logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Życie w cieniu wiatraka

Czwartek, 25 kwietnia 2013 (02:18)

Budowa elektrowni wiatrowych musi zostać ustawowo uregulowana – alarmują mieszkańcy wsi Miedzna. Inaczej tego rodzaju inwestycje realizowane będą kosztem gospodarstw sąsiadujących z wiatrakami.

Z takim problemem od półtora roku borykają się m.in. mieszkańcy wsi Miedzna koło Siedlec. Tam bez konsultacji społecznych, a tylko za porozumieniem właściciela działki i inwestora gmina wydała decyzję o warunkach zabudowy dla farmy wiatrowej. Powstać ma 18 turbin wiatrowych o mocy rzędu 2,5 kW, i to niespełna 460 m od zabudowań.

Sprawę szeroko opisywał „Nasz Dziennik”. Wczoraj problem poruszyła Telewizja Trwam w reportażu „Po stronie prawdy”. Mieszkańcy wsi zaskoczeni działaniem władz gminy zaskarżyli do sądu decyzję środowiskową oraz powiadomili prokuraturę o rażących błędach, jakie znalazły się w raporcie środowiskowym, w oparciu o który wydano decyzję. Siedlecka prokuratura nie podjęła sprawy z uwagi na toczące się postępowanie przed Kolegium Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

W sąsiedztwie turbiny

Z podobnymi problemami boryka się wielu mieszkańców gmin, które godzą się na obecność farm wiatrowych. – Po nagłośnieniu naszej sprawy otrzymywałam listy, telefony. Nie jesteśmy prekursorami. Są ludzie, którzy już żyją w sąsiedztwie wiatraków i żyją źle, a kolejni borykają się z takimi problemami jak my. Niestety, ludzie, których wybraliśmy, którzy nas reprezentują, żyją w błogiej nieświadomości i nie robią nic, by nam pomóc – relacjonuje Ewa Chomżyńska, sołtys wsi Miedzna.

Jak dodaje, mieszkańcy Miedznej i podobnych miejscowości to głównie rolnicy, którzy zmuszani są do walki z elektrowniami wiatrowymi, których budowa negatywnie odbije się nie tylko na komforcie ich życia, ale i produkcji rolnej. Szczególnie że znane są przykłady wyznaczania stref ochronnych wokół elektrowni wiatrowych, w których z uwagi na bezpieczeństwo ptactwa wprowadza się zakazy siewu zbóż ozimych czy kukurydzy. Istotne jest też to, że takie strefy nie zmykają się w działce, na której stoi wiatrak.

– Wszystko rozbija się o brak odpowiednich regulacji w polskim prawie dotyczących warunków budowy elektrowni wiatrowych. Gdyby chociaż gwarantowane ustawą były minimalne odległości dla takich inwestycji od zabudowań mieszkalnych, zagród, to problem, nie tylko w naszej gminie, zostałby rozwiązany – podkreśla Chomżyńska.

Anna Brodacka-Bartoszuk, przewodnicząca rady powiatu węgrowskiego, zauważyła, że wiele gmin na terenie powiatu skutecznie sprzeciwiło się budowie elektrowni wiatrowych na swoim terenie. Było to możliwe, bo mieszkańcy odpowiednio wcześniej dowiedzieli się o planowanej inwestycji. Nie zawsze jest to możliwe, bo krąg zainteresowanych jest zawężany.

– Osoby chcące budować te elektrownie nie zgłaszają się najpierw do gminy, tylko do ludzi, którym proponują duże zyski oraz umowy, które w przypadku kiedy rolnik się wycofa, przewidują kary – podkreśliła na antenie Telewizji Trwam. Jak zaznaczyła, część ludzi mamiona zyskami i związana umową zgadza się na postawienie elektrowni nawet obok swojego domu. Zdaniem radnej, to pokazuje, że kwestie farm wiatrowych powinny zostać uregulowane prawem krajowym.

