logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Nieruchome wiatraki

Sobota, 27 kwietnia 2013 (02:09)

Wyłączone turbiny wiatrowe zastali posłowie, którzy przyjechali na wizję lokalną do Suczek koło Gołdapi.

Parlamentarzyści z sejmowej podkomisji infrastruktury pracują nad projektem ustawy regulującej inwestycje wiatrowe w Polsce. W czwartek planowali wizję lokalną farmy w Suczkach, gdzie duże turbiny zostały ulokowane zaledwie 250-300 metrów od gospodarstw. Rolnicy skarżyli się posłom na skutki takiego sąsiedztwa: kaleczące ich rzucane przez śmigła bryły lodu, bezsenność i nerwowość z powodu notorycznego hałasu oraz uniemożliwiające normalne życie zjawisko migotania.

Na miejscu ekspedycję powitały jednak nieruchome wiatraki. – To skandal – mówi Jerzy Szmit (PiS), który zorganizował wyjazdowe posiedzenie podkomisji. Do Suczek przyjechali razem z nim posłowie Anna Zalewska oraz Andrzej Adamczyk, a także naczelnik wydziału z departamentu gospodarki przestrzennej i budownictwa w resorcie transportu Lidia Piotrowska, ekspert i przedstawiciele organizacji społecznych. – Był z nami dr Waldemar Jaszczuk, specjalista z Politechniki Warszawskiej, który miał dokonać pomiaru hałasu. Jednak wiatraki, pomimo że mocno wiało, zostały unieruchomione – relacjonuje Szmit.

Ekipa udała się więc do pobliskiej Gołdapi, gdzie w sali urzędu miasta przeprowadziła wyjazdowe posiedzenie. W jego trakcie posłowie odebrali od mieszkańców wsi Suczki telefon z informacją, że wkrótce po ich wyjeździe wiatraki zaczęły pracować. Zapadła decyzja o niezwłocznym powrocie na miejsce wizji lokalnej. Tym razem pomiary hałasu udało się przeprowadzić.

Właścicielem farmy wiatrowej w Suczkach jest firma Goldap 2007 Management, spółka komandytowa zarejestrowana w Szczecinie. O powód wyłączenia turbin chcieliśmy zapytać jej zarząd, jednak w sekretariacie uzyskaliśmy informację, że w tym tygodniu kontakt nie będzie możliwy.

Migotanie

Drugim celem wizji lokalnej było poznanie opinii mieszkańców wsi. – Na wiosnę i jesienią na śmigłach wiatraka zbiera się lód, który podczas jego rozruchu razi nas niczym pociski. Mój mąż został ugodzony takim kawałkiem lodu w plecy. Bardzo go przez kilka dni bolało – powiedziała Stanisława Wińska, której gospodarstwo znajduje się 260 metrów od ogromnego wiatraka. – Co najgorsze, kilka turbin postawiono przy samej drodze, więc ci, którzy z niej korzystają, narażeni są na ugodzenie lodem. Ten lód jest też uciążliwy dla gnanych drogą krów. Kiedy w nie uderza, nie można ich potem uspokoić – dodał Andrzej Grażulis, sołtys wsi Suczki.

Mieszkańcy mają dość hałasu generowanego przez turbiny. Opowiadali też parlamentarzystom, że na ich zdrowiu negatywnie odbija się tzw. efekt migotania świateł, wywoływany przez słońce prześwitujące przez śmigła pracującego wiatraka. – Najgorzej jest w słoneczne dni, w południe. Kiedy pracuję w domu, to mam wrażenie, jakby ktoś ciągle zapalał i gasił światło. To okropnie działa na nerwy – zaznacza Wińska.

Projekt nowelizacji ustawy prawo budowlane i ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, która ma uregulować kwestie dotyczące inwestycji wiatrowych, złożyła w Sejmie w lipcu 2012 r. – w imieniu klubu PiS – poseł Anna Zalewska. Zakłada on m.in., że turbiny wiatrowe o mocy powyżej 500 KW nie mogą być budowane w odległości mniejszej niż 3 km od zabudowań mieszkalnych oraz terenów leśnych, ze szczególnym uwzględnieniem europejskiej konwencji o ochronie krajobrazu, bezpieczeństwa środowiska i ochrony przed hałasem i drganiami. Firmy, które postawiły wiatraki bliżej, musiałyby w ciągu 5 lat od wejścia ustawy w życie przenieść je na odległość co najmniej 3 kilometrów.

W marcu br. sejmowa Komisja Infrastruktury powołała podkomisję nadzwyczajną, która pilotuje nowelę. W pierwszym czytaniu projekt nie został odrzucony, co daje możliwość prowadzenia nad nim dalszych prac. – To dobry sygnał, gdyż z zasady członkowie obecnego rządu wszystkie projekty PiS odtrącają już na samym początku – mówi poseł Jerzy Szmit. Kiedy podkomisja zakończy prace nad projektem ustawy, jej członkowie sporządzą sprawozdanie, które trafi do Komisji Infrastruktury. Ta będzie mogła skierować projekt do pierwszego czytania w Sejmie. Przewodniczącym podkomisji został poseł Andrzej Adamczyk.

Adam Białous

Nasz Dziennik