Wystąpienie sejmowe Jadwigi Wiśniewskiej i Jarosława Zielińskiego, posłów Prawa i Sprawiedliwości, w sprawie kontroli MEN w szkołach, które przystąpiły do realizacji programu „Szkoła Przyjazna Rodzinie”:
25 marca, w Dniu Świętości Życia, 20 szkół przystąpiło do pilotażowego programu „Szkoła Przyjazna Rodzinie”. Założeniem programu jest troska o wychowanie dzieci w tradycyjnych wartościach rodzinnych, wyrosłych z chrześcijańskich korzeni Europy i nauczania Jana Pawła II. Już następnego dnia, czyli 26 marca, minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska zleciła mazowieckiemu kuratorowi oświaty przeprowadzenie kontroli w szkołach, które przystąpiły do programu, podważając tym samym kompetencje dyrektorów placówek i organów prowadzących. Resort postanowił w trybie natychmiastowym, drogą e-mailową, łamiąc przepisy postępowania administracyjnego i ustawy o systemie oświaty, uzyskać informację, z jakich funduszy szkoła finansuje program oraz czy dyrektorzy, podpisując deklarację przystąpienia do programu, znali jego szczegółowe założenia i czy zapoznano rodziców z jego zasadami. Mazowiecki kurator oświaty oczekiwał odpowiedzi do godz. 14.00 tego samego dnia.
Działania ministerstwa nie dość, że są niezgodne z prawem, nielegalne, to jeszcze mają na celu zastraszenie dyrektorów szkół, zarówno tych, którzy przystąpili do programu, jak i tych, którzy nosili się z zamiarem przystąpienia.
W związku z powyższym pytamy, w oparciu o jaką podstawę prawną mazowiecki kurator oświaty został zobowiązany do podjęcia czynności kontrolnych w placówkach oświatowych, które przystąpiły do programu.
Czego rząd się obawia w związku z wprowadzeniem tego programu do szkół? Jeżeli przesłanką działań pani minister była troska o dobro dzieci, to dlaczego, w sytuacji gdy rodzice protestowali przeciwko realizacji programu „Równościowe Przedszkole”, ministerstwo umyło ręce, odpowiadając, że ta sprawa wykracza poza jego kompetencje?
Szkołom nadawane są różne certyfikaty, dlaczego więc ministerstwo podjęło interwencję akurat w sprawie programu, który broni instytucji rodziny, podczas gdy jednocześnie popiera wprowadzenie do szkół programów promujących podejmowanie wczesnej inicjacji seksualnej, głoszących odrębność tzw. płci kulturowej od płci biologicznej oraz kwestionujących znaczenie tradycyjnej rodziny w rozwoju dziecka, a więc programów, które działają na szkodę rodziny?
Działania ministerstwa łamią ustawę o systemie oświaty, zgodnie z którą nadzór nad finansową i administracyjną działalnością szkół sprawuje organ prowadzący szkołę (art. 34a ust. 1). Ponadto MEN oraz działający na jego polecenie mazowiecki kurator oświaty swymi nielegalnymi działaniami naruszyli chronioną na mocy art. 165 ust. 2 konstytucyjną zasadę samodzielności jednostek samorządu terytorialnego, a także art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, który mówi o prawie rodziców do wychowania ich dzieci zgodnie ze swymi przekonaniami.
Dodajmy, że już 16 tys. rodziców podpisało się pod protestem do MEN w tej sprawie. Pani minister obraża dyrektorów szkół, nauczycieli i samorządowców, kwestionując ich rozeznanie co do istoty i wartości tego programu.
Chcemy przypomnieć, że wciąż obowiązuje ustawa o systemie oświaty. Minister edukacji narodowej jest zobowiązany pilnować jej przestrzegania, a przede wszystkim sam musi jej przestrzegać. Ustawa ta już w preambule mówi, że nauczanie i wychowanie musi „respektować chrześcijański system wartości, rozwijać u młodzieży poczucie odpowiedzialności, miłości Ojczyzny oraz poszanowanie polskiego dziedzictwa kulturowego”, a „szkoła powinna przygotować ucznia do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich”.
Program „Szkoła Przyjazna Rodzinie” temu właśnie służy. Jest ukierunkowany na edukację z poszanowaniem tradycyjnych, głęboko zakorzenionych w naszej kulturze, pozytywnych wartości, wzmacnianie rodziny, promowanie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, kształtowanie postaw odpowiedzialności obywatelskiej i patriotyzmu, przeciwdziałanie uzależnieniom i patologiom, deprawacji i demoralizacji młodzieży. Jego wielkim walorem jest to, że zamiast pasywnego narzekania na rozkład systemu wychowania w polskich szkołach oraz szerzenie się fałszywych i szkodliwych ideologii, takich jak gender, przynosi konkretną i pozytywną propozycję edukacyjno-wychowawczą.
Minister edukacji narodowej i rząd mają obowiązek wspierać takie działania, a nie łamiąc prawo, pod pozorem troski o wydatki, szykanować i zastraszać szkoły, które chcą promować powszechnie uznawane wartości, rodzinę oraz umacniać szacunek dla życia. Minister musi pomagać tym, którzy chcą postawić na nogi w polskiej szkole to, co coraz bardziej jest stawiane na głowie.
Domagamy się od pani i od rządu przestrzegania prawa i działań dla dobra młodzieży.
O ile mądrzejsza od pani minister jest uczennica I klasy technikum w Zielonce, która mówi , że „każdy chciałby w przyszłości założyć piękną i szczęśliwą rodzinę. Wszystko, co służy w szkole temu celowi oraz wzmacnia i chroni instytucję rodziny, uważam, że jest bardzo dobre”. Minister edukacji narodowej najwyraźniej tego nie szanuje i nie rozumie.