Potwierdził to także przykład miejscowości Ciechanowczyk. Jak wskazał goszczący w programie „Po stronie prawdy” Marcin Kamiński, sołtys wsi, mimo że burmistrz Ciechanowca wiedział o budowie wiatraków na terenie gminy od 2011 roku, to mieszkańcy dowiedzieli się o inwestycji niedawno, na etapie wydawania decyzji środowiskowych dla inwestycji. Wiatraki o wysokości ok. 200 m (Pałac Kultury i Nauki ma z iglicą 230 m) mają stanąć ok. 550 m od domów. Jak zauważył, również radni Ciechanowca nic nie wiedzieli o inwestycji.

W ocenie prof. Jana Szyszko, posła PiS, byłego ministra środowiska, który łączył się telefonicznie z dziennikarzami prowadzącymi na żywo program z Miedznej, farmy wiatrowe mają niewiele wspólnego z ekologią i ekonomią. Zielone światło na rozwój tego rodzaju energetyki dał rząd PO – PSL poprzez stworzenie korzystnych warunków dla inwestorów (zapewniony odbiór energii po korzystnych cenach oraz dopłaty w formie zielonych certyfikatów) i pozostawienie luk prawnych. W ten sposób decyzje dotyczące budowy wiatraków pozostają w gestii samorządów, które mamione zyskami, pozwalają na budowę farm. Jak zauważył poseł, cała ta sytuacja powoduje skłócenie samorządów, mieszkańców, a rząd czeka bezczynnie, aż problem sam się rozwiąże. Efektem jest też wzrost cen energii i niewielkie wpływy do budżetów samorządów.

Odnosząc się do problemów Miedznej, prof. Szyszko zauważył, że raport środowiskowy dla inwestycji był sporządzony bardzo nierzetelnie. Wybrana została lokalizacja, gdzie są tereny uzbrojone, a wystawienie wiatraka uniemożliwi dalszy rozwój wsi. Ponadto mowa jest o inwestycji, która na 30 lat wyłączy grunty rolne dobrej jakości z produkcji. – To są gleby klasy 3 i 4, a więc jak na ten rejon Polski bardzo żyzne. One mają produkować żywność, nie powinno stawiać się na nich turbin wiatrowych – dodał.

Jak wskazał prof. Szyszko, w Sejmie RP jest projekt zmiany ustawy Prawo budowlane, ale prace nad nim trwają dopiero około miesiąca. – W naszej propozycji włączyliśmy całą elektrownię jako budowę. W tej chwili budowlą jest fundament i maszt, a nie jest nią turbina, która jest cenniejsza niż cała reszta. Uważamy, że od tego gmina powinna otrzymywać podatki – wyjaśnił prof. Szyszko. Kolejnym założeniem zmian jest wprowadzenie ograniczenia dla lokalizacji wiatraków. To nie mniej niż 3 km od zabudowań i obszarów leśnych. Projekt zawiera również wymóg, by w raporcie środowiskowym przygotowywanym dla wiatraków był opracowywany wpływ oddziaływania wiatraków na wszystkie gatunki chronione prawem europejskim.

 

List do premiera

Mieszkańcy wsi chcą zainteresować sprawą premiera Donalda Tuska. Dwa tygodnie temu wysłali do kancelarii premiera list opisujący problemy Miedznej. Na razie wiadomo jedynie, że pismo do kancelarii dotarło. Z pomocą przyszedł już Krzysztof Tchórzewski, poseł PiS ziemi siedleckiej, który w sprawie braku rozwiązań prawnych dotyczących budowy elektrowni wiatrowych wystąpił z interpelacją do czterech resortów: środowiska, sprawiedliwości, spraw wewnętrznych oraz transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Zaangażował się też europoseł Janusz Wojciechowski (PiS), który sprawą inwestycji wiatrowych zainteresował Najwyższą Izbę Kontroli.

W polskim ustawodawstwie brakuje uregulowań co do minimalnych odległości elektrowni wiatrowych od zabudowań ludzkich. To powoduje pewną dowolność w wydawaniu decyzji dla lokalizacji tego rodzaju inwestycji. Jednak zamówiony przez Kancelarię Senatu i sporządzony w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego raport podejmujący problem wpływu elektrowni wiatrowych na ludzkie zdrowie stwierdza m.in., że zalecana odległość od siedzib ludzkich, w jakiej powinny być budowane turbiny wiatrowe, wynosi od 1,5 do 2 kilometrów.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik