logo

Bułgaria: Kolejny dzień protestów

Niedziela, 18 listopada 2018 (22:27)

W całej Bułgarii w niedzielę odbyły się protesty przeciw drożyźnie i niskiemu standardowi życia. Żądania demonstrujących miejscami przerodziły się w apele o dymisję rządu i rozwiązanie parlamentu. Blokowane były ulice i przejścia graniczne. Interweniowała policja.

Uczestnicy trwających od dwóch tygodni protestów ogłosili niedzielę dniem masowych akcji przeciw polityce rządu. Demonstracje odbyły się w wielu dużych i mniejszych miastach. Akcje nie były zbyt liczne, gromadziło się na nich po 300–500 osób. W protestach uczestniczyli głównie kierowcy, co pozwoliło im skutecznie blokować ruch.

Przez kilka godzin wstrzymany był ruch na przejściach granicznych z Turcją – Kapitan Andreewo, Lesowo i Kapitan Petko Wojwoda – oraz na dwóch przejściach z Grecją – Ilinden i Kułata. Na przejściu Kułata, największym między obu krajami, utworzyła się kilkukilometrowa kolejka. Interweniowała policja, która usunęła protestujących.

W kilku miastach policja zatrzymała kolumny samochodów, żeby uniemożliwić im dotarcie do Sofii, gdzie planowano duży protest. Jego skala jednak była mniejsza, niż się spodziewano. MSW podało, że wzięło w nim udział ok. 3500 osób i 1780 samochodów. Demonstracje mają być kontynuowane w poniedziałek – oświadczył komisarz policji Christo Terzijski.

Szef MSW Mładen Marinow poinformował, że w całym kraju zmobilizowano 2 tys. funkcjonariuszy żandarmerii, w tym 1000 w Sofii. Dodał, że miejscami protesty odbywają się bez niezbędnego wcześniejszego zawiadomienia odpowiednich organów, więc są nielegalne.

Protesty odbyły się w Sofii, Płowdiwie, Warnie, Pazardżiku, Szumenie, Haskowie, Błagojewgradzie, Sandanskim, Panagjuriszte, Weligradzie i kilkudziesięciu innych miastach.

Akcje protestu, w ramach których początkowo wyrażano oburzenie z powodu wysokich cen benzyny i podniesienia podatku na ponad 15-letnie samochody, przekształciły się w żądania polityczne. Demonstranci skandują: „Mafia”, „Dymisja”, „Precz z korupcją” oraz domagają się „zmiany systemu politycznego”. Najczęściej powtarzanym hasłem jest: „Przeciw drożyźnie, o wyższy standard życiowy”. – Potrzebne są dochody, nie można tylko podwyższać podatków – stwierdził w rozmowie z radiem publicznym uczestnik protestu w Sofii.

Protestujący organizują się w internecie, za demonstracjami nie stoi konkretna partia polityczna, choć lewicowa Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP) poparła protesty.

Według analityków, niedzielne protesty były mniejsze, niż zakładano. Napięcie w pewnym stopniu złagodziła piątkowa dymisja wicepremiera Walerego Simeonowa. – Simeonow był jednym z powodów protestów, podstawową ich przyczyną są ubóstwo oraz zużycie publicznego wizerunku rządzącej partii premiera Bojko Borisowa GERB – oświadczył dyrektor Instytutu Gallupa w Bułgarii Pyrwan Simeonow. Jego zdaniem, celem protestów jest obalenie rządu. Żądania protestujących jednak nie są wyklarowane, sytuacja będzie rozwijać się w zależności od konsolidacji protestujących – podkreślił.

Premier Bojko Borisow, który w 2013 i 2016 r. dwukrotnie podawał się do dymisji, w wywiadzie telewizyjnym oznajmił, że tym razem nie podda się presji ulicy i nie zrezygnuje. Podkreślił, że kraj jest stabilny, finanse są w dobrym stanie i nie ma żadnych podstaw do odejścia jego gabinetu.

– Nie chcę słuchać, jak jest dobrze. Nic nie jest w porządku w tym kraju, tak dalej być nie może – skarżył się uczestnik protestu w Płowdiwie.

RP, PAP