twierdzą, że ono niezbyt działa”. Pytany, czy była jakaś reakcja, J. odparł, że nie pamięta.

J. zeznał, że Rosjanie mówili, iż podczas wizyty Donalda Tuska 7 kwietnia lotnisko w Smoleńsku będzie w pełni gotowe, ale dodawali, że „utrzymanie pełnej gotowości 10 kwietnia będzie trudne”. Zarazem świadek dodał, że „było przekonanie, że sprawa lotniska jest rozwiązana”.

Świadek był obecny na lotnisku w Smoleńsku rankiem 10 kwietnia. Według niego, pojawiały się wtedy informacje, że samolot z prezydentem ma lądować w Brańsku lub Moskwie, a potem że „będzie robił próbę podejścia do lądowania”. Potem J. usłyszał huk, po czym „zaczął się ruch na lotnisku”. Przy budce kontroli lotów J. usłyszał słowa zdenerwowanego Rosjanina w mundurze polowym, które miały sprowadzać się do tego, że „mówił załodze, by nie lądowali” .

Na poprzedniej rozprawie Arabski nie przyznał się do zarzutów. Pozostali oskarżeni to dwoje urzędników kancelarii premiera – Monika B. i Miłosław K. oraz dwoje pracowników ambasady RP w Moskwie – Justyna G. i Grzegorz C. Grozi im do 3 lat więzienia. Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy – m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W rozprawach uczestniczy prokurator jako „rzecznik praworządności”.

Prywatny akt oskarżenia złożono w 2014 r. – po tym, gdy cywilna prokuratura umorzyła prawomocnie śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska, jakie prowadziła od 2010 r.

 

RS, PAP

NaszDziennik.pl