Jak Europa interpretuje wezwanie Donalda Tuska na świadka przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie w śledztwie przeciwko byłym szefom Służby Kontrwywiadu Wojskowego o podjęcie bez zgody władz współpracy z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa?
– Przypomnę tylko, że w grudniu ubiegłego roku ujawniono, że w śledztwie przeciwko byłym szefom SKW postawiono zarzuty Januszowi Noskowi i Piotrowi Pytlowi. To ważna sprawa, biorąc pod uwagę bezpieczeństwo państwa polskiego. Natomiast Bruksela nie interpretuje tej sprawy, bo Europa, świat nie wie, kim jest Donald Tusk, a tym bardziej o problemach, jakie sobie sam kiedyś stworzył. To sprawia, że nie ma żadnych komentarzy. Co najwyżej eurodeputowani Platformy ubolewają, jakie to straszne, niedobre jest Prawo i Sprawiedliwość.
Czy – jak twierdzi tzw. opozycja totalna – wezwanie Tuska jest upokorzeniem dla „prezydenta” Europy?
– Z całym szacunkiem, ale tutaj nikt określenia „prezydent” czy „król Europy” w stosunku do Donalda Tuska nie używa. Funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej, jaką pełni, i zadanie organizowania posiedzeń szefów państw Unii Europejskiej jest jedną z wielu w mocno przerośniętej administracji brukselskiej. Prasa czy w ogóle media zachodnioeuropejskie, zwłaszcza niemieckie, krytykują sposób przygotowania posiedzeń Rady. Apogeum niekompetencji czy też lenistwa, z którego jest znany obecny szefa Rady, był w ogóle nieprzygotowany szczyt w Bratysławie. Tymczasem prezydentom czy premierom państw członkowskich Unii Europejskiej nie o to przecież chodziło. W Europie nikt się Tuskiem nie zajmuje. Nikogo też nie interesuje, czy został wezwany czy nie przez prokuraturę. Dlatego histeria i larum podnoszone przez tzw. opozycję totalną są na wyrost. Nie ma też mowy o żadnym rewanżu ze strony PiS. Również biorąc pod uwagę wypowiedź prezesa Jarosława Kaczyńskiego i datę 1 marca, kiedy zawiadomienie zostało wysłane, absolutnie nie należy łączyć faktów wyboru Tuska na drugą kadencję z wezwaniem przed prokuraturę. Natomiast chyba nikt się nie spodziewał, że Donald Tusk, który jako szef rządu w tamtym czasie odpowiadał za nadzór nad służbami, zostanie pominięty w sprawie wyjaśnienia kwestii związanych z porozumieniem o współpracy między SKW z rosyjskim FSB. Ponadto chyba korona z głowy Tuskowi nie spadnie, jeśli odpowie na pytania śledczych.
Tak czy inaczej „Financial Times” mówi, że w Brukseli wezwanie Tuska może być odczytane jako zemsta polskiego rządu za porażkę przy wyborze na szefa Rady Europejskiej.
– To jest pojedynczy komentarz i niewykluczone, że inspirowany politykami Platformy, którzy w dalszym ciągu próbują nakręcać spiralę nienawiści, wrogości, a w najlepszym układzie niechęci wobec Polski. Politykom zachodnioeuropejskim cała ta sprawa może być na rękę, bo w Parlamencie Europejskim nikt się dzisiaj nie zajmuje konfliktem międzynarodowym na linii Holandia – Turcja, nikt się nie zajmuje atakami terrorystycznymi i stanem wyjątkowym we Francji czy zagrożeniami terrorystycznymi związanymi z imigrantami we Włoszech, Szwecji, w Niemczech czy też w Belgii, natomiast wdzięcznym tematem jest Polska. Ostatnie tematy debat na forum europarlamentu dotyczyły m.in. uprawnienia kobiet, ochrony królików czy ochrony koniowatych. Natomiast na obradach dwóch najważniejszych komisji – komisji gospodarczej i monetarnej oraz kontroli budżetowej Parlamentu Europejskiego – debatowaliśmy o współpracy Komisji Europejskiej z PE przy wdrażaniu programu infrastrukturalnego. To tylko pokazuje, że sprawy ważne dla tego gremium nie istnieją.
Na ile zeznania Donalda Tuska mogą być istotne dla wyjaśnienia tej sprawy?
– Zeznania Donalda Tuska będą kluczowe. Natomiast trudno powiedzieć, jakie to może przynieść skutki. Nie chciałbym się wypowiadać, bo nie jest to moja rola. Jeśli się okaże, że SKW podpisały porozumienie o współpracy z FSB, zakładając, że wymagana była zgoda premiera na podjęcie takiej współpracy ze służbami Rosji, to kluczowe będzie to, czy ówczesny premier Tusk wiedział o tej umowie. Jeśli nie wiedział, to osoby, przeciwko którym jest prowadzone postępowanie, mogą się spodziewać zarzutów. Zwlekanie z zeznaniami Donalda Tuska może tylko utrudniać dalsze działania prokuratury bądź to o umorzeniu postępowania, bądź o skierowaniu sprawy do sądu. Inną kwestia pozostaje, czego tak naprawdę dotyczyła współpraca, która zamyka się w stwierdzeniu „współdziałanie przeciwko zagrożeniom odnoszącym się do którejkolwiek ze stron”. W żadnym poważnym państwie nie może się zdarzyć sytuacja, że na parkingu SKW parkują pojazdy obcej rosyjskiej agentury FSB, zupełnie niesprawdzone i nieprzeszukane. Warto też zwrócić uwagę, że za rządów Platformy, po aferze taśmowej nie było koordynatora do spraw służb specjalnych, a koordynację tychże służb przypisał sobie ówczesny premier Donald Tusk. Pytanie, jakie się samo nasuwa w tej sytuacji, brzmi: „Dlaczego tak się stało?”. Czy może chodziło o to, żeby sprawa nie ujrzała światła dziennego? Tych pytań jest znacznie więcej. I Donald Tusk powinien na nie odpowiedzieć.
Zakładając, że Donald Tusk po tragedii w Smoleńsku wyraził zgodę na cichą współpracę polskich służb z rosyjskim FSB, chciałbym zapytać, w jakim celu to zrobił.
– Dzisiaj na jednym z portali znalazłem informację, która – jeśli jest prawdziwa – może być bardzo istotna. Mianowicie, że Rosjanie mieli przewozić duże elementy rządowego Tu-154M na miejscu tragedii. Jeśli się powiąże te wszystkie fakty, można dojść do bardzo dramatycznych wniosków. Nie jest jednak moim zadaniem spekulowanie, a tym bardziej formułowanie wniosków. Od tego jest podkomisja pod kierownictwem dr. Wacława Berczyńskiego, którą MON powołało do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej.
Czy poważne państwo pozwoliłoby sobie, aby służby obcego kraju mogły się swobodnie przemieszczać po jego terytorium, tak jak poruszały się rosyjskie FSB w siedzibie SKW za rządów premiera Tuska?
– Tu sprawa wygląda bardzo poważnie. Żadne poważne państwo, tym bardziej będące członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, nie zgodziłoby się na taką współpracę bez wiedzy kierownictwa NATO. To jest rzecz nieprawdopodobna, która powinna dać wiele do myślenia. I jeśli to wszystko, o czym rozmawiamy, znajdzie potwierdzenie, sądzę, że NATO również się wypowie w tej kwestii w sposób jednoznaczny.
Jak można było się spodziewać, Donald Tusk ze względu na obowiązki w PE nie pojawił się dzisiaj w prokuraturze. Czy szefa Rady Europejskiej chroni immunitet?
– Jeśli chodzi o kwestie dotyczące czasu sprzed objęcia funkcji szefa Rady Europejskiej, to Tuska nie chroni żaden immunitet. Jest taki przepis, który mówi, że immunitet, który chroni ważnego urzędnika, może być zdjęty tylko wówczas, jeśli nie dochodzi do działania na szkodę Unii Europejskiej. Natomiast nie chroni go żaden immunitet, dopóki jest wzywany – tak jak w tym przypadku – w charakterze świadka. Jak sądzę, ta dzisiejsza nieobecność Donalda Tuska zostanie usprawiedliwiona i zostanie wyznaczony następny termin. Nie wykluczam, że może mieć miejsce próba uzgodnienia takiego terminu, żeby szefowi Rady nie kolidowało to z pełnieniem obowiązków takich np. jak wizyta u fryzjera, przymiarka u krawca czy błogie lenistwo, z którego jest znany. Natomiast jestem przekonany, że nic nie uchroni go przed stawieniem się na wezwanie prokuratury. Nic go nie zwolni z tego obowiązku. Jeżeli wezwanie w charakterze świadka jest dla Tuska upokorzeniem, to jak ma się poczuć zwykły Polak? Tak nawiasem mówiąc, porządek obrad dzisiejszego posiedzenia europarlamentu, gdzie Donald Tusk zdawał relację z niedawnego szczytu Rady Europejskiej w Brukseli, został ustalony w ubiegłym tygodniu przez tzw. konferencję przewodniczących i Donald Tusk powinien wówczas zgłosić, że na ten dzień, czyli 15 marca, ma wezwanie w charakterze świadka do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, że ten dzień ma wypełniony. Wówczas nie byłoby problemu, a ten punkt porządku obrad przenieść np. na czwartek. Widocznie jednak zabrakło dobrej woli samego Donalda Tuska, bo termin wezwania znał dużo wcześniej. Tak jak wspomniałem na wstępie naszej rozmowy, wezwanie zostało wysłane 1 marca.

