Z dr. n. med. Krzysztofem Szmydem, kierownikiem Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci, rozmawia Marta Milczarska
Belgia zalegalizowała eutanazję dzieci. Co dla Pana Doktora jako kierownika Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci to oznacza?
- Legalizacja eutanazji wobec dzieci jest dla mnie dość trudna do zrozumienia. Mam bowiem wrażenie, że ludzie dorośli, którzy z samej swej istoty są za dzieci odpowiedzialni, mają się o nie troszczyć i je chronić, postanowili złamać to prawo i „zagrać nieczysto″. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że troska o dobro dziecka jest głęboko w nas wszystkich zakorzeniona.
Nie przekonują mnie tutaj argumenty, że eutanazja będzie oparta na zgodzie dziecka. Podzielę się osobistym doświadczeniem lekarskim.
Gdy trafia do kliniki dziecko chorujące na nowotwór złośliwy, wtedy lekarz wraz z rodzicami wyjaśnia mu, że trzeba podawać leki, po których może czuć się źle, np. wymiotować, będzie coś bolało, trzeba będzie wykonywać nieprzyjemne zabiegi, ale dziecko się zgadza, bo rozumie, że to dla jego dobra, o które my, dorośli, się troszczymy. Gdy u takiego chorego trzeba np. amputować nogę, bo jest tam guz, którego inaczej wyleczyć się nie da, tu także dziecko potrafi zrozumieć argumenty dorosłych.
Chcę przez to powiedzieć, że gdy z ust dorosłych padnie, że potrzeba eutanazji i że eutanazja jest dobra, dziecko to przyjmie, ale to nie będzie wybór dziecka.
To zawsze będzie decyzja dorosłych.
Czy jeszcze bardziej powinno nas niepokoić to, że w Belgii nie ma żadnej granicy wieku, od której taką eutanazję można przeprowadzić?
- Jeśli już w prawie zapisujemy, że nie ma granicy wieku, to tylko na podstawie wiedzy psychologicznej można stwierdzić, że ustawodawcy sami sobie zaprzeczają. Zasłaniają się bowiem świadomą decyzją dziecka.
A przecież świadomość dziecka kilkuletniego, w którym rozumienie śmierci jest inne niż w przypadku nas, dorosłych – dzieci małe nie widzą nieodwracalnego charakteru śmierci – nie pozwala na dokonanie wolnego wyboru w tym zakresie. Ten wybór będzie zdeterminowany tym, co powie mama czy tata. Młodsze dziecko na tyle rozumie świat, na ile objaśnią mu go rodzice.
Nie chciałbym jednak składać całej odpowiedzialności za decyzje dotyczące eutanazji na barkach rodziców. Oni w tak skrajnie trudnej sytuacji, jak nieuleczalna choroba swego dziecka często czują się bezradni, potrzebują wsparcia, wyjaśnienia, wiedzy. Ludzie z otoczenia rodziny także szukają jakichś rozwiązań, wskazówek, czasem nawet nieświadomie manipulując, gdy mówią: ”Nie chcesz spróbować np. bioenergoterapii? A jeśli dzięki temu Martynka lub Wojtuś wyzdrowieją?″. Więc rodzice, szukając po omacku, zgodzą się na wszystko. Nie będzie zatem bardzo trudno wmówić im, że eutanazja to dobry wybór.
Na co dzień pracuje Pan w hospicjum. Czego tak naprawdę potrzebują dzieci i ich rodziny, które w nim przebywają?
- Pracujemy z dziećmi nieuleczalnie chorymi z terenu całego województwa dolnośląskiego. W ubiegłym roku świętowaliśmy 10-lecie swojej działalności. Nasi podopieczni, ci, którym choroba umożliwia wyrażenie swojej woli, mówią o tym, że chcą pojechać nad morze, chcą pojechać z braćmi w góry, mieć kota, o którym zawsze marzyli, czy dostać upragnioną śmieciarkę. Chcą także, by nie bolało. Nie ma proszenia o śmierć.
Nasze rodziny potrafią walczyć o każdą minutę bycia z dzieckiem. Są mamy, które nawet nasze wizyty skracają do minimum, bo chwila rozmowy z nami to chwila mniej dla dziecka. Potrzeba oczywiście zespołu medycznego, który będzie sobie radził z pojawiającymi się objawami, bez takiej pomocy pobyt w domu byłby niemożliwy. Szczęśliwie dostęp do opieki paliatywnej w Polsce bardzo się poprawia i coraz więcej potrzebujących osób może z tej pomocy korzystać.
Co warte podkreślenia, medycyna paliatywna opanowała sposoby postępowania nawet z najsilniejszymi bólami. Są procedury i już wiadomo, jak zapewnić pacjentowi komfort nawet w najskrajniejszej sytuacji – chodzi o tzw. sedację. Przy dzisiejszym postępie medycyny można sprawić, że nawet „niewyobrażalne cierpienie″ da się skutecznie leczyć.
Jak z doświadczenia opieki nad chorymi dziećmi opisałby Pan Doktor sposób, w jaki dzieci przeżywają nieuleczalną chorobę, cierpienie, ból?
- Cierpienie dziecka jest doświadczeniem niezwykle trudnym dla wszystkich, którzy się z nim zetknęli. Budzi w nas jakiś naturalny sprzeciw i nie jest tu wcale potrzebna wiedza medyczna o medycynie paliatywnej. To cierpienie jest niezrozumiałe i skłania nas do pytań, na które nie potrafimy odpowiedzieć. Z drugiej strony dzieci uczą nas – ludzi wokół – że można je przeżywać nieco inaczej, niż czynią to dorośli.
Cierpienie dziecka – w pewnym uproszczeniu oczywiście – jest przeżywane w perspektywie codzienności, a więc dziecko skupia się na danym dniu – czy dziś będzie coś bolało, czy dziś dostanę na obiad moje ukochane pierogi. Gdy spojrzymy na to powierzchownie, może nam się to wydać niezbyt rozsądne. Taka jednak skrócona perspektywa ma olbrzymi walor. Pozwala się bowiem cieszyć z każdego drobiazgu, każdej dobrej rzeczy tu i teraz.
I jeszcze jedna refleksja – dzieci chore robią wszystko, co w ich mocy, żeby chronić swoich najbliższych. Próbują nie okazywać, że coś im dolega, próbują pocieszać, nie pozwalają na płacz. A zatem jeśli one potrafią nas chronić do końca, to myślę, że my też jesteśmy im to winni.
Władze w Brukseli zapewniają, że ustawa została tak sformułowana, aby uniemożliwić nadużycia. Eutanazji będą mogły się poddać nieuleczalnie chore dzieci, które odczuwają nieznośny ból fizyczny i są w ostatnim stadium choroby. Pod warunkiem, że opiekunowie wyrażą na to pisemną zgodę. Wymagana będzie również opinia psychologów, że dziecko jest świadome konsekwencji takiej decyzji. To wystarczy, by nie dopuścić do nadużyć?
- Wracamy tutaj do myśli sformułowanych na początku naszej rozmowy. Można oczywiście stworzyć procedury, które dadzą pozór świadomej decyzji dziecka. Dokumenty mogą być tak przygotowane, że nikt, nawet sąd, tego nie podważy. Myślę jednak, że żadne, nawet najlepsze procedury nie zdejmą odpowiedzialności z ludzi dorosłych, którzy w tym uczestniczyli.
Kolejnych argumentów dostarcza praktyka, to, co dziś dzieje się np. w Holandii. Jak wiadomo, eutanazja jest tam legalna od wielu lat i także oparta na świadomej zgodzie chorego. Otóż praktykuje się tam dziś eutanazję wobec osób psychicznie chorych! Jak ma wyglądać świadoma decyzja kogoś, kto jest chory psychicznie? Jeśli choroba psychiczna jest czasem podstawą, by np. nie odpowiadać za swoje czyny przed sądem, to jak można oprzeć się na decyzji chorego w kwestii eutanazji?
I na koniec zostawiłem najbardziej szokujący mnie element tej historii.
Otóż od eutanazji osób psychicznie chorych zaczęła się wielka akcja eutanazji w hitlerowskich Niemczech. Eutanazja była tak ważna dla Hitlera, że podpisywał dokumenty w tej sprawie znanego nam dnia – 1 września 1939 r.
Zgładzono w ramach akcji T4, bo taki miała kryptonim, około 200 tysięcy chorych, niepełnosprawnych ludzi. Jednym z głównych argumentów ”za″ było, że są to działania dla dobra osób chorych! Aby zabijać i pozbywać się ciał na taką skalę, potrzebne były sprawne procedury, sposoby działania, aby wszystko odbywało się gładko i bez hałasu. Wymyślono więc łaźnie z gazem, przetestowano stosowny gaz i krematoria. Jaki zrobiono z tego dalszy użytek – wiemy już wszyscy...
Dziękuję za rozmowę.

